Superman Tom 3: Wielokrotność

superman-vol-3
5.00 avg. rating (99% score) - 3 votes

Bardzo mi się podoba sposób, w jaki przedstawiany jest Superman przez Petera J. Tomasiego i Patricka Gleasona. Działa on wraz ze swoim synem Jonem, a ich relacja jest napisana w naprawdę uroczy i autentyczny sposób. Z resztą, czego spodziewać się po Tomasim, który wcześniej podobnie przedstawił Batmana i Robina, a Green Lanterni w jego wydaniu to zgrani kumple.

To właśnie taka narracja przyciągnęła mnie do Kal-Ela, którego uważałem wcześniej za bohatera zbyt potężnego i nudnego. Teraz to postać fascynująca: kochająca głowa rodziny i jednocześnie superbohater, jak się okazuje możliwy do pokonania. Inspirujący do bycia lepszą osobą i szukania dobra w innych ludziach dobroduszny przybysz z kosmosu. Do tego Jon, syn Supermana to dająca się lubić postać, doskonale działająca z ojcem w duecie. Kartkując tom trzeci „Supermana” z Odrodzenia nieco się zmartwiłem. Superboy pojawia się dopiero pod koniec komiksu w samodzielnej historii. Czy Człowiek ze stali zdoła mnie zainteresować bez swojej latorośli?

W „Wielokrotności” znajdujemy trzy historie: w pierwszej Superman i Swamp Thing rozwiązują problem suszy w Hamilton. Druga to tytułowe spotkanie Superludzi z różnych Ziem. Trzecia historyjka opowiada o tym, jak Jon i Kat szukają nocą na pobliskich bagnach dziadka dziewczynki i zaginionej krowy.

Spotkanie ze Swamp Thingiem wydaje się być opowieścią sztampową i nieciekawą. Jest dokładnie odwrotnie. Porusza ona kwestię pozaziemskiego i pozawymiarowego pochodzenia Clarka Kenta i różnic pomiędzy nim, a Supermanem z New52. Mówi o przynależności herosa do Ziemi, na której przebywa. Jaki ma to związek z suszą? Nie chcę nic zdradzać, bo sądzę, że z tym zeszytem warto się zapoznać. Czytało mi się go chyba najprzyjemniej, a i graficznie prezentuje się nieprzeciętnie. Jorge Jimenez doskonale portretuje Człowieka jutra i Potwora z bagien. Do tego podobają mi się kolory dobrane przez Alejandro Sancheza.

„Wielkokrotność”, czyli „komiks numeru” także wypada bardzo dobrze. Z kolejnych rzeczywistości zostają porywani Supermani i Superkobiety. Po zniknięciu Supermana z Chin w sprawę angażuje się „nasz” Człowiek ze stali. Łączy on siły z Międzywymiarową Ligą Sprawiedliwości i próbuje poznać tożsamość i motyw łotra kradnącego moce porwanym herosom. Cała historia rozgrywa się na łamach trzech zeszytów, ale ani na moment nie miałem wrażenia, ze to za mało. Akcja jest dobrze rozpisana, nie ma tu dłużyzn, ani momentów, gdzie coś dzieje się zbyt szybko. Fani komiksów o innych wymiarach, kryzysów i elseworldów też nie będą zawiedzeni. Mamy tu różne występy od krótkich cameo po czynny udział na wielu stronach komiksu. Pojawiają się Czerwony Syn, Super-Etrigan, Kapitan Marchewa, a nawet Superman z „Batman Beyond”. „Wielokrotność” ilustruje kilku artystów, ale na szczególne wyróżnienie zasługują Ivan Reis i Joe Prado, autorzy zeszytu szesnastego. Według mnie jest to najlepiej narysowany zeszyt „Wielokrotności”, a może i całego tomu. Ich prace są pełne szczegółów i właściwej komiksom superhero dynamiki.

Ostatni komiks, „Mroczne żniwa” odstaje stylem opowiadania i grafiki od reszty tomu. Przygody Jona i Kat przywodzą na myśl kolejny odcinek „Gęsiej skórki”. Celem opowieści nie jest przestraszenie czytelnika, a jedynie przedstawienie przerażenia bohaterów. Dzieci widzą straszne i niepokojące obrazy, które zostały racjonalnie wyjaśnione, a zakończenie jest otwarte i zostawiające otwartą furtkę na element fantastyczny. Komponuje się to doskonale z rysunkami Sebastiana Fiumary. Jego prace są pełne ciemnych kolorów i nieostrych, onirycznych obrazów wielkich zwierząt i dziwnych istot.

Mimo braku elementów typowo ojcowsko-synowskich oceniam lekturę „Superman: Wielokrotności” pozytywnie. Peter J. Tomasi i Patrick Gleason napisali trzy mocne historie, utrzymane w różnych konwencjach i stylach. Dzięki temu każdy czytelnik, bez względu na wiek i upodobania znajdzie w tym tomie coś dla siebie. Jest typowo superbohaterska akcja, wchodzenie w psychikę bohaterów, a także historyjka „z dreszczykiem”. Jedyne, czego żałuję, to to, że nie znalazło się w tym tomie miejsce dla Gleasona, jako rysownika. Bardzo lubię jego styl i uważam, że choćby w głównej historii odnalazłby się świetnie.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.

Recenzje pozostałych komiksów wydanych w ramach DC Odrodzenie.