Batman tom 10: Epilog – recenzja i podsumowanie serii

batman-t10-miniaturka

Egmont wydał w Polsce dość skromną część komiksów z okresu New 52!. Z jednej strony to dobrze- część z nich nie była warta uwagi i zapewne nie miałaby zbyt wysokiej sprzedaży, wydawnictwo wolało zainwestować w wypuszczenie na rynek kilku tytułów Vertigo, DC Deluxe i komiksów Marvela. Ale jest i druga strona- kilka serii naprawdę wartych uwagi ominęło nasz rynek i zapewne nie zostanie nigdy wydana. Na pocieszenie mamy Batmana Scotta Snyder i Grega Capullo, która samym swoim debiutem wzniosła się na poziom równy legendarnym tytułom Granta Morrisona czy Alana Moore’a. Zacznijmy więc od początku,

Trybunał Sów to historia zawierająca elementy solidnego dreszczowca i powieści detektywistycznej. Oto tajemnicze morderstwa doprowadzają Batmana na ślady miejskiej legendy- Trybunału Sów. Znana z dziecięcej rymowani organizacja nie jest jednak mitem, a brutalną rzeczywistością. Zdawać by się mogło, że dla kogoś, kto miał do czynienia z łotrami z Arkham i kumpluje się z Supermanem wiekowa, elitarna grupa nie będzie przeszkodą. Gdy jednak Mroczny Rycerz trafia do Labiryntu Sów wszystko się zmienia. To tutaj otrzymujemy prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Snydera i Capullo- napięcie, poczucie ciągłego zagrożenia, przytłoczenie wszechobecnością Sów i ich karty atutowej- nieśmiertelnego zabójcy Szpona. W Mieście Sów napięcie nieco spadło- walka z Trybunałem stała się bardziej otwarta. Nie znaczy to, że skoro organizacja straciła swój element zaskoczenia to stała się mniej groźna. Jej przyszłe dokonania świadczą o tym, że Sowy mają się bardzo dobrze mimo solidnego łupnia od Batmana, a ich ostatnie słowo nie zostało wypowiedziane.

Śmierć Rodziny była efektownym powrotem Jokera, który stał się kimś o wiele niebezpieczniejszym niż był przedtem. W jednym z tomów Batman Detective Comics niejaki Dollmaker usunął mu skórę twarzy, pozostawiając jedynie surową tkankę. Jakby tego było mało, Książę Przestępców nosił swą niegdysiejszą facjatę jak maskę. Nowy, makabryczny wizerunek otwarł nowy rozdział w relacji obu panów- kolacyjka, na którą Joker zaprosił Batmana i jego podopiecznych była najlepszym tego odzwierciedleniem. Snyder bawił się również z czytelnikiem licznymi nawiązaniami do legendarnych tytułów spod znaku nietoperza, a ukazanie jednego z najbardziej szalonych złoczyńców DC jeszcze bardziej szalonym i nieobliczalnym spotkało się z wielkim entuzjazmem.

Rok Zerowy nieco cofnął nas w czasie. Otrzymaliśmy wraz z nim ukazane na nowo początki Batmana, który zostaje rzucony od razu na głęboką wodę. Naprzeciw niego stają bowiem nie byle jacy przeciwnicy- Red Hood i Riddler. Pierwszy z nich tworzy w mieście siatkę zorganizowanej przestępczości, której członkowie są werbowani do jego bandy niekoniecznie z własnej woli. Potyczka ze złoczyńcą była kluczowa dla młodego wówczas Bruce’a- debiutował w roli uszatego herosa z nietoperzem na piersi i wówczas narodził się ktoś, kto na zawsze związał się z nim więzią szalonej wrogości. Czy warto porównywać Rok Pierwszy Franka Millera z Rokiem Zerowym Scotta Snydera? Na pewno warto poznać obie pozycje, lecz ich spora odmienność, czy to w narracji, czy choćby w samej długości wyklucza jakiekolwiek sensowne zestawienie. Lepiej pogodzić się z tym, że dwaj pomysłowi twórcy po swojemu ukazali początki Mrocznego Rycerza i czerpać z tego radość, gdyż oba tytuły są godne uwagi.

