Uniwersum DC Comics Odrodzenie – Superman tom 2: Pierwszy próby Superboy’a

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

Pierwszy tom zebrał pozytywne oceny fanów i choć dla mnie nie był on tak genialny, to i tak Superman pod Odrodzeniu to postać lepsza niż sprzed niego.  Superman przestaje być jedynie herosem, a staje się kimś jeszcze- statecznym i odpowiedzialnym ojcem rodziny. Wraz z Lois i synem Jonem nie jest skłonny do zamieszkania w godnym bohatera jego formatu przybytku, preferując skromny dom na prowincji. Sielska i familijna atmosfera nie przysłoni jednak jednej kwestii- Clark i jego syn to superbohaterowie, a spokojny żywot nie jest im pisany.

Tom zaczyna się od przedstawienia klasycznego heroizmu Supermana, który oprócz standardowych dla siebie zadań pomaga swym towarzyszom z Ligi Sprawiedliwości. Nie zaniedbując przy tym rodzinnych obowiązków i roli wzorowego super- taty. Taty, który wie jak sprawić by syn dobrze się bawił i który nie boi się stanąć w obronie swego potomka, nawet gdy naprzeciwko staje jego towarzysz z supergrupy. Bez wątpienia Kal- el zasługuje na tytuł ojca roku.

Gdy tylko Jon pojawił się w świecie DC wiedziałem, że jego konfrontacja z innym synem wielkiego herosa jest nieunikniona. Tym bardziej, że syn Kal- ela to sympatyczny i dobry chłopak, w przeciwieństwie do roszczeniowego i zadufanego w sobie Damiana Wayne’a alias Robina. Na dodatek młody Wayne widzi zagrożenie w synu Supermana i w swojej wściekłej ambicji doprowadza niemal do walki między Batmanem i Supermanem. Jednak mimo kilku poważnych spięć można powiedzieć jasno- to początek pięknej przyjaźni.

Superman i syn oprócz krótkiego spięcia z Wayne’ami mają odwiedzają wyspę, którą widzieliśmy już w Nowej Granicy. To tam zginęli Straceńcy i to tam Superboy przeżywa pierwszy bojowy chrzest. Piękny hołd dla klasycznej ery DC, po raz kolejny pokazujący, że Peter J. Tomasi ma naprawdę świeże pomysły i mam nadzieję, że pozostaną one takie jak najdłużej. Warto też wspomnieć o pewnej blondynce, której odmienność Jona nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie.

Rysunki są przyjemne. Dopasowane do wydźwięku albumu, podkreślające wszystkie charakterystyczne cechy Supermana, jak i chłopięcą energię Jona. Trafnie pokazana jest też różnica charakterów Superboy’a i Robina. Niższy i bardziej zapalczywy syn Batmana od początku spotkania dąży do konfrontacji- a jego metody są dużo bardzie bezwzględne niż jego ojca. Trio Mahnke/ Mendoza/ Gleason robi wrażenie.

Superman bywa nudny. Czyniące go niemal wszechmocnym zdolności, twardy kodeks moralny z zeszłej epoki i ikoniczność, która czasem bywa kiczem. Tak może być, ale nie tutaj. Relacja rodzinna plus relacja przyjacielska, a raczej nieprzyjacielska z Robinem sprawiają, że dwaj panowie z ‚S’-ką na piersiach rzeczywiście odrodzili się na nowo.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.