Amerykańska Liga Sprawiedliwości- Rok Pierwszy tom 1

wkkdc

Każda opowieść ma swoje początki, a każda grupa ma punkt, w którym ze zbioru niezwiązanych ze sobą podmiotów staje się perfekcyjną jednią. JLA to grupa licząca sobie już kilka ładnych dekad. Nie tak dawno mieliśmy okazję poznać na nowo ich genezę z okazji New 52! stworzoną przez Geoffa Johnsa i Jima Lee. Opowieść ta była pełna dynamiki, wybuchów i chaosu, który zrodził nowy wizerunek grupy w odnowionym uniwersum. Zanim jednak to nastąpiło Mark Waid i Barry Kitson stworzyli opowieść, od której Johns mógłby nieco zaczerpnąć, gdyż oprócz akcji występuje w niej coś jeszcze. Coś co czyni świat DC Comics tak wyjątkowym.

Akcja rozpoczyna się od ukazania działań kilku superbohaterów w różnych częściach świata. Herosi radzą sobie nieźle w pojedynkę, lecz dopiero gdy łączą siły pokazują na co naprawdę ich stać. Tak oto rodzi się grupa zwąca się AMerykańska Ligą Sprawiedliwości. Istotnym faktem jest to, że w komiksie tym praktycznie żadnych ról nie gra Trójca. Przez chwilę pojawia się Batman, lecz przy dynamicznych i pełnych werwy herosach z JLA wydaje się być psem ogrodnika, który zazdrośnie uważa Gotham za swoją domenę.

Niesamowitość JLA nie kryje się w czynach przez nich dokonywanych, a w tym, jakimi osobami są poszczególni jej członkowie. Na pierwszy plan wysuwa się Black Canary. Każdy kto zna tę postać wie, iż prawdziwy kolor jej włosów jest czarny, a blond peruka jaką zakłada jest swoistym kamuflażem. Skądinąd skuteczniejszym niż maska, gdyż męska część społeczności, w tym koledzy z grupy, widzą w niej blond piękność ubraną w skóry i jeżdżącą na potężnym motorze, co tworzy obraz dynamicznej superbohaterki mogącej zdobyć każde samcze serce. Prawda jest jednak zupełnie inna. Drugim ciekawym członkiem JLA jest Aquaman. Arthur zachowuje się tu jak turysta w najmroczniejszych odmętach odwiedzanego przez siebie kraju. Dziwaczny akcent, niezrozumiałość obyczajów i wyalienowanie nawet w środowisku marynarzy, którym nie raz ratował skórę, sprawiają, że przez chwilę faktycznie myślę, że Aquaman to jedynie gość gadający z rybami. Lepiej od niego radzi sobie pochodzący z Marsa J’onn J’onnz. Lata życia w ukryciu pozwoliły mu na przyswojenie tego, czego nie zdążył zaadoptować podwodny kolega i stać się częścią ludzkiej społeczności. Inna sprawa jest z Green Lanternem i Flashem. Ci panowie radzą sobie dobrze zarówno w roli superbohatera, jak i członka cywilnej społeczności. Lecz to nie wszyscy herosi pojawiający się w tym tomie. Obok członków JLA występuje tu też grupa Doom Patrol, której daleko do wizerunki idealnych i pomnikowych herosów. Po pewnym, przykrym dla członków Ligi, incydencie pomagają oni w dwojaki sposób stanąć im na nogi.

Wspominałem, iż pierwszy tom Amerykańskiej Logi Sprawiedliwości: Rok Pierwszy ma coś czego nie ma Liga Sprawiedliwości tom 1: Początek. Są to codzienne ludzkie realne relacje. W dziele z New 52! Geoffa Johnsa i Jima Lee herosi nieco się ze sobą droczą i dopiero w chwili, gdy Darkseid niemal wygrywa, ci zwierają szyki. Ale i później nie ma mowy o wielkiej przyjaźni, co ukazuje drugi tom serii, gdzie herosom zdarza się zdzielić siebie nawzajem po łbie. W dziele Marka Waida Barry’ego Kitsona  jest dużo z tym dużo lepiej. Od pierwszych chwil widać, iż bohaterowie to nie tylko towarzysze broni, ale zgrana paczka, która mimo kilku spięć potrafi sukcesywnie działać razem, choć daleko im jeszcze do skuteczności w późniejszych latach.

Kreska Kitstona ma w sobie coś ze starej szkoły. Niejednokrotnie odnosiłem wrażenie,  iż komiks pochodzi z lat 70, ale po chwili znów wracałem do bardziej bliższych nam czasów. Rysownik nie mógł lepiej oddać  genezy JLA, która przenosiła nas wizualnie o kilka dekad do tyłu, ale zachowała rozwiązania i standardy komiksu o wiele młodsze. Można też odnieść wrażenie, że kolory autorstwa Pata Garrahy  nie są odpowiednio zbalansowane- z jednej strony widocznej barwy strojów superbohaterów, z drugiej- przygaszone i tło. Ale nie jest to tak wielka wada w połączeniu ze stylem Kitsona.

Jako dodatek otrzymujemy odnowioną genezę JLA, w której między innymi na miejsce Black Canary wskoczyła Wonder Woman. Całe zamieszanie z ponownym odświeżaniem, odnawianiem genezy nie tylko Amerykańskiej Ligi Sprawiedliwości może zamieszać w głowie, lecz wart zapoznać się z tą przygodą- nobliwą i ciekawą nawiasem mówiąc.

Amerykańska Liga Sprawiedliwości: Rok Pierwszy to komiks wspaniale ukazujący początki najsłynniejszej grupy herosów DC w nieco bardziej klasycznym stylu, a przy tym nie nazbyt klasycznym. Waid serwuje tu sporą dawkę humoru będącego też lekką refleksją na temat akceptacji i przyjaźni. Drugi tom już niebawem i chwała Eaglemoss, że nie każe długo na niego czekać 🙂 .