Rorschach

Rorschach DC Comics Watchmen
5.00 avg. rating (99% score) - 8 votes

Postać Rorschach’a została stworzona przez Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa.

Rorschach zadebiutował w komiksie Watchmen #1” z 1986 roku. Dzieciństwo superbohatera rzadko bywa sielanką. Walter Kovacs/ Rorschach wpisuje się w ten schemat – jego lata młodzieńcze nie były bowiem usłane różami. Nie miał, co prawda, nieszczęścia poznać co to śmierć najbliższych. Ale biorąc po uwagę jaka była jego matka, zapewne nie miałby nic przeciwko, gdyby podzieliła losy Wayne’ ów czy wuja Bena. Rodzicielka przyszłego herosa była damą lekkich obyczajów, a swego syna traktowała jak niechciane zwierzątko. Podłe dzielnice NY na dodatek dołożyły swoje.

Historia Rorschacha

Rorschach od początku był typowym underdogiem. Niski, rudowłosy, niezbyt urodziwy, a na dodatek introwertyczny w ten dziwny, niepokojący sposób. Sugerujący, że spokojny chłopczyk zaraz przypali komuś oko papierosem… Życiorys Kovacsa w pigułce serwowany jest w dodatkach między zeszytami. Dane z ośrodka psychiatrycznego, gdzie w końcu trafił, jego osobiste, młodociane wspomnienia, dane z więzienia. I najlepiej go ukazujący fragment komiksu- rozmowy z psychiatrą i badanie testem, jakże by inaczej, Rorschacha.

Gdy Kapitan Metropolis wyszedł z inicjatywą założenia grupy będącej następcami Gwardzistów, Rorschach działał już w duecie z Nocnym Puchaczem II. Panowie różnili się w dość znaczny sposób, ale uzupełniali znakomicie. Czas, niestety, robi swoje i relacje między coraz bardziej mrocznym i zamkniętym w sobie Kovacsem, a niepewnym i o wiele bardziej stonowanym Dreibergiem zaczęły się psuć. Ich ścieżki miały się przeciąć dopiero przy okazji tragicznej śmierci Komedianta.

Od początku czuje on, że śmierć Komedianta nie jest zwykłym morderstwem. Jego teorie wydają się trącić nieco wszelakimi tajnymi spiskami, przez co nawet Nocny Puchacz niechętnie patrzy na poczynania swego dawnego kompana, ale z biegiem czasu okazuje się, że Rorschach miał nieco racji. I za śmierć=cią Blake’ a kryło się coś znacznie większego.

Prywatne śledztwo wtrąca go za kratki. Oskarżony o zabójstwo Molocha Kovacs nie jest jednak zamknięty z ludźmi do których zatrzymania sam się przyczynił. Jak sam mówi – oni są zamknięci z nim. Jego metody radzenia sobie z niechęcią kumpli spod celi są mało super-bohaterskie, ale nadzwyczaj skuteczne. Na szczęście dla innych osadzonych, Rorschacha uwalniają drugie wcielenia Nocnego Puchacza i Jedwabnej Zjawy.

Rorschach, wbrew opinii o swoim oszołomstwie, wbrew całej swej drużynie, na samym końcu staje twarzą w twarz z Dr. Manhattanem. Nie w sposób w jaki zrobił to Ozymandiasz, mający swój błyskotliwy umysł i plan, jak to urobić doktorka o mocach boga. Kovacs stanął niczym zdesperowany rewolwerowiec do ostatniego pojedynku. Choć dobrze wiedział, że zamiast równego przeciwnika ma przed sobą siłę której nie jest w stanie pojąć. Siłę, która zapomniała już, czym jest człowieczeństwo.

Postać Rorschacha to typowy street- level hero. Taki sam jak Batman, Daredevil czy Spirit. Super-bohater, który nie walczy z gwiezdnymi najeźdźcami, pozawymiarowymi duchami i innymi cudami. W zamian za to wie, gdzie są kryją się najwięksi bandyci i potrafi się z nimi skutecznie rozprawić. Bez ryzyka, że kolejny raz powrócą zza grobu. Nieodłączny kapelusz, płaszcz i maska, której sama ma niezwykłą historię, sprawia, że postać ta zaprzecza tezie, jakoby trudniący się profesją super-bohatera osobnik musiał nosić kiczowate, kolorowe wdzianka i być nienaturalnie wręcz patetyczno-heroicznym.

Godny uwagi jest dziennik Rorschacha. Moore prowadzi w „Strażnikach” różnoraką narrację, ale ta część jest najbardziej osobista i mroczna. Udowadnia ona, że Rorschach był twardy jak głaz. Właściwie tylko on nie bał się nadal być aktywnym po zakazie publicznej działalności dla herosów w maskach. I to bez błogosławieństwa Waszyngtonu, jak jego dwaj koledzy z drużyny.

Rorschach pojawia się nie tylko na kartach „Strażników” Moore’a i Gibbonsa. Bliżej poznać można go w „Strażnicy Początek: Rorschach” i „Strażnicy Poczatek: Nocny Puchacz”. Mimo negatywnego podejście wielu fanów „Watchmen” do serii prequeli komiksu Moore’a, niesie ona za sobą dość sporą garść informacji, których próżno szukać w oryginale. A nazwiska Briana Azzarello i J. Michaela Straczyńskiego są dużą rekomendacją.