Bruce Wayne w filmach Tima Burtona

batman-tim-burton
5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Jakiś czas temu odświeżyłem sobie Batmana i Powrót Batmana, filmy Tima Burtona adaptujące komiksy o Mrocznym Rycerzu. Oprócz zachwycania się, jak dobre są to obrazy mimo upływu lat, zacząłem rozmyślać o kreacji Michaela Keatona. Jest genialna. Wykorzystał on swoje doświadczenie aktora komediowego w tej, jakby nie patrzeć, tragicznej roli człowieka, który nie otrząsnął się z życiowej tragedii i podporządkował jej całe swoje życie. Zauważyłem tu jeszcze jedną różnicę względem wizerunku Batmana z komiksów. Bruce Wayne Keatona wydaje się mieć nie jedną, nie dwie, a trzy osobowości!

Tu mogę wyjaśnić, co z tytułem tego artykułu. W Batmanie i Powrocie…widzimy Bruce’a, który jest pociesznym bogatym fajtłapą i twardego Bruce’a, który wciąż cierpi po śmierci rodziców. Trzeci jest Batman – nocna kreatura, ni zwierzę, ni człowiek.

Przyjrzyjmy się pierwszej z wymienionych osobowości. Bruce Wayne, jakiego zna opinia publiczna, to milioner i lekkoduch. Jednocześnie nie można odmówić mu pewnego uroku. Jest po prostu sympatycznym gościem, który przywodzi mi na myśl dobrego kolegę ze szkoły, który lubił rozrabiać i żartować. Dobry przykład to zachowanie Bruce’a na przyjęciu z pierwszego filmu. Gdy Vicky Vale pyta go o gospodarza, ten bez mrugnięcia okiem odpowiada, że nie wie dokładnie, gdzie jest. Sprawę wyjaśnia chwilę później, gdy jego rozmówczyni i Alexander Knox znajdują zbrojownię w posiadłości Wayne’ów. Jest to po prostu dziecinny żart. Randka Bruce’a i Vicky z kolei pokazuje, że nie przywiązuje on dużej wagi do swojego bogactwa. Jest prostym człowiekiem, który woli jeść w kuchni, albo w salonie.

W Powrocie Batmana sytuacje takie jak przytoczona wyżej, są bardzo stonowane. Bruce Wayne jest nieco poważniejszy, może nawet doroślejszy. Jedynie w czasie spotkania z Maxem Shreckiem, widząc Selinę Kyle zachowuje się jakby był zadurzonym w niej uczniakiem. Z tej sceny pochodzi cytat, który trafił do tytułu tego tekstu.Można to tłumaczyć pewnym rozwojem postaci, ale także zmianą wizji reżysera. W końcu Burton dostał od studia wolną rękę, przy kręceniu drugiego Batmana.

Poważniejszy i pogrążony w zadumie Bruce Wayne Keatona jest bliższy naszemu wyobrażeniu tej postaci. Nie okazuje zbyt wiele uczuć, gdy odwiedza miejsce śmierci rodziców. Widzimy, że nadal cierpi. Często jest pogrążony w zadumie, jak na samym początku Powrotu Batmana. To on siedzi w Jaskini i robi gadżety. On także stworzył fajtłapę Bruce’a i Batmana. Ma pełną świadomość tego, że potrzebny jest pożyteczny idiota organizujący przyjęcia, jako przykrywka oraz brutalny mściciel. On sam nie jest dość twardy.

Bruce z Jaskini może spać głową w dół, ale to nie on działa na ulicach Gotham City. Tam działa Batman. Jest on dużo bardziej bezwzględny. Jest niemal jak prawdziwy nietoperz. Jego zachowanie jest jednocześnie bardzo teatralne, wręcz groteskowe. Jak sam koncept człowieka-nietoperza. Jest niepokojący. Gdy na początku pierwszego filmu widzimy go walczącego z dwoma opryszkami, Batman imituje ruchy nietoperza. Rozpościera pelerynę jak skrzydła i zagania ofiary w róg. Bandytów można nazwać ofiarami, bo ich oponent jest niczym drapieżnik. Milczący i przerażający.
Filmowy Batman wacha się przed przekroczeniem granicy, jaką postawił sobie komiksowy pierwowzór. Najlepsze przykłady to finałowa potyczka w Batmanie i pojedynek z Siłaczem w Powrocie Batmana. Joker próbuje uciec helikopterem, ale do jego nogi zostaje przywiązany kamienny gargulec. Maszkaron ściąga klauna w dół i kończy jego żywot uderzeniem o bruk. Ciężko jest mi uwierzyć, że Mroczny Rycerz nie przewidział takiego scenariusza. W końcu nawet gdyby śmigłowiec nie podniósłby przestępcy i rzeźby, Napier w końcu puściłby drabinkę i najpewniej uderzył z durzą siłą o ścianę katedry, co też mogłoby się skończyć tragiczną śmiercią.

