Justice League – Liga Sprawiedliwości (Recenzja)

Pełny skład ligi sprawiedliwych gotowych do usłyszenia recenzji na temat filmu

Recenzja może zawierać spoilery

Opinia wystawiona przez Łukasza

Trójka członków Ligi Sprawiedliwości
Trójka członków Ligi Sprawiedliwości

Na początku chciałbym wymienić minusy, ponieważ jest ich zdecydowanie mniej niż plusów. Niestety muszę przyznać, że w postaci Steppenwolfa słabo wypadła mimika twarzy wykonana komputerowo, CGI nie wywarło na mnie dobrego wrażenia, ponieważ dodawała postaci sztuczności i niepotrzebnej sztywności. Kolejnym minusem były niektóre dialogi, a nawet całe sceny wyglądające na strasznie wymuszone. Można również zauważyć podobieństwo między konstrukcją stworzoną przez Steppenwolf a tą wzniesioną przez Enchantress w „Suicide Squad” co dało mi wrażenia „odgrzewanego kotleta”. Przechodząc do plusów „Ligii Sprawiedliwości” na największą pochwałę zasługuje to, co uwielbiam w filmach Zacka Snydera, czyli oddawanie hołdu materiałom źródłowym. Relacje między bohaterami były dobrze ułożone i zróżnicowane, a kostiumy były świetnie przemyślane i wykonane. Do moich ulubionych momentów filmu na pewno mogę zaliczyć walkę Steppenwolfa i Aquamana na Atlantydzie gdzie za pochwałę zasługują naprawdę świetne efekty (a w szczególności woda, która zachowywała się jak prawdziwa) i sceny w trakcie i po napisach. Zobaczenie świetnie prezentującego się Deathstroke’a, zapowiedź Ligii Niesprawiedliwych no i wyścig Flasha z Supermanem to było naprawdę coś. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że tak właśnie powinny być robione filmu z gatunku superhero. „Liga Sprawiedliwości” pokazała świetny balans między fantastyką a realizmem. Jest to naprawdę świetny film stworzony dla fanów

Ocena: 8/10

Opinia wystawiona przez Tomka

Filmowo DC nie radzi sobie tak dobrze jak konkurencja. Po pierwsze- musi gonić Marvela, a blockbusterowe kino superbohaterskie to nie produkcje Patryka Vegi i potrzebują one nieco więcej czasu by mogły wejść do kin. Po drugie- jakieś dziwne, złowieszcze fatum krąży nad DCU- kłopoty Bena Afflecka, tragedia Zacka Snydera i wszystkie te opóźnienia w produkcji sprawiają, że widz oczekuje czegoś naprawdę wybuchowego, konkurencyjnego z coraz lepszymi produkcjami MCU. Jak było z „Liga Sprawiedliwości”, filmem który przedstawiał pierwszy występ czołowej grupy DC, a jednocześnie wprowadzał na scenę kilku z jej członków?

Batman i Wonder Woman w jaskini Batmana
Batman i Wonder Woman w jaskini Batmana

Po fenomenalnej „Wonder Woman” oczekiwania były spore, a „Thor: Ragnarok” podnosił poprzeczkę. Zack Snyder, który w pewnym momencie był ustąpić z fotela reżyserskiego Jossowi Whedonowi uniknął porażki, ale nie bez perturbacji. Zacznę więc od wad filmu, a naczelną wadą jest główny antagonista. Słyszałem wiele jazgotów na złoczyńców Marvela- Steppenwolf jednak pokazuje, że można być jeszcze gorszym szwarccharakterem. I to niestety nie w znaczeniu tego, jak bardzo jest on podły. Już samo wyobrażenie pierwszego antagonisty JL mówi, jako on jest- przerysowany, patetyczny, rodem z komiksów lat 60 ze swoimi ambicjami podbijania i niszczenia światów. Plusem jego pojawienie się jest debiut Green Lanterna- aczkolwiek nie Hala Jordana czy jakiegokolwiek strażnika z Ziemi.

