DC Odrodzenie- Batman tom 1: Jestem Gotham

batman

Scott Snyder zgrabnie zakończył swój run w New 52!. W jego czasie pozwolił sobie na przedstawienie odświeżonej wersji początków Batmana, wprowadził poważnego na scenę poważnego przeciwnika jakim jest Trybunał Sów i otworzył nowy rozdział na linii Joker- Batman. W Odrodzeniu pałeczkę po nim przejął Tom King, autor wysoko ocenianego Visiona. Czy jednak Jestem Gotham powtórzy głośny Trybunał Sów rozpoczynając jak ów tytuł nowy rozdział w historii postaci Batmana?

Batman jest człowiekiem- każdy to wie. Na dodatek nie wykorzystuje on tak zaawansowanej technologii jak mogłoby się wydawać, większość swych akcji wykonując dzięki niesamowitemu hartowi ducha. Co nadal nie zmienia faktu, że jest TYLKO człowiekiem. Nie zatrzyma on pędzącej kuli, nie prześcignie sportowego bolidu i nie stworzy czegoś siłą woli. Prędzej czy później obrona Gotham musi więc go przerosnąć- i to prędzej przychodzi szybciej niż by się wydawało.

Gdy ma dojść do wieńczocego żywot Bruce’a Wayne’a wyczynu pojawiają się wybawiciele. Nie są to członkowie JL czy Robini. Na arenę wkraczają Gotham i Gotham Girl, para herosów obdarzona mocami zbliżonymi do tych, jakie posiada Superman. Wydawać by się więc mogło, że Batman może być spokojny o swe miasto- z jego doświadczeniem i potęgą świeżo upieczonych superbohaterów nawet Joker wydaje się tracić na znaczeniu. Przypominam jednak, że to miasto Gotham, gdzie absolutnie nic nie jest proste i oczywiste.

Nie można nie wspomnieć o kilku istotnych sprawach- Duke Thomas dołącza oficjalnie do Rodziny, lecz literka ‚R’ póki co nadal należy do młodego Wayne’a. Batman nie faworyzuje jednak swojego syna, wiedząc lepiej kto powinien pełnić konkretne role jego zespole i trzeba przyznać- ma facet nosa. Nie bez znaczenie jest tu też rola Alfreda. Wierny przyboczny w pewnym wystawiany jest tu na skrajne próby- od emocjonalnych po te bardziej superbohaterskie. Kostium Mrocznego Rycerz wygląda niezwykle dystyngowanie na kamerdynerze Wayne’ów… 🙂

Davida Fincha poznałem przy okazji New Avengers, gdzie nie wzbudził mego zachwytu. Może to terminy, może chwilowy spadek formy sprawiły, że jego dzieła we wspomnianym komiksie były po prostu niedopracowane- w Jestem Gotham Finch odkupił swoje winy. Gotham i jego siostra prezentują się nieźle- pozornie wyglądają jak klasyczni herosi w pelerynkach, lecz odpowiedni krój i ukazywanie pary wpisuje się idealnie w klimaty miasta Batmana. Szczególnie tyczy się to Gotham Girl w końcowej fazie wydarzeń. Finchowi udaje się też dobrze przedstawić ponury wygląd miasta, łączącego w sobie nowoczesność dużej metropolii z niemal gotyckim mrokiem.

Batman tom 1: Jestem Gotham nie miał zbyt pozytywnych recenzji. Tytuł ten był oceniany jako przeciętny, wręcz obniżający poziom do jakiego przyzwyczaił nas Scott Snyder. Długo tez obawiałem się zapoznania się z nim. W końcu komiks na rynku rozkwita, a Mroczny Rycerz pojawi się kilkakrotnie w ramach Odrodzenia. Nie wiem co konkretnie nie przypadło do gustu krytykom tej historii, lecz apeluję, aby przeczytali ją jeszcze raz- nie jest to co prawda debiut na miarę wspomnianego na początku Trybunału Sów, lecz nie hańbi serii, a sama historia jest udanym wstępem do nieco większych wydarzeń. Jeśli ktoś chce poznać coś prostszego niż kanoniczne tytuły spod znaku nietoperza niech śmiało sięga po Jestem Gotham– porządnej opowieści z większym niż oczekiwałem potencjałem, nie będącej jednak sztosem, który rewolucjonizuje postać tytułowego bohatera.