Podobnie jest z Siłaczem z cyrku Pingwina. Batman w czasie zamieszek odbiera jednemu z klaunów bombę zegarową. Chwilę później drogę przy kanale zastępuje mu postawny zbir. Przeciwnicy wymieniają ciosy, a po chwili do pasa atlety zostaje przyczepiona wspomniana wcześniej bomba. Batman z drwiącym uśmieszkiem wrzuca Siłacza do kanału, a po chwili za jego plecami dochodzi do eksplozji. Nie jest to gag w stylu pierwszego filmu. Siłacz już więcej się nie pojawia. Wybuch go zabił…

Muszę tu jeszcze zwrócić uwagę na bardzo płynne przejścia pomiędzy poważnym Bruce’em, a Batmanem. Wydaje się, jakby Wayne wchodził w trans zakładając maskę nietoperza. Przy przytoczonej wyżej konfrontacji z dwójką bandytów, jeden z nich strzela do Batmana udającego prawdziwe zwierzę. Bohater pada, ale po chwili wstaje i kontynuuje spektakl. Jakby nic się nie wydarzyło. Wyjście z roli było chwilowe.
W czasie potyczki z Jokerem w muzeum, Batmana nie krępuje fakt, że Vicky V
ale widzi go z bliska w pełnym świetle. Właściwie wydaje się tym w ogóle nie przejmować. Zaraz potem kobieta jest wieziona batmobilem do Jaskini Nietoperza. Tym razem Batman robi wszystko, by jego ukochana nie patrzyła na jego twarz dłużej niż pięć sekund. Oślepia ją lampką w aucie, a w kryjówce w komiczny sposób obraca się na krześle przed komputerem. Musiało dojść do zmiany osobowości z półdzikiego stwora, w ukrywającego tajemnicę człowieka.

Takie przykłady można mnożyć. Najpierw Batman zadaje cios Catwoman. Gdy ta syczy z bólu, Nietoperz natychmiast przeprasza i podchodzi do niej chcąc jej pomóc. Po co był ten atak, jeśli nie po to, by ją zranić?

Przychodzi mi na myśl genialny komiks Darwyna Cooke’a pod tytułem Batman: Ego. Opowiada on o wewnętrznym dialogu Bruce’a Wayne’a, który przeżywa kryzys powołania z Batmanem, który chciałby móc zabijać przestępców. W pewnym momencie Batman oferuje układ przypominający stan Two-Face’a: Bruce Wayne i Batman byliby osobnymi bytami w jednym ciele, dokonującymi odrębnych wyborów. Być może Batman z filmów Burtona dokonał podobnych kalkulacji i Bruce Wayne nie jest odpowiedzialny za śmiertelne ofiary Batmana? Może żeby żyć bez wyrzutów sumienia dokonał podziału? Jest to jednak podział wymuszony i stąd dość niekontrolowane przejścia. Czemu Batman próbuje ocalić Jacka Napiera w fabryce chemikaliów, skoro innym pozwala na śmierć? Za tą chwilę słabości może odpowiadać poważny Bruce, a może nawet dziecinny Bruce.

Te dywagacje, to oczywiście tylko moja interpretacja filmów Tima Burtona. Z pewnością znajdzie się wiele argumentów na obalenie moich tez. Jednocześnie cały ten wywód udowadnia, jaką skomplikowaną postacią jest Batman, i na jak wiele interpretacji pozwala jego konstrukcja, jako ikony popkultury.