Cmentarna szychta to zbiór krótszych form skupionych wokół wątku śmierci Damiena Wayne’a. Każdy kto zna młodego Wayne’a, wie, jaki to typ człowieka. Mały, wredny i nie znoszący kompromisów paniczyk ze ogromnym potencjałem- być może większym niż którykolwiek inny Robin. Co gorsza w wielu kwestiach podobny jest do swego ojca, co w kilku przypadkach jest tu pokazane. Dla niektórych tom ten jest nudnym przerywnikiem między odnowionymi początkami Batmana, a z kluczowym starciem z jego arcywrogiem. Jednak gdy przyjrzeć bliżej się tej opowieści zrozumiemy, że to nostalgiczna i pełna emocji opowieść o uczuciu ojca do syna. Ojca, który nie zawsze go doceniał i miał odpowiednio dużo czasu, aby poczuł się on jego dziedzicem. Tym bardziej, że miał sporą konkurencję. Ten kto twierdzi, że Wayne Jr to atencyjjny szczyl niech sięgnie po ten tom- Damien naprawdę zasługuje na nazwisko Wayne.

Ostateczna rozgrywka to wydarzenie, które na pewien czas całkowicie zmieniło oblicze Gotham. Nic dziwnego- do gry wrócił Joker i to z twarzą jak spod igły. Tym razem jego plan objął znacznie szersze spektrum działań niż Rodzina. Jeśli miałbym wskazać moment, w którym złoczyńca naprawdę dążył do zabicia swego arcywroga byłby to właśnie ten czas.  Czy mu się to udało? Na pewno na jakiś czas Bruce Wayne musiał wycofać się z roli Batmana, a sam Książe Przestępców Historia ta ma również swoje odbicie w historiach w Odrodzeniu– Joker i Batman okazują się bowiem czymś więcej niż ludźmi, co moim zdaniem nieco burzy ich mitologię.

Waga superciężka to okres, w którym na miejsce Wayne zajmuje Jim Gordon, co wzbudziło dość głośne marudzenie fanów oryginalnego Gacka. Podtatusiały, wąsaty i z potężną wadą wzroku policjant był bowiem fizycznym i mentalnym przeciwieństwem zdyscyplinowanego i znakomicie wyszkolonego Bruce’ a. Jako wsparcie dostał nowoczeną zbroję i jeszcze większą niż poprzednik masę gadżetów i trzeba przyznać- potrafił sobie nieźle radzić. W kontynuacji o tytule Bloom Gordon jednak przekonuje się, że rolą Batmana nie jest tylko sprawne użytkowanie

I wreszcie Epilog– ostatnia część Batman w New 52!. Znakomity duet Snydera i Capullo na jakiś czas oddaje prowadzenie losów Mrocznego Rycerza innym twórcom, a sami obecnie zajmują się kilkoma innymi projektami. A więc o czym opowiada finał Batmana? Struktura podobna jest do Cmentarnej szychty, jednak bez wątku przewodniego. Tom otwiera Batman Futures end #1 gdzie Mroczny Rycerz  ze swoimi ludzkimi słabościami i najwyraźniej przegrywa. Posępna wizja konsekwencji działań Bruce’a Wayne’a dla niego samego jest szokująca w swoim finale. Następnie otrzymujemy opowieść Dom szaleńców osadzoną w czasie „urlopu” Wayne’a. Bruce odwiedza swą posiadłość, która do niedawna była zastępczym obiektem dla zniszczonego w Wiecznym Batmanie Azylu Arkham. Bruce stara się odciąć od przeszłości, lecz jeśli ma ona twarz Riddlera, Mr Freeze’ a i Claface- to nie będzie łatwe zadanie. Gotham to opowieść już po powrocie Bruce’a do swej roli. Historia świetnie nawiązuje do pierwszego tomu serii i opowiada o nadzwyczaj spokojnej nocy w mieście Gotham, które jest niesamowite. Lista to krótka historia pogoni za szeregowym złoczyńcą, który połasił się na niezwykle ważną dla niego rzecz- przy okazji dostajemy wzruszającą opowieść retrospektywną. Epilog to godne zakończenie serii- nieco bardziej kameralne niż się spodziewałem, ale Mrocznemu Rycerzowi należy się chwila przerwy.

Czy Jestem Gotham i pozostałe części po Odrodzeniu utrzymają poziom runu Snydera? Opinie recenzentów są różne- wiadomym faktem jest, że styl obu scenarzystów jest inny. O tym czy pierwszy tom odrodzonego Batmana przypadnie nam do gustu przekonamy się we wrześniu. W tym czasie radzę ponownie zagłębić się w okres Snydera i Capullo i być gotowym na nowe przygody Obrońcy Gotham.