DC Odrodzenie – Superman tom 1: Syn Supermana

Superman-01.-Syn-Supermana-640x317

Wśród wszystkich postaci DC w Odrodzeniu w najdziwniejszej sytuacji znalazł się Superman. Zacznijmy od samego faktu, że Kal- el z okresu New 52! zginął, zaś na jego miejsce wszedł Superman ze świata klasycznego- pokrótce mówiąc ten, który niegdyś nosił czerwone gacie na wierzchu. Cykl Superman w Odrodzeniu przez fanów jest uważany za jeden z najlepszych, taki który przywraca dawną świetność bohaterowi, ale też nie cofa ani nie nadmiernie unowocześnia. Czy tak jest naprawdę, czy może to przesadne zachwyty spowodowane euforią z powodu powrotu TEGO Supermana.

Jon Kent powoli odkrywa swe moce, a że są one spore wiążą się z tym problemy. Na szczęście Peter J. Tomasi nie idzie na łatwiznę i kreśli postać, która wie co to odpowiedzialność. Momentami wręcz wydawać by się mogło, że sam Superman wydaje się być mnie odpowiedzilanym od syna. Kal- el to jednak łebski ojciec i wie, jak wychować potencjalnego następcę.

Rodzinne relacje. To coś za co Tomasi powinien zostać szczególnie wyróżniony. Gdyby tak wyglądało kino familijne byłbym jego ogromnym zwolennikiem- ciepłe, pełne prawdziwych, pozbawionych naiwnego i infantylnego przejaskrawienia kontakty między rodem Kent/El sprawiają, że Superman znów jest naprawdę super. I to nie ze względu na swe umiejętności- jego codzienna, farmesko- reporterska mentalność sprawia, że kibicuje mu się miejscami bardziej, niż wiecznie nieufnemu Wayne’owi. Który paradoksalnie ma jednak większą rodzinę…

Eridactor to przeciwnik wymagający, lecz do bólu bezosobowy, co działa na korzyść noszących ‚S’-kę panów. Jedyne bowiem co można po nim się spodziewać to bezpośredniego łomotu, bez subtelności Luthora czy Brainiaca, którzy wiedzą, że z przezdstawicielami rodu El nie wychodzi się dobrze na zderzeniu czołowym.

Wizualnie ciężko jest się czymkolwiek zachwycić, ale też coś naprawdę skrytykować. Grupa rysowników, na czele z Patrickiem Gleasonem i Dougiem Manhke wyraźnie czuje idee Supermana, lecz daleko im do Quitely’ego w All-Star Superman. Zawsze cenię, gdy rysunki oddają najlepiej jak się da zamysł autora- i tak jest tutaj. Syn Supermana to tom wyraźnie rozgrzewający serię, a widowiskowe, równoecześnie niestety niezapadające w pamięci, plansze dobrze to oddają.

Po lekturze pierwszego tomu ciężko jest ocenić jak wypadła zmiana, a raczej podmiana na stanowisku Supermana. Plusem jest wprowadzenie postaci Jona, będącego całkowitym przeciwieństwem Damiana Wayne’a, nastolatka jest wprost uosobieniem pyszałkowatości, pretensjonalności i wszystkiego co wiąże się z pojęciem „atencyjny małolat”. Silne uwypuklenie familijnej strony Supermana przy jednoczesnym zachowaniu superbohaterskiego tomu w wykonaniu scenarzysty to dobry kierunek- mam nadzieję, że kolejny tom utrzyma ten trend, bez jakiegokolwiek pójścia na łatwiznę- czy to w stronę klasycznych peleryniarskich przygód, czy nadmiernie prywatnego tonu opowieści. Czekam na niego tym bardziej, że zobaczymy w niej konfrontacje dwóch cudownych synów sztandarowych bohaterów DC.