Green Lantern (2011)

Green Lantern 2011

Green Lantern to adaptacja historii Szmaragdowego Rycerza – Hala Jordana. Wyreżyserował ją Martin Campbell, a scenariusz napisali Greg Berlanti, Michael Green i Marc Guggenheim. Premiera filmu miała miejsce 17 czerwca 2011. Film „w środowisku” ma dość niepochlebną opinię, ale czy zasłużenie?

Zacznijmy od początku. Głównym bohaterem jest Harold „Hal” Jordan (Ryan Reynolds) – najlepszy pilot testowy w korporacji Ferris Aircraft Company – firmie zajmującej się tworzeniem technologii stosowanych w odrzutowcach wojskowych. Firmę prowadzi Carl Ferris (Jay O. Sanders) oraz jego córka – Carol (Blake Lively), która również lata. Tzw. „wtyki” w firmie ma senator Robert Hammond (Tim Robbins) którego syn Hector (Peter Sarsgaard) ma zadatki na karierę naukową. Harold jest podręcznikowym przykładem lekkoducha. Nie przejmuje się problemami, sypia z wieloma kobietami i ma opinię imprezowicza. Nieliczni jednak wiedzą dlaczego taki jest. Ojciec Hala był dokładnie na tej samej posadzie on sam i stał się żywą legendą. Jego historia jednak nie kończy się szczęśliwą emeryturą. Podczas jednego z testów Martin Jordan ginie na oczach swojego syna, co rzuci traumę na resztę życia młodego.  Pewnego dnia dorosły już Hal bierze udział w teście nowych myśliwców. Wygrywa on starcie w nieczysty sposób, narażając swojego skrzydłowego, Carol Ferris (której pseudonim Sapphire jest zręcznym puszczeniem oka do widza), ale sparaliżowany wspomnieniem eksplodującego samolotu ojca nieomal ginie, katapultując się w ostatniej chwili. Zostaje on dyscyplinarnie zawieszony, a kontrakt na nowe myśliwce staje pod znakiem zapytania. W tym samym czasie… Na nieznanej planecie grupa pozaziemskich podróżników trafia na uwięzioną istotę, która po przebudzeniu zabija odkrywców wchłaniając ich energię oraz uwalnia się z okowów. Poznajemy też Korpus Zielonych Latarni – międzygalaktycznych strażników pokoju, którzy dzięki sile woli i odwadze wszystkich zwalczają wszelkie niebezpieczeństwa zagrażające naszemu światu. Ich najpotężniejszy wojownik i żywa legenda Korpusu – Abin Sur (Temuera Morrison)- tropi nieznaną siłę zabijającą całe populacje planet. Siła odnajduję go pierwsza i zadaje śmiertelne rany. Wojownik ucieka na drugi statek i krwawiąc wysyła wiadomość do braci a w szczególności do swojego ucznia, Sinestro (Mark Strong) – Parallax powrócił. Rozbija się na Ziemi gdzie każe swojemu pierścieniowi znaleźć następce dla Abin Sura. Pierścień o dziwo wybiera Hala Jordana na swojego następce. Hal zostaje przeniesiony na miejsce rozbicia się statku, gdzie umierający Abin Sur ostatnim tchem każe mu godnie reprezentować Korpus. Hal zabiera podarowane mu pierścień oraz dziwną latarnię po czym grzebie ciało przybysza i ucieka z miejsca zdarzenia, gdyż już zbliża się tam rząd. Służby pod kierownictwem Amandy Waller (Angela Bassett) odzyskują ciało kosmity, a do badań nad nim zostaje zaproszony Hector Hammond.

W filmie pojawia się cała plejada postaci z bardziej kosmicznego zakątka uniwersum DC. Abin Sur, Parallax, Hector Hammond, Tomar-Re, Kilowog czy rada Guardians of the Universe. Show jednak skradli Hal Jordan oraz Sinestro. Hal grany przez Ryana Reynoldsa jest fenomenalnym wyborem. Aktor świetnie odwzorowuje postać Harolda i jego wszystkie przymioty: pewność siebie, odwaga, humor i luz oraz szeroko rozumiane „bycie przemądrzałym”. Sinestro, w którego wcielił się Mark Strong, jest władczy i potrafi być nieprzyjemnie bezpośredni, ale również honorowy i przede wszystkim jest w stanie poświęcić wszystko co może aby uratować znany nam świat.Oprócz kreacji Reynoldsa i Stronga, należy pochwalić również animacje. Tomar-Re i Kilowog wyglądają świetnie; aż szkoda że ich role nie są duże, a sprowadzają się jedynie to szkolenia Hala. Konstrukty pierścienia też są wykonane solidnie. Niestety, nie wszystkie efekty są na tym poziomie.

Parallax zdecydowanie odbiega od komiksowego oryginału, a ten design wykonany jest wręcz komicznie. Z przerażającego ucieleśnienia żółtej energii strachu stał się chmurą z wielką paszczą. Jeśli ktoś oglądał KONTYNUACJĘ filmu o pewnej drużynie superbohaterów, która uderzyła do kin w 2007 roku zauważy pewne podobieństwa dotyczące adwersaży. W obu filmach mają wiele wspólnego w aspektach wizualnych.No i nietrafionych pomysłów też. Strój ziemskiej Latarni również nie powala. Jest zrobiony całkowicie komputerowo i choć w komiksie strój rzeczywiście jest projekcją pierścienia, to na ekranie wygląda to słabo. Film nie wystrzega się też błędów scenariuszowych. Przkładowo – film rozpoczyna się sekcją w której widzimy dzieciństwo Hala oraz wypadek jego ojca. Co dzieje się w następnym segmencie? Powietrze wyczyny Jordna w których pilot przeżywa flashbacki swojego dzieciństwa i wypadku ojca. I nie żeby pokazane były z innej perspektywy, pokazywały trochę więcej. Nie. Te same sceny które widzieliśmy 5 minut wcześniej. Scena która miała pokazać traumę Hala staje się przez to męcząca i traci na dramatyzmie. Problem mam też z samą dynamiką akcji. Film na początku ma dobre tempo, wydarzenia gładko przechodzą od jednego do drugiego, ale sam drugi akt (w którym z Hala uwaga przechodzi na otaczające go postacie) wlecze się nieprawdopodobnie. Końcowa konfrontacja z wrogiem jest zbyt krótka i mało satysfakcjonująca. Wygląda to tak, jakby reżyser zauważył że kończy mu się taśma i musi szybko domykać akcję.

Jest to  typowe kino superhero. Mamy origin bohatera, spotykamy damę w opałach, poznajemy jego przeciwnika i widzimy jak nasz heros zderza się z niebezpieczeństwem. Film obrósł legendą prawie taką jak niesławny „Batman & Robin”. Moim zdaniem – niezasłużenie. To że film jest średni, przewidywalny i typowy dla gatunku nie sprawia że staje się zły. Hal recytujący słowa Przysięgi podczas finałowej walki wywołuje u mnie autentyczne ciarki na plecach za każdym razem gdy oglądam ten film. Nie dałbym mu więcej niż 4/10, ale spokojnie dla zabicia czasu można go sobie obejrzeć. Tylko pamiętajcie, żeby na czas seansu zapomnieć o jego opinii i spojrzeć na niego własnymi oczami.

Scena podczas napisów sugeruje że studio myślało o kontynuacji (UWAGA SPOILER), ale przez marny odbiór filmu ta nigdy nie powstała. Na kolejne przygody Zielonych Latarni przyjdzie nam jeszcze poczekać do 2020 roku, kiedy to planowana jest premiera „Green Lantern Corps”, którego akcja będzie miała miejsce w ramach DC Extended Universe.

OCENA: 4/10 („Będzie blask latarni mówili… Szkoda że baterie padły tak szybko…”)