Jonah Hex: Początki

Jonah Hex Początki

Recenzja może zawierać spoilery

Jak to się mówi – „do trzech razy sztuka”. Poprzednie odsłony przygód Jonah’a nie zachwyciły mnie. Mógłbym powiedzieć, że były to pozycje, które średnio przekonają świeżego czytelnika do dalszego zgłębiania przygód oszpeconego łowcy nagród. Czy trzeci tom zmienił coś w tej kwestii?

„Jonah Hex: Początki” jest zdecydowanie dobrą pozycja, która powinna stanowić początek śledzenia przygód Jonah’a na Dzikim Zachodzie. Po raz kolejnych otrzymujemy kilka historyjek, nie powiązanych ze sobą fabularnie. Każda z przygód stanowi jedynie tło dla kluczowych retrospekcji, prezentujących nam przeszłość głównego bohatera. Echa przeszłości obrazują nam wojskową karierę Jonah’a, skomplikowane relacje z ojcem, dołączenie do plemienia Indian oraz konflikt z czerwonoskórymi, który oszpecił połowę jego twarzy i skazał na tułaczkę po świecie Dzikiego Zachodu.

Retrospekcje są na prawdę świetne. Na szybko możemy poznać przeszłość bohatera. Nieco gorzej wypadają historie dziejące się na tle „ówczesnym”. Nie są one aż tak interesujące. Odczuć można, iz miały one stanowić jedynie tło dla zaprezentowania historii głównego bohatera. Wyjątkiem jest „Ballada o Tallulah Black”. Historia przedstawia nam losy dziewczyny, która jednym słowem została źle potraktowana przez los. Nie ma w jej życiu miejsca na chwilę szczęścia lub spokoju. Bez przerwy trafia na złych ludzi, którzy ranią ją w dotkliwy sposób. Nic więc dziwnego, że celem jej życia staje się zemsta. Życie przybiera lepszy obrót, kiedy spotyka na swojej drodze Jonah’a. Kowboj przekonuje się do dziewczyny i postanawia przygotować ją do wypełniania swojej misji. Jest to historia, którą na prawdę miło się czyta. Scenarzyści świetnie zarysowali osobowość i motywacje dziewczyny, a także relacje pomiędzy nią i Jonah’em. Finał historii może zaskoczyć nie jednego czytelnika.

Na co muszę ponarzekać to rysunki. Nie prezentują się one świetnie. Przez większość komiksu odnosiłem wrażenie, że artyści poszli po prostu na łatwiznę i nie przyłożyli się do swojej pracy. Szkice wydają się niedokończone. Nie musimy daleko szukać konkretnych przykładów. Wystarczy spojrzeć na postury bohaterów, bądź na twarz Jonaha. Na większości kadrach kompletnie nie widać szpetności jego twarzyczki.

Warstwę graficzną ratuje Val Semeiks, artysta odpowiedzialny za szkice do ostatniej historii „Samotny wędrowiec”. Nie można mieć żadnych uwag do stylu artysty. Jego prace są dopracowane w najmniejszym calu. Postacie są dopracowane w szczegółach. Postury są proporcjonalne. Twarze doskonale oddają emocje bohaterów, a twarz Jonah’a jest szpetna, tak jak powinna być.

Podsumowując – pozycja warta polecenia. Poprzednie tomy przygód Jonah’a nie zachęciły mnie do dalszego śledzenia serii. Trzeci tom na nowo napełnił mnie nadziejami na sukces tej serii. Po raz pierwszy nie mogę doczekać się kontynuacji!

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarzu recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu