WKKDC #49 – Wonder Woman: Bogowie i śmiertelnicy

wonder-woman-bogowie-smietelnicy-wkkdc
5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

Mitologie wielu kultur mają się dziś niezwykle dobrze. Bogowie nordyccy dominują w Marvelu, DC z kolei większy nacisk kładzie na mitologię Hellady. Nie ukrywam, że podoba mi się to, w jaki sposób do obrazu minionych bóstw podchodzą tacy autorzy jak Neil Gaiman, Brian Azzarello czy z rodzimego podwórka- Maja Lidia Kossakowska czy Jakub Ćwiek. Czasem jednak przyjemniej zagłębić się w nieco bardziej kanoniczny świat legend. Taki, w którym szaty i budowle są odzwierciedleniem antycznej epoki filozofii i nauki, ale też i krwawych wojen i społecznych podziałów.

Pozornie historia wydaje się tym samym, lecz opowiedzianym nieco inaczej. Oto bowiem otrzymujemy origin Diany, córki Hipolity, królowej Amazonek. Kolejne zabójstwo w mrocznej alejce jeszcze mroczniejszego miasta lub lądowanie na polu w Kansas? Nic bardziej mylnego. Len Wein, George Perez i Potter stworzyli epicką i widowiskową fabułę, w której oprócz narodzin Diany otrzymujemy pełną perspektywę okoliczności powołania jej do życia w iście boskim stylu.

Niedawno mieliśmy okazję podziwiać początki Diany w rebirthowym Rok Pierwszy. Odrodzeniowa Wonder Woman jest serią dobrą, lecz chyli czoła przed tym, jak debiut Diany jako superbohaterki ukazali autorzy powyższego komiksu. Początkowo wizja ta może trącić nieco starzyzną w porównaniu z aktualniejszymi wersjami, ale po jej przeczytaniu wiedziałem, że to jedyne słuszne przedstawienie księżniczki Amazonek u progu jej kariery w świecie poza Rajską Wyspą. Otrzymujemy dużo klasycznych, wręcz ikonicznych, jak choćby odbijanie kul bransoletami, ale wprowadzenie zagrożenia międzynarodowym konfliktem na skalę światową i klimat zimnowojenny sprawiają, że komiks ten odbiega od wyobrażenia krytyków na temat oldschoolowego komiksu.

Kwestia bogów jest tu kluczowa. Całość panteonu wygląda klasycznie, niczym wyjęta z kart podręczników, lecz ich zachowanie jest naznaczone współczesnością. Ares i jego dzieci czują się znakomicie w epoce waśni dwóch atomowych mocarstw i mimo wyglądu rodem z rycin, zaskakująco dobrze manipulują rządzącymi, zwłaszcza tymi, którzy nie wierzą w imperialistyczne wymysły religijne, przedkładając nad nie socjalistyczny realizm.

George Perez to autor znany nam choćby z legendarnego Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach. Tutaj nie uraczymy kosmicznego klimatu, a i bohaterów jest znacznie, znacznie mniej, lecz to nie znaczy, że tytuł ten ustępuje tej widowiskowej opowieści. Wprost przeciwnie, bowiem Perez nie boi się sięgnąć nawet po psychodelię i elementy grozy, które w tyglu z antycznymi pejzażami i boskimi obliczami czują się świetnie i tworzą oryginalną wizję. W pewnym momencie pojawia się nawet Herkules, którego wygląd dość mocno kojarzy się z jego odpowiednikiem ze stajni Marvela.

Jestem urzeczony tytułem ukazanym w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics. Dużą część klasycznych historii czytam z pewnym opóźnieniem i są one stałymi elementami mojej osobistej kupki wstydu. Komiks Bogowie i śmiertelnicy nie przeleżał na niej ani minuty. Obok Batman: Rok Pierwszy Franka Millera jest to dla mnie najlepsza geneza w świecie DC. Ponadczasowa, kanoniczna i niosąca w sobie coś więcej niż tylko suchą informację o okolicznościach powstania i początkach herosa. Pozycja obowiązkowa dla fanów Diany i ludzi, którym komiks oldschoolowy śni się koszmarami. Taka perełka na pewno skłoni ich do zmiany zdania na temat powieści graficznych sprzed dekad i kto wie? Może zamiast wszechobecnych dymków i naiwnych dialogów przyśni mu się waleczna Amazonka?