Kilka słów o nowych członkach zespołu. Ezra Miller swą kreacją stworzył kompletnie nowy wizerunek Flahsa- odmienny zarówno od komiksowego pierwowzoru, jak i serialowej wersji. I tak jak nie lubię postaci genialnych żółtodziobów, tak tutaj sprawdziło się ono dobrze- wpychanie na siłę całej historii oryginalnego Allena byłoby ciężkostrawne, a pozytywna energia Millera balansowała mrok Afflecka. Jason Momoa podobnie jak Miller stworzył swą postać na nowo. Jego Aquaman można jednak nazwać Aquathorem- ten sam styl samca alfa, ulubiona broń w rękach i pewne siebie zachowanie- co w pewnym stopniu się sprawdziło. I na koniec Cyborg. Postać, która nawet teraz bardziej kojarzona jest z Teen Titans niż z Ligą niknie wśród osobowości Diany, Batmana czy Flasha. Mimo to Ray Fisher okazał się trafnym wyborem na odtwórcę Victora Stone’a- głos, spojrzenie gniewnego młodzieńca i finał jego historii- będący chyba najlepszym pośród wszystkich postaci, niejako będący wstępem dla jego solowego występu.

Efekty specjalne – coś na co wielu marudziło. Ale czy słusznie? Steppenwolf prezentuje się paskudnie, ale to raczej wina samego konceptu tej postaci. Nie rozpisując się nadto- scena retrospektywna, gdzie arcyłotr toczy boje z Amazonkami i Atlantami robi wrażenie. Scena współczesnej potyczki z nim to kompletnie inna bajka. Winą są tu barwy- nieprzyjemne żółcie i brązy nie współgrają z ferworem walki- co nie psuje jej całkowicie, ale odbiera dość sporą dozę odczucia dynamiki.

Członkowie Ligi Sprawiedliwości na spotkaniu z Gordonem
Członkowie Ligi Sprawiedliwości na spotkaniu z Gordonem

Zaletą jest sprawne prowadzenie fabuły. Film, jak na produkcję o tym znaczeniu, jest dość krótki, a zintegrowanie grupy, wprowadzenie i przedstawienie trzech zupełnie nowych postaci, wskrzeszenie jednej z już znanych i umieszczenie tego wszystkiego razem oscylowało na krawędzi przepaści, do której upadku twórcy na szczęście uniknęli, choć momentami byli blisko.

„Liga Sprawiedliwości”
nie jest filmem przełomowym, nie wiem nawet czy mógłbym nawet powiedzieć czy wybija się ponad przeciętność. Jest zdecydowanie zbyt krótkim filmem i mimo wyjścia obronną ręką z tej przywary to nijaki badass, idiotyczne, wręcz karykaturalnie tolkienowskie rozwiązanie z Mother Boxami i ich całą oprawą nie czynią z niej konkurencji dla Avengers, filmu, który również nie był przecież doskonały. Może to wina zmiany Snyder/Whedon, może specyfika gonitwy za Marvelem. Chcę jednak dalej iść w produkcje DCU i mam nadzieję, że nie spotka mnie kolejny przeciętniak na miarę powyższej pozycji.

Ocena: 6/10

Opinia wystawiona przez Sebastiana

„Justice League” było mocno wyczekiwaną przeze mnie produkcją w tym roku. Materiały promocyjne w postaci zwiastunów budziły we mnie obawy, jeśli chodzi min. o efekty specjalne. Oczekiwania wobec produkcji miałem spore, lecz doświadczenie w postaci „BvS” czy „MoS” nauczyło mnie, żeby nie oczekiwać za wiele. Na całe szczęście nie zawiodłem się, a na seans poszedłem dwukrotnie. Drugim razem, aby przekonać się o szale 4D.

Flash podczas jego biegu
Świetne efekty specjalne podczas biegu Flasha

Liga Sprawiedliwości jest tym filmem, którego oczekiwałem. Mamy dobrze zaprezentowanych bohaterów, dużo szybkiej i niezłej akcji, jak i spójną fabułę. Nie będę wypowiadał się na temat Batmana czy Wonder Woman, ponieważ zachwytami w ich kierunku zdarzyłem podzielić się przy wcześniejszych premierach. Na samym początku chciałbym wymienić Ezre Millera jako Flasha, który przebił wszelkie moje oczekiwania. Na samym początku miałem mocne obawy wobec tej postaci. Sumą sumarów okazało się, że filmowa kreacja przebija serialową (co nie było ciężkie). Filmowy Flash jest śmieszkowym nerdem, przy którym nie raz na naszych buźkach zagości uśmiech. Warto nadmienić, że nie mamy do czynienia z doświadczonym bohaterem. Jest to speedster na początkach swojej kariery, który nie jest w stanie wykorzystać swojego pełnego potencjału. Przykład? Każda scena heroicznego wyczynu, która kończy się potknięciem. Śmieszna scena wskazująca ciapowatość bohatera, a zarazem dodająca mu autentyczności.

