Green Arrow – Śmierć i życie Olivera Queena. Tom 1

GalleryComics_1920x1080_20160601_GA_REBIRTH__571fbec1678743.22056500

Recenzja może zawierać spoilery

Kolejny raz we wstępie muszę przypomnieć, jak bardzo źle było New52. Green Arrow był porażka od początku serii. Po kolejne zeszyty sięgałem wyłącznie ze względu na sympatię do tej postaci. Tylko to utrzymało mnie przy serii. Na całe szczęście Benjamin Percy uratował Green Arrowa. „Rebirth” było prawdziwym odrodzeniem dla słynnego łucznika.

Benjamin udowadnia, że doskonale czuje postać Green Arrowa. W Rebirthowym wydaniu skupia się nie tylko na heroicznie stronie łucznika, ale i jego prywatnej tożsamości, czyli bogatego miliardera. Olivier stara się pomóc światu nie tylko pięściami i strzałami. Zaczyna działać charytatywnie. Jednak pieniądz jest dla niego zgubny. Percy kilkukrotnie pokazuje czytelnikowi stereotyp pieniądza. Olivier nie raz, nie dwa posuwa się do gotówki, aby przekabacić kogoś na swoją stronę.

Rebirth jest istotny z kilku powodów. Jednym z nich było przywrócenie dawnego romansu między Green Arrowem i Black Canary. Jestem sympatykiem tej pary i ogromnie kibicowałem ich ponownemu połączeniu. Miałem pewne obawy, że może być to za szybko poprowadzone. Faktycznie, autor dość szybko rzuca bohaterów do łóżka, ale nie zapomina, że jest to dwójka ludzi, którzy dopiero się poznaja. W całości komiksu jest kilka sytuacji, która nam o tym przypominają i grają na naszych emocjach. Początek ich wątku miłosnego został znacznie lepiej poprowadzony, niż miało to miejsce w przypadku Barry’ego i Menny w „The Flash”.

Nie do końca jest przekonany jeśli chodzi o debiutującego Johna Diggle. Benjamin szybko przedstawił nam wojskowa kariere Johna i szeroki wachlarz jego umiejętności. Niestety wypadło to tragicznie. Na pewnym etapie odniosłem wrażenie, że do serii został wprowadzony czarnoskóry Terminator, którego kule mijają się na kilometr.

Oprawa wizualna leży w rękach dwóch artystów. Część pierwszych numerów została narysowana przez Otto Schmidta. Nie podpasowal mi styl rysownika. Bardziej preferuje rysunki od Juana Ferreyra, który narysował druga część komiksu. Jego szkice charakteryzują się niezwykłą precyzją i dynamika. Postacie są staranie dopracowane i przy nie jednym kadrze miałem ciarki na plecach. Juan idealnie ukazuje mrok w swoich szkicach.

Polecam wszystkim lekturę „Śmierć i życie Olivera Queena”. Jest to prawdziwe odrodzenie dla przygód zielonego łucznika. Jakość Rebiethowej serii w zestawieniu z New52 to skala niczym niebo, a ziemia. Nie zastanawiajcie się, zdecydowanie warto sięgnąć po pierwszy numer serii.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.