Wake: Przebudzenie

The-Wake-Przebudzenie

Scotta Snydera znamy najlepiej z serii Batman i Amerykańskiego wampira. Aby jednak lepiej poznać kunszt tego autora warto sięgnąć po pozycje równie doceniane, lecz mniej znane wśród komiksiarzy najlepiej czują w świcie herosów. DO takich należy Wake: Przebudzenie. Historia dziejąca się w dwóch czasach i zdawać by się mogło, że dwóch różnych światach. Snyder opowiada historię apokalipsy- lecz nie takiej z udziałem zombie, bomb atomowych czy kosmitów, a gatunku, który żył obok człowieka i który już wiele lat wcześniej cyklicznie atakował cywilizację człowieka.

Biolog Anne Archer zostaje wezwana przez poważnie wyglądając służby do konsultacji. A biorąc pod uwagę jej konflikt z władzą z przeszłości i nieustępliwość funkcjonariuszy ją odwiedzających domyśla się, że nie chodzi o kilka wyrzuconych na brzeg wielorybów. Wraz z nimi odbywa podróż do tajnej, podwodnej bazy znajdującej się blisko Bieguna Północnego. Baza okazuje się ukrywaną przed światem rafinerią, ale nie to jest najważniejsze. Jest też laboratorium, w którym przetrzymywana zostaje tajemnicza podmorska istota. Szybko okazuje się, że to nie ona jest ofiarą, a potop, który przeżył Noe jest niczym wobec tego, co ma nadejść.

Akcja przenosi się kilka dekad do przodu. Postapokaliptyczny świat przypomina ten z filmu Wodny świat z Kevinem Costnerem. Podmorskie istoty, będące potężniejsze niż ktokolwiek sądził, zalewają bowiem sporą część lądu, a napór wód i topnienie lodowców dalej postępuje. Siły ludzkie wykorzystujące rozmaite środki, w tym wyszkolone i odpowiednio wyposażone walenie i ssaki wodne, do walki z morskimi potworami nie ustępują. W tym wszystkim znajduje się dziewczyna imieniem Leeward, handlująca gruczołami z ciał bestii, z których da się zrobić narkotyk. Tak- ludzkość mimo zalania  sporej części możliwych da życia terenów i perspektywy rychłej zagłady nadal szuka sposobów na coraz to lepsze odurzanie się.

Świat po potopie prezentuje się u Snyder i Murphy’ ego dość ciekawie. Trochę w stylu Mad Maxa, a trochę wręcz cyberpunkowo, zwłaszcza jeżeli chodzi o współpracę z tymi bardziej przyjaznymi mieszkańcami głębin. Kolorowe postaci jak gubernator Vivienne czy kapitan Mary sprawiają, że unikniemy typowych dla dzieł z elementami postapo filozoficznych pytać o stan ludzkiej cywilizacji i naturę człowieka jako takiego. Niech ktoś jednak nie myśli, że Wake: Przebudzenia to banalna historyjka o walce ludzi z drapieżnymi pobratymcami z wód. Snyder roztacza tu ciekawą wizję, która sięga lat prehistorycznych…

Seana Murphy’ ego widzieliśmy całkiem niedawno, przy okazji komiksu Batman: Bloom, gdzie w ostatniej historii zaprezentował swoje różnorakie wizje Batmana. Tutaj to on czyni świat tak niezwykłym- sam scenariusz Scotta Snydera nie miałby połowy swej siły bez szczegółów i pomysłowości tego rysownika. Projekt wehikułów wszelkiej maści jakimi posługują się ludzie, niesamowita atmosfera ciągłego zagrożenia i ludzko- nieludzki wygląd antagonistów sprawia, że świat ten na długo pozostaje przed oczami. Żal, iż jest to jedynie miniseria, tym bardziej, że wielu czytelników czuło pewien niedosyt po przeczytaniu tego dzieła. Nie jednak z powodu błędów jakie popełnili autorzy, a zbyt skromnego przedstawienia świata po potopie i inwazji krwiożerczych, głębinowych istot.

Wake: Przebudzenie miał swą premierę już jakiś czas temu. Warto jednak mieć to dzieło na półce, obok najnowszych tytułów. Stanowi ono dobrą odskocznię od komiksu superhero, a biorąc pod uwagę, że Odrodzenie rusza niedługo pełną parą, może zabraknąć czasu na inne dzieła, w tym takie perełki jak komiks Scotta Snydera i Seana Murphy’ ego.