Jason Mamoa przebił wszelkie wymogi postawione wobec Aquamana. Filmowa kreacja Aquamana nie wykazała się ogromnym ilorazem inteligencji czy zmysłem strategicznym, ale za to dodała pazura postaci. Nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z delikatnym króle Atlantydy. Ba! Do połowy filmu Arthura nawet nie można nazwać królem Atlantydy. Tytuł ten przychodzi po czasie. Jeśli mam wybierać między filmowym, a komiksowym Aquamanem to wybieram pierwszego. Nie mogę doczekać się premiery solowego filmu o przygodach Aquamana i rozwinięcia wątku Mery, którą mogliśmy ujrzeć przez kilka minut. Boję się tylko, aby „Aquaman” nie przyjął charakteru komedii-romantycznej.

Jason Momoa w roli Aquamana
Jason Momoa w roli Aquamana

Obawy miałem wobec Cyborga. Nie jest to postać, którą darzę sympatią. Od kilku lat śledzę losy Cyborga na łamach komiksów, i ani przez moment nie zdobył mojej sympatii. Z tego też względu podchodziłem ze sporym dystansem do Ray Fishera jako Cyborga. Z przykrością stwierdzam, że nie jestem w stanie polubić tej postaci po „Lidze Sprawiedliwych”, ale zaprezentowała się i tak lepiej, niż się spodziewałem. Producenci położyli nacisk na podłoże emocjonalne postaci i jego rozdartość pomiędzy człowieczą, a cybernetyczną stroną.

Od fabuły nie oczekujcie zbyt wiele. Scenarzyści poszli typowym schematem dla tego typu filmów, czyli wrzuceniem przesilnego złoczyńcę, który chce podbić nasz świat, a wszystko to tylko po to, aby połączyć bohaterów działających dotąd na samowolce. Mimo wszystko ogląda się dobrze. Niestety nie obeszło się bez dziur w scenariuszu, jednak tłumaczę to poprzez wycinkę wielu scen. Jak zawsze musimy poczekać na wersję reżyserską, która naprawi pewne niedociągnięcia, a fani przestaną kręcić nosem w kwestiach „Ale skąd to się wzięło? Ale o co chodzi?”.

Spotkałem się z masą uwag wobec przeciwnika tytułowej Ligi, czyli Steppenwolfa. Cóż.. zgadzam się, że scenarzyści nie postarali się przy nim. Efekty specjalne, za pomocą których został wygenerowany, mogły być lepsze. Tak samo jeśli chodzi o rozbudowanie historii postaci. Producenci na samym początku w dużym skrócie przedstawili nam najważniejsze informacje o Steppenwolfie.. i w sumie to tyle jeśli chodzi o jej rozbudowanie. Osobiście mi to nie przeszkadzało, tym bardziej, że mamy do czynienia z pionkiem Darkseida, ale rozumiem, że dla całej rzeszy fanów może być to za mało.

Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, jeśli wspomnę tu o obecności Supermana. Producenci starali się ukryć Supermana w materiałach promocyjnych, co było bezcelowe. Każdy fan zdawał sobie sprawę z powrotu bohatera. Mam spore zastrzeżenia wobec wskrzeszenia Człowieka ze Stali. Wyobrażałem sobie, że scenarzyści pójdą w „komiksowym” kierunku. Ostatecznie wskrzeszenie nastąpiło w zupełnie inny sposób, co wzbudziło u mnie nie smak. Szczególnie, że za całością idei stał Batman, który jako jedyny powinien wykazać się trzeźwością umysłu. Jednak ta rola padła na Wonder Woman. Cóż.. Mamy Supermana. Super? Nie do końca. Nie zabrakło skutków ubocznych, jednak szkoda, że potrwały one dosłownie chwile. Wystarczył krótki spacer po polu, aby Clark Kent wrócił do normalności. Trochę za krótko. Sytuacja ulega mocnej poprawie, kiedy Superman wraca do dawnej formy. Cóż.. muszę powiedzieć, ze tutaj scenarzyści popłynęli na tym motywie. Dlaczego? Sens istnienia Ligi Sprawiedliwych staje się kwestią dyskusyjną, bowiem Superman radzi sobie samemu z dziesięcioma różnymi kwestiami. W tym położeniem na łopatki Steppenwolfa.

