Gwardziści

Gwardziści

W świecie „Strażników” stworzonym przez Alana Moore superbohaterowie są inny, niż ci, z klasycznych uniwersów komiksowych. Określenie ich jako z krwi i kości jest nazbyt delikatne. Jucha i gnaty- nieco przaśne, lecz trafne słowa określające obraz herosów w jaki przedstawia ich twórca z Northampton doskonale oddają sprawę. Zanim jednak powstała grupa Strażnicy z wszechpotężnym Dr. Manhattanem, genialnym Ozymandiaszem i socjopatycznym Rorschachiem zwarła szyki, istnieli Gwardziści. Grupa przebierańców, która wcześniej od wspomnianych próbowała zaprowadzać prawo i porządek w sposób superbohaterski. Ten, kto jednak myśli, że urok lat 40 i 50 sprawił, że bliżej im do kanonicznych supergrup, niż własnych następców, będzie w sporym błędzie. Nazwa grupy w oryginale, Minutemen, odnosi się oczywiście do stałego motywu Zegara Zagłady.

Grupa powstała z inicjatywy Kapitan Metropolis i pierwszej Jedwabnej Zjawy. Więcej w niej było medialnej pozłotki i show niż faktycznej chęci zbudowania supergrupy, lecz skład udało się uformować, a to jaki był wymaga skupienia się na każdym z osobna. W skład Gwardzistów wchodzili więc :

Nocny Puchacz I– nowojorski policjant imieniem Hollis Mason to bodajże najnormalniejsza postać spośród trykociarzy Alana Moore’ a. Darwyn Cooke w „Strażnicy Początek: Gwardziści” rozbudował tę postać, sprawiając, że nie pozostał on tylko starszym panem, zaprzyjaźnionym z Dreibergiem, a prawdziwym superbohaterem. W klasycznym rozumieniu tego słowa. Co znaczy, że obok heroiczności, bitności i poczucia sprawiedliwości był łatwowierny w sposób charakterystyczny  dla przedstawicieli jego zawodu. A co w świecie „Strażników” zostało wykorzystane i to dwukrotnie. Za każdym razem za cenę śmierci.

Człowiek- Ćma– jeżeli ktoś pragnie zostać herosem, powinien posiadać określone cechy, jak między innymi: odwaga, hart ducha, zdecydowanie i pewność siebie. Lub przynajmniej być draniem nie dającym sobą pomiatać. Byron Lewis nie był takim człowiekiem, ani nie posiadał żadnej z powyżej wymienionych cech. Fakt faktem , iż jako jedyny latał i w pewnym momencie inspirował równie mocno tłumy jak Superman, lecz dalsza jego kariera nie była niestety nie była zbyt lotna. Poczciwiec i człek o dobrej duszy z czasem staczał się w coraz większą ciemność obłędu. Aż do stanu, gdy nie tylko lot nie był już dla niego możliwy.

Dolarówka – jednozeszytowa opowieść z serii „Before Watchmen” poświęcona temu panu opowiada historię stereotypowego, amerykańskiego futbolisty, którego, światłą zapewne, karierę przerywa uraz, zmuszający go do porzucenia sportu. William Brady, bo tak zwał się ów młodzieniec, po niezbyt udanych próbach zostania gwiazdą wpada na pomysł włożenia kostiumu herosa. Lecz bynajmniej nie z chęci zostania obrońcą ludu, a raczej obrońcą interesu banków. Szybko stał się znaną maskotką, a znana sylwetka była tym, co było potrzebne Kapitanowi Metropolis do stworzenia drużyny. Jego koniec jest pewnym ostrzeżeniem dla herosów lubujących się w powiewających pelerynach. 😀

Komediant – Edwarda Blake’ a nie trzeba przedstawiać. Degenerat od lat najmłodszych, zbrodniarz, ale jednocześnie ktoś zdający sobie sprawę z bezsensowności i fasadowości zjawiska superbohaterów. W Gwardzistach nie zagrzał zbyt długo miejsca. Seksualna napaść na Sally Juspeczyk dała mu wilczy bilet. Złojenie mu skóry przez Zakapturzonego Sędziego rozpaliło zaś płomień nienawiści do owego anonimowego, nawet dla kolegów z grupy, herosa. Późniejsze relacje z Sally nieco jednak się zmieniły…

Kapitan Metropolis– trudno o bardziej patetycznie brzmiącą ksywkę. Nelson Gardner to były wojak. Musztra i wojskowy dryl nie wypleniły z jednak jego głowy mrzonek o noszeniu peleryny i czynieniu dobra. Wprost przeciwnie. Był głównym inicjatorem powstania Gwardzistów, a Strażnicy narodzili się również częściowo z jego inicjatywy, choć czynny udział miał w tej pierwszej. W „Strażnicy Początek: Ozymandiasz” bohater ten zostaje ukazany jako jowialny, poczciwy, ale w gruncie rzeczy niezbyt inteligentny osobnik. Bo prawdę powiedziawszy tylko ktoś taki mógł chcieć stworzyć dwa razy pod rząd grupę superbohaterów w świecie, gdzie nie było dla nich miejsca.

Jedwabna Zjawa I– dla tego, który sądzie, że Laurie Juspeczyk to dziewczę puste i bezbarwne powinno się ukazać profil jej matki. Sally Juspeczyk, urodzona w Polsce młoda dziewczyna, która trafiwszy na sprytnego, rzecz jasna starszego, mężczyzna stała się symbolem seksu swojej epoki. A taka pannica w składzie to zawsze magnes na męskie spojrzenia. O czym boleśnie przekonuje się w konfrontacji sam na sam z Komediantem. Amor najwyraźniej jest jednak ślepcem i drogi tych dwojga schodzą się ponownie i to w dość nieoczekiwany sposób.

– Sylwetka – całkowite przeciwieństwo koleżanki Juspeczyk. Zarówno pod względem stylu bycia, prezencji, podejścia do swej profesji, jak i orientacji seksualnej. Dla mnie Ursula Zandt- obok Holiisa Masona- postępowaniem byłanajbardziej zbliżona do słowa „superbohater” członkini Gwardzistów. Naznaczona piętnem z przeszłości, które miało dość spore konsekwencje w przyszłości, budząca kontrowersje, lecz w gruncie rzeczy bardzo pozytywna i budząca współczucie, ze względu na sposób jej odejścia.

Zakapturzony Sędzia–  postać kontrowersyjna, choć bardziej z racji tego, o co go podejrzewano, niż tego kim był faktycznie. A był prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego, a z racji, iż były to czasy świeżo po II Wojnie Światowej, Niemcy nie kojarzyli się wówczas z Oktoberfestem i górzystą Bawarią, a z nazistami i wszystkim co podejrzane. Fałszywe teorie na jego temat i same jego zachowanie sprawiło, że po rozpadzie grupy stał się odludkiem i zamieszkał samotnie w dawnej siedzibie Gwardzistów. Nikomu nie szkodząc pewnego dnia został odwiedzony przez starych przyjaciół z grupy, którzy nie mieli chęci na pogawędkę.

Gwardzistom nie dane było żyć spokojnie na emeryturze. A większości nawet jej dożyć. Hollis Mason zabity został w napadzie na swój dom przez bandę Supłów ( subkultura w „Strażnikach” ), poprzez fatalną pomyłkę. Dolarówka- zastrzelony, gdy jego peleryna zakleszczyła się w obrotowych drzwiach. Sylwetka- zabita brutalna wraz ze swoją partnerką we własnym domu. Człowiek- Ćma wylądował  w szpitalu psychiatrycznym. Zakapturzony Sędzia zginął w pojedynki z Nocnym Puchaczem I, podobnie jak on sam, w wyniku okropnej pomyłki. Kapitan Metropolis poniósł śmierć w wypadku samochodowym. Śmierć Komedianta była punktem zapalnym akcji „Strażników”. Jedyną ocalałą z całego składu była Sally Juspeczyk. Nie zachowała co prawda powabu z lat młodzieńczych, lecz zachowała uczucie do tego, który przyczynił się do powstania cudu. Na miejsce starych herosów pojawili się młodzi, lecz to już inna historia. Niemniej pokręceniem dorównywali swoim protoplastom.

Cesarzowi co cesarskie- więc muszę uczciwie przyznać, że w przypadku Gwardzistów więcej ukazał czytelnikom Darwyn Cooke, niż Alan Moore. W „Strażnikach” byli oni cieniem przeszłości, opisanym w książce Hollisa Masona, ledwie migawką. Cooke rozszerzył ich historię, zachowując przy tym ducha pierwotnej opowieści i epoki, w której dane było im działać. Tak więc nie są oni kopią swych następców, a herosami czasów, w których Ameryka zaczynała się dopiero siłować z ZSRR, a zblazowane czasy hipisów miały dopiero nadejść. Czasów wyżu demograficznego i początków rock’n’rolla. Jak by nie spojrzeć- pięknej epoki, która doczekała się nie do końca pięknej grupy herosów. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację z „narokotykami”, wszelakie wewnętrzne spięcia i dewiacje, czy chociażby końcowe dni istnienia grupy. Przypominające nieco łabędzi śpiew rockowych kapel, które dni chwały mają za sobą. Warto zapoznać się z tą grupą. Poczuć nieco oldchool’ owego klimatu, który nie jest przyprawiony tonami infantylności. I zdać sobie sprawę iż, jak powiedział Ozymandiasz, Komediant miał rację. Przynajmniej w kwestii grup herosów.