Superman: Czerwony Syn

Superman Czerwony Syn

Superman to postać ikoniczna. I kto wie, jak wyglądałoby medium komiksowe bez pierwszego numeru „Action Comics”. Jako więc postać będąca jednym z najważniejszych fundamentów powieści graficznej, kusi wielu by stworzyć niebanalną i odkrywczą historię z jego udziałem. Coś żeby harcerzyk z Kryptona był ciekawszy.  Zgładzenie tego formatu herosa będzie, tymczasowe i jakby tak za mało szokujące, jak na taką postać. Zdarzały się już rozmaite wersje Kal- El’a. Superman, który był Batmanem w „Speeding Bullet” . „Zła” wersja Supermana mieniąca się Ultramanem, występująca między innym w komiksie „Wieczne Zło”. Wymizerowany, izolowany przez władze Superman z „Flashpoint”. Ale dla mnie najlepsza alternatywna wersja Człowieka Ze Stali pochodzi z dzieła Marka Millara, stworzona w ramach ‚Elseworlds’ „Superman: Czerwony Syn”. W której zmiany nie są o tyle związane z elementami super-bohaterskim, co z politycznymi. Oto nagle gwieździsty sztandar USA zmienia się w sierp i młot na karmazynowym tle. A Superman z uosobienia amerykańskiego snu staje się komunistą.

Jak to się stało, że Kal- El nosi na piersi sierp i młot zamiast swego słynnego znaku? Otóż rakieta z Ostatnim Synem Kryptona na pokładzie wylądowała nie w Kansas, a na Ukrainie. Nowy obywatel Związku Sowieckiego szybko został zauważony i stał się przybocznym, adoptowanym synem samego Józefa Stalina. Tak więc na terenie ZSRS dwie osoby nosiły przydomek Człowiek Ze Stali.

Powieść dzieli się na trzy części, kolejno ukazujące okresy w życiu towarzysza Supermana. „Początki” pokazują jak Superman stał się liderem ZSRS. Zanim to jednak się stanie, komunista z Kryptona ma do czynienia z agresją USA i wspierającego je Lexa Luthora. „Dominacja” to czas, w którym pozycja i władza Kal- El’a jest ugruntowana. Ma on kontrolę niemal nad całą planetą, z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i Chile, ale nie bez rosnącej opozycji. Mimo ogromnych zdolności, Supek nie ma władzy nad umysłami, a sposób sprawowania rządów zaczyna powoli przypominać Orwella. Co zresztą doskonale ukazuje okładka trzeciego części komiksu- „Zmierzch”. Siwizna zaczyna pokrywać skronie Kal- El’a, lecz jego władza bynajmniej nie słabnie. Może ma on skłonności Wielkiego Brata, ale pod jego rządami świat staje się arkadią, a z pomocą Brainiaca kontrolowana jest nawet pogoda. Lecz oto w USA wybory wygrywa Lex Luthor. Każdy wie co się dzieje, gdy po przeciwnych stronach stają ci dwaj panowie.

Gratką dla fanów będą liczne odniesienia do świata DC oraz alternatywne wersje postaci z pierwszych rzędów.  Miller pozwolił sobie też na zmianę niektórych szczegółów. Zamiast jednego z kryptonijskich miast zmniejszony zostaje Stalingrad, zaś Batman nie pochodzi z bogatej rodziny. Jeśli mowa o nim – stylowa uszanka i klimat miejskiej legendy sprawiają, że postać ta jest tak samo ciekawa, jak czerwony Superman. Inni herosi i ich antagoniści również nie dają o sobie zapomnieć.

Rysunkami zajęli się Dave Johnson i Killian Plunkett. W widowiskowy sposób przenieśli socrealistyczne wzorce na kadry komiksu. Sama okładka robi wrażenie i dobrze oddaje klimat całego komiksu. Niektóre z plansz są lustrzanym odbiciem z kanonicznych wizualizacji Człowieka Ze Stali w nieco zmienionej tylko wersji. Pomnikowość głównego bohatera nabiera tu zupełnie nowego znaczenia. Z kapitalistycznego, amerykańskiego niczym Coca-Cola herosa, rysownicy robią socjalistycznego wodza, pod którego czujnym okiem rozwija się światowy komunizm.

Towarzysze! Towarzyszki! W imię szeroko pojętego interesu społeczeństwa komiksowego waszym obowiązkiem jest sięgnąć po „Czerwonego Syna”! Pokazuje ono, że ustrój socjalistyczny może być spełniony jedynie, gdy jest sterowny przez kogoś o nadludzkich zdolnościach. Swą stroną wizualną ukazuje majestat towarzysza Supermana w sposób, w jaki jeszcze nigdy nie był ukazany, zaś fabuła doskonale ukazuje, że alternatywna wersja jest niewiele gorsza od oryginału. Tym bardziej, jeśli oryginał pochodzi z kraju zgniłego imperializmu!