Zastrzeżeń nie mam jednak wobec samego Supermana, który zaprezentował się o niebo lepiej niż w „MoS” czy „BvS”. Tym razem nie jest to sztywny i mroczny Superman, tylko bohater pełen optymizmu i faktycznie dający nadzieję światu. Brakowało mi uśmiechu na twarzy filmowego Supermana, a tu jest go aż więcej niż wymagane. Jeśli w przyszłym filmach nie zostanie zmieniony ten wizerunek to jestem jak najbardziej za.

Czy warto obejrzeć „Ligę Sprawiedliwości”? Jak najbardziej! Nie jest to film pozbawiony wad, ale ma mnóstwo zalet, które bronią produkcję i zachęcają do ponownego seansu. Polecam drugi seans w 4DX, który dodaje produkcji rumieńców. Świetnie ogląda się „Justice League” przy tych efektach. Zwłaszcza jeśli chodzi o bieg Flasha. Zresztą.. jeśli nie czujecie się przekonani to koniecznie rzućcie okiem na światowy box office:
http://www.boxofficemojo.com/movies/?id=dcfilm1117.htm
https://twitter.com/GiteshPandya/status/934821625526136834
http://deadline.com/2017/11/coco-justice-league-wonder-thanksgiving-box-office-1202213755/

Ocena: 8/10

Opinia wystawiona przez Jędrzeja

„Justice League” to film na który czekałem równie mocno, co na „Batman V Superman”. Mimo kontrowersyjnego odbioru tego drugiego, mi przypadł on do gustu, a Zack Snyder dla mnie może prezentować je obok wyreżyserowanych przez siebie wcześniej „Watchmen”, „300”, oraz „Man of Steel”. Będąc fanem wizji Snydera nie mogłem się doczekać premiery następnego filmu jego autorstwa w DC Extended Universe. Prace przebiegały dobrze aż do kwietnia tego roku, gdy gruchnęła wiadomość o tym, że Zack w związku z tragedią w życiu osobistym odchodzi od projektu, a reżyserią ostatnich scen oraz montażem zajmie się Joss Whedon, znany fanom kina superhero z chociażby „The Avengers”. Zaświeciła się w mojej głowie czerwona lampka, gdyż zmiany kreatywne na tak zaawansowanym etapie produkcji nigdy nie zwiastują dobrze. Czy obawy okazały się uzasadnione? Do tego dojdziemy.

Liga Sprawiedliwości w pełnym składzie
Liga Sprawiedliwości w pełnym składzie

Najpierw jednak słów kilka o samym filmie. Akcja rozgrywa się ok. 2 lata po wydarzeniach z „Batman V Superman”. Superman nie żyje, a świat pozbawiony moralnej ikony powoli pogrąża się w zepsuciu a w stronę Ziemi zmierza nieuchronna zagłada przepowiedziana przez Lexa Luthora. Batman który czuje się winny po ofierze Człowieka ze Stali nie zamierza ponownie być świadkiem katastrofalnej tym razem pomyłki i razem z Wonder Woman szukają innych herosów, którzy zechcą pomóc w odparciu ataku. Dzięki bazie danych Lexa oraz dokumentom zebranym przez Amandę Waller typują do tego trzech rekrutów: pół człowieka, pół Atlantę i prawowitego dziedzica tronu Atlantydy Aquamana, obdarzonego połączeniem ze Speed Force, aspirującego kryminologa, który próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojej matki Flasha, oraz akademickiego gwiazdora futbolu amerykańskiego, który w wyniku wypadku samochodowego i próby uratowania mu życia zostaje połączony z pozaziemską technologią i staję się Cyborgiem. Razem jako Liga Sprawiedliwości, muszą stawić czoła Steppenwolfowi, członkowi kosmicznej rasy Nowych Bogów, który razem z armią ślepo posłusznych i żądnych krwi Parademonów zamierzają zdławić wszelki opór na Ziemi by przygotować miejsce na przybycie…

No nie dowiedzieliśmy się czyje, gdyż wątek Darkseida i zapowiadany cliffhanger został całkowicie usunięty z produkcji, jedynym śladem władcy Apokolips w produkcji jest jeden z okrzyków Steppenwolfa („Za Darkseida!”) lecz nie poznajemy kontekstu w jakim jest on przytoczony. Z drugiej jednak strony, film nie marnuje czasu na zbędne wprowadzenia. Zostajemy wrzuceni do akcji w samym jej środku, a postaci takie jak Wonder Woman i Aquaman posiadają wiedzę na temat tego co właśnie się dzieje i to one (w odróżnieniu do komiksowych odpowiedników) dają Bruce’owi (który jest nota bene głównym bohaterem tego filmu) cenne informacje. Niesamowicie podobają mi się też relacje w zespole. Wydany w tym roku komiks „Titans Annual #1” wprost głosi tezę o tym, że członkowie Ligi nie są przyjaciółmi, a jedynie współpracownikami. W filmie to widać. Relacje bohaterów są profesjonalne, chociaż rzucają między sobie kilkoma żartami. Nie przyjaźń gra tutaj pierwsze skrzypce lecz umiejętność dania coś wyjątkowego od siebie zespołowi. Każda postać robi coś, dzięki czemu reszta jest lepsza. „Wspierająca” Aquamana Mera była niesamowita, lecz niestety było jej rola była bardzo mała. Nie wszystkie postacie jednak są tak świetnie napisane jak chociażby Aquaman czy (w drugoplanowych rolach) komisarz Gordon i Alfred. Cyborg nie ma w sobie ten młodzieńczej iskry i „cyborgowego luzu”, jest jakby Batmanem Juniorem. Steppenwolf jest zupełnie nijaki a Lois Lane systematycznie ma coraz bardziej piłowane zęby. Tempo akcji też nie jest równe, gdyż przez pierwsze kilkanaście minut film był bliski znudzenia mnie. Na szczęście późniejsze wydarzenia rekompensują początkową czkawkę, a ostatnie sceny akcji są tak budzące emocje, że nie ma się ochoty nawet mrugać.

Steppenwolf, czyli przeciwnik tytułowej Ligi Sprawiedliwych
Steppenwolf, czyli przeciwnik tytułowej Ligi Sprawiedliwych

Nikogo nie zdziwi fakt, że w produkcji do życia powraca Superman. Nie zdradzę w jaki sposób ale jest on… satysfakcjonujący, ponownie sprawiając przy tym, że błyszczy również inna postać. Jednak to co wydarzyło się zaraz potem nie do końca sprostało moim oczekiwaniom, gdyż zamiast dezorientacji Człowieka Jutra dostaliśmy komentarze Ligi na temat tej dezorientacji. Za to reakcja Supermana na Batmana przyprawiła mnie jako fana Batmana o ciarki na plecach. Pozytywne oczywiście. „Tajna broń” Batmana również pokazuje nam, że postacie z każdym kolejnym filmem uczą się i wyciągają wnioski. Innym tego przykładem jest scena gdzie podczas walki ze Steppenwolfem zagrożone są niewinne życia, a Superman (który otrzymał lekcję w „Man of Steel”) przerywa starcie, aby wyprowadzić cywilów na bezpieczną odległość.

Co do efektów specjalnych to były one poprawne, jednak nie przypadło mi do gustu dodanie tak jaskrawych kolorów, który próżno szukać w pierwszych zwiastunach. Wszechobecna czerwień i dziwne podobne do korzeni mieniące się kolorami konstrukcje podczas ostatniej walki trochę kuły w oczy, ale poza tym nie ma do czegoś się przyczepić. Atak. Plastikowa górna warga Henry’ego Cavilla, którego wąs musiał być usuwany w post-produkcji. Na obronę efektów trzeba przyznać, że zarówno Speed Force Flasha a w szczególności podwodne sceny Aquamana zapierały dech w piersiach. Nie mogę się już doczekać solowego filmu o przygodach Władcy Oceanów. Muzyka natomiast kuleje. Danny Elfman nie popisał się zastępując Junkiego XL i nie uraczył nas niczym tak zapadającym w pamięci jak motywy Batmana i Wonder Woman z poprzednich filmów. Pełno tutaj natomiast było muzycznych odniesień do wcześniejszych dzieł DC: Batman ‘89, Superman ‘78, Batman: TAS, Justice League Unlimited czy nawet serialowy Flash od The CW byli obecni w tej bądź innej formie w ścieżce dźwiękowej.

Ray Fischer jako Cyborg
Ray Fischer jako Cyborg

O ile poprzednie wady tego filmu udawało się zrekompensować dobrymi aspektami, to ilości wyciętych scen nic nie usprawiedliwia. Jak już wspominałem, zapowiadanego cliffhangera nawiązującego do Darkseida jak i Korpusu Zielonych Latarni brak (te drugie pojawiają się w pewnym momencie w bardzo małej roli). Sceny z Iris West również zabrakło. Pamiętacie ze zwiastunów scenę w której Alfred wypowiada do niewidocznej dla nas postaci kwestię „Miejmy NADZIEJĘ, że nie jesteś za późno”? Wycięta. Superman mówiący do Lois „Uznam to są ”? Wycięte. Cyborg przed przemianą a następnie ratujący ludzi przed bliżej niezidentyfikowanym wrakiem i oznajmiający Batmanowi „Nie sądziłem, że jesteś prawdziwy” czy lecącym ponad chmury w nocne niebo? Podobnie z Flashem przebijającym się przez szybę i unikającym strzałów Parademona, czy Batmanem odgrażającym się Parademonom podczas walki „Teraz moja kolej”, rzucającym Aquamanowi trójząb czy patrzącym na hologram Supermana czy podróżującym przez mroźne pustkowia. Nawet słynne „More more, or more less?” i Steppenwolf wymieniający „No Lanterns. No Kryptonian. This world will fall like all the others.” Film mógłby być spokojnie o jakieś 30-40 minut, a może i godzinę dłuższy. Film jest najkrótszą produkcją DCEU i choć oszczędza czas w miejscach gdzie może sobie na to pozwolić, na etapie montażu pozbyto się całej masy materiału, tylko gotowego do użycia. I raczej nie była to decyzja Zacka Snydera.

Czyj jest to właściwie film? Snydera czy już Whedona? Ja jak zwykle nie stawiam się po żadnej ze stron barykady, balansując na jej szczycie. Moim zdaniem jest to film Geoffa Johnsa, który wkroczył do filmowej dywizji DC po klęsce „Suicide Squad” aby naprostować ten świat na „właściwe tory”. Moim zdaniem Whedon był tutaj jedynie rzemieślnikiem, a za montaż i ogólny kształt filmu po odejściu Snydera odpowiada Johns, który chciał stworzyć bezpieczny film, będący przy okazji ekranizacją napisanego przez niego „Justice League: Origin”. Na początku nie mogłem jednoznacznie ocenić tego filmu, mając w pamięci czym ten film miał być w wizji Snydera. Nie mogłem się pogodzić z dodanymi kolorami czy byle jaką ścieżką dźwiękową. Zrozumiałem jednak, że nie ma sensu oceniać tej produkcji przez pryzmat tego jaką miała być, a taką jaką otrzymaliśmy. Do kin trafił inny film niż ten jaki nam zapowiadano. Identyczny los spotkał „Batman V Superman” reklamowany praktycznie jako odpowiedź na „The Avengers: Age of Ultron” a otrzymaliśmy coś na zupełnie innym biegunie. Czy dobrze się bawiłem? Bardzo dobrze. Czy film byłby lepszy gdyby dokończył go Snyder. Na pewno, byłby też inny. Zostaje nam liczyć, że któregoś dnia zobaczymy „Justice League: Ultimate Cut”, dłuższy o prawie godzinę, zmontowany przez Snydera i z muzyką napisaną przez Junkiego XL

Ocena: 8/10