DC Odrodzenie: Batman Detective Comics tom 1 – Powstanie Batmanów

odrodzenie-dc-t1-miniaturka-01

Gdy ruszyło  Odrodzenie Egmont w ogromnej liczbie wydawanych przez siebie komiksów zapomniał o ostatnim tomie Detective Comics z The New 52!. Niby niewielka strata, Batmanem w tym czasie był Gordon, a nie był on najlepiej oceniany w tej roli. Mimo to jednak czułem pewien niedosyt- rysunki Francisa Manapula są naprawdę warte uwagi, a i sama seria byłaby pełna. Na szczęście kontynuacja cyklu spełnia oczekiwania i ociera łezkę- John Tynion IV pokazał, że i bez Scotta Snydera radzi sobie dobrze z Batmanem.

Batman zbiera nową drużynę. W jej skład wchodzą kolejna: Batwoman, Red Robin, Spoiler, Orphan i  Clayface. Skład wydawać się może nieco lichy jak na możliwości rekrutacyjne Mrocznego Rycerza- wszak po ręką ma Nightwinga, Szpona i innych członków Rodziny.  Wayne jednak wie co robi- nawet Clayface, który zmienił przeszedł na jasną stronę, stanowi ważny człon w jego teamie. Właściwie to jest najciekawszym elementem zespołu- przedstawiany zawsze jako nieco głupawy i ohydny w swej błotnistości zmienia się w nieco niezdarnego, marzącego o karierze aktora miśka z błota, który oprócz roli siłacza, pełni w drużynie rolę specyficznej przytulanki. A jak wyglądają relacje w zespole? Skala stosunków jest szeroka- od miłosnych uniesień, poprzez relacje mistrz- uczeń, po rodzące się przyjaźnie. Tynion IV zachował balans, nie idąc w stronę kolegi Geoffa Johnsa i jego debiutu w The New 52! w Lidze Sprawiedliwości, gdzie miejscami bywało i śmiesznie i strasznie.

Grupa staje naprzeciwko dość poważnego przeciwnika. Oto ktoś zaczyna działać na terenie Gotham i całego świata legitymując się logiem nietoperza i wykorzystując podobne do wyposażenia Batmana technologie. Z tą różnicą, że nie działa jako samotny śmiałek ani nawet ich grupa, a zorganizowana i odpowiednio tym samym dotowana armia, mająca przeciwstawiać się większym zagrożeniom. Wątek zorganizowanej struktury na terenie Gotham był już poruszany, ale ten ma nieco inny charakter- powiedziałbym wręcz, że patriotyczny.

Dużą rolę otrzymuje tu Batwoman. Panna Kane choć nie dorównuje umiejętnościami swemu kuzynowi, wie, że jego metody treningowe wymagają uzupełnienia. Dodatkowo pikanterii dodaje fakt, iż jest ona córką osobnika nieco inaczej postrzegającego rolę Batmana. Co prawda generał Kane ceni Mrocznego Rycerz, lecz niekoniecznie w roli samodzielnego stróża Gotham. Skoro mowa o Kane’ach. Jako rodzina Marthy Wayne była obecna w życiu młodego Wayne’a w najtragiczniejszym dla niego momencie- scenarzysta, John Tynion IV, ukazuje nam drobny fragment przeszłości Batmana, który z nieco innej perspektywy prezentuje śmierć jego rodziców

Trio rysownicze Barrows/ Martinez/ Barriounevo we współpracy z duetem kolorystów Ferreira/ Fernandez stworzyło wielopoziomowe widowisko, które od pastelowych, pełnych emocji kadrów oferuje klasyczne, pełne akcji superbohaterskie potyczki. Artyści wiedzą jak ukazać historie z Batmanem, aby zachować równowagę między klasycznym mrokiem Gotham, a akcją w stylu superhero. Gotham wygląda więc jak nowoczesna metropolia w stylu NY czy Hong Kongu, ale zachowuje swoje gotyckie naleciałości- przypominające, że za każdym rogiem czaić się może niebezpieczeństwo.

Pierwszy tom Batman: Detective Comics to jeden z ciekawszych tytułów z nowej linii wydawniczej DC. Nie debiutuje co prawda fajerwerkowo, ale wystarczająco dobrze, by wyróżnić się na tle nieco słabszych pozostałych serii. Z pewnością sięgnę po kolejny tom, a to już jest coś, przy silnej konkurencji innych tytułów DC/ Vertigo i pozostałych wydawców. Jako bonus na samym końcu pojawia się ktoś, kto będzie miał zapewne decydujące znaczenie w Doomsday Clock .

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.