Batman Rebirth tom 1: Jestem Gotham

6
5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

Jedną z rzeczy, które podobało mi się w The New 52 były bez wątpienia historie Batmana, a zwłaszcza mój ulubiony „Trybunał Sów”. Scott Snyder dał nam dobrą, wciągającą historię, którą czytałem z zachwytem. Przy Rebirth Batmana przejął Tom King i byłem ciekaw jego podejścia do Mrocznego Rycerza, które przybyło w postaci „Jestem Gotham”. Batman jest niezaprzeczalnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów na świecie i mimo bycia zwykłym człowiekiem wśród kosmitów, pół bogów, czy meta ludzi cieszy się olbrzymim szacunkiem wśród innych super bohaterów. Co, jednak jeśli jego spryt i umiejętności nie wystarczą?

Na samym początku tomu widzimy jak Batman przy pomocy swojego sprytu i gadżetów próbuje uratować samolot przed rozbiciem. Wkrótce dochodzi jednak do wniosku, że nie uda mu się osadzić samolotu. Tuż przed katastrofą samolot zostaje uratowany przez dwójkę nowych super bohaterów — Gothama i Gotham Girl. Nowy super bohaterski duet okazuje się wielkimi fanami Mrocznego Rycerza, który lata temu zainspirował nastoletniego wtedy Gothama. W miarę rozwijania się akcji widzimy jak Batman, przekonuje sam siebie, że Gotham i Gotham Girl mogliby zostać obrońcami miasta. Doktor Hugo Strange wykorzystuje moce Psychopirata i doprowadza Gothama do furii, w której zabija on żołnierzy, po czym za cel obiera Gotham. Batman staje do walki z supermocnym przeciwnikiem, do momentu, gdy zjawia się Liga Sprawiedliwych, by wspomóc Mrocznego Rycerza. Walka kończy się śmiercią Gothama powstrzymanego przez swoją siostrę. Reszta tomu pokazuje jak Gotham Girl, maskuje swój ból po utracie brata, walcząc przestępczością, używając mocy, które zabijają ją od środka. Tom kończy się wizytą Batmana u Amandy Waller oraz jego decyzją o wyprawie na Santa Prisca.

Jak oceniam pierwszy tom spod ręki Toma Kinga? Myślę, że „Jestem Gotham” nadaje się na pierwszą rebirthową historię Batmana. Ciekawym pomysłem było pokazanie nam różnicy między doświadczeniem a mocą, udowadniając, że nie tylko siła fizyczna czyni super bohatera. Rysunki Davida Fincha opatrzone głównie ciemną paletą barw nadały historii dobrego klimatu. Nie porównałbym poziomu „Jestem Gotham” do „Trybunału Sów” jednak jest to historia, którą czyta się dobrze, przyjemnie i nie odstrasza od nowej ery Batamana. Chętnie sięgnę po drugi tom.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.