WKKDC #50 – Superman/ Batman: Supergirl

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

W ostatnich dwóch recenzjach wychwