Batman: Długie Halloween część 1

batman-dlugie-halloween
5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Jeph Loeb i Tim Sale to duet, który zasłużył na godne miejsce w sercach fanów. Seria „kolorów” Marvela czy komiksy związane z Batmanem to dowód, że znakomite powieści graficzne nie muszą być wielkimi eventami ze stadami herosów rewolucjonizujące całe uniwersum na lata. „Długie Halloween” to porządna kryminalna opowieść. Dawkująca powoli napięcie, urzekająca niezwykłymi rysunkami i kusząca klimatem noir.

Autorzy ukazują Batmana na krótko po „Roku Pierwszym”. Bez cudownego sprzętu zdolnego powalić całą Ligę Sprawiedliwości, bez małoletnich pomocników i co kluczowe- bez rzesz psychopatów z Arkham. Brak tych ostatnich nie oznacza jednak, że Gotham to arkadia. Miasto w garści trzyma Carmine „Rzymianin” Falcone niepodzielnie dowodząc gothamskimi gangami. Mimo rosnącej roli Gordona i stanowczych działań prokuratora Harvey’a Denta, gangsterzy nie zamierzają się wycofać. Do czasu aż ktoś nie zaczyna wybijać kluczowych członków organizacji co kolejne święto, poczynając od tytułowego Halloween. Morderca, zwany przez opinię publiczną Holiday’ em, zdaje się być poza zasięgiem zarówno siepaczy Falcone’ a, jak i Batmana. Jego tożsamość zaś jest zwodniczo sugestywna.

Gdybym miał określił styl literacki „Długiego Halloween” określiłbym go jako rasowy kryminał. Peleryna Batmana, okolicznościowe występy jego przyszłych wrogów i wszystko co związane z superbohaterstwem dosłownie niknie przy mrocznej oprawie, przywołującej na myśl kino noir. Batman jest tu detektywem z prawdziwego zdarzenia. Jego strój jest tylko rekwizytem. Co więcej- właśnie przez niego jest traktowany jak dziwadło nie zaś, jak przyzwyczaiły nas tony historii z jego udziałem, miejską legenda będąca postrachem „tradycyjnej” przestępczości. Klimatu dodaje również fakt, iż Loeb nawiązuje do takich perełek kina jak „Ojciec Chrzestny” czy „Chłopcy z ferajny”.

Pisałem wyżej, że era szajbusów z Arkham jeszcze nie nadeszła. Nie znaczy to jednak, iż takowi się nie pojawiają. Ba ! Pojawia się nawet sam Joker. Ani on, ani reszta nie pokazują jednak  na co ich stać. Stoją wyraźnie w cieniu gangsterskiego imperium Falcone’ a i są wrzucani przez niego do tego samego wora, co Batman. Natrętnych, aczkolwiek na dłuższą metę niegroźnych dziwaków, którzy dla chłopców z giwerami nie są żadnym zagrożeniem. Lecz owe indywidua już teraz pokazują, że nadchodzą nowe czasy. I jak Rzymianie z lekceważeniem odnosili się do rosnących w siłę ludów barbarzyńskich, tak „Rzymianin” Falcone nie docenia zagrożenia ze ich strony.

Tim Sale zdecydowanie nie należy do sztampowych twórców. Mimika i  sylwetki postaci, charakterystyczna gra cieniami, otoczenie będące czymś więcej niż wypełniaczem tła, nastrojowa gra kolorami- to wszystko sprawia, że po artysta jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych ilustratorów, a przy tym najbardziej cenionych. Same okładki komiksów są jak neonowe banery przyciągające wzrok i kusząco nakłaniające do sięgnięcia po komiks.

Dodatkowo w tomie znajdziemy historie ukazujące debiuty Riddlera i Poison Ivy. Stara szkoła w silnym stężeniu. Czyli Nygma w ubranku w pytajniki, Ivy przypominająca hipiskę w ekologicznym odzieniu i Dynamiczny Duet  w styli dzieł z Adamem Westem. Naprawdę miłe rozluźnienie po poważnej historii Loeba i Sale’a. 🙂

W WKKDC „Długie Halloween”  wydane w ramach Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics podzielone zostało na dwa tomy. Zwykle irytuje mnie fakt oczekiwania na dokończenie historii za dwa tygodnie lub dłużej ( Hachette… ), lecz tutaj  zaostrza ono apetyt. Nie jest to historia w której jedyną niewiadomą jest to, w jaki sposób pokonany zostanie złoczyńca i kto w walce z nim wyzionie ducha. Fabuła jest nieprzewidywalna i niejednoznaczna. Autorzy pozwalają sobie na pewne sugestie, ale szybko im zaprzeczają. Miłośnicy kryminałów mogą więc odkryć, że tytuł detektywa nie jest zarezerwowany wyłącznie dla Sherlocka Holmesa czy Hercules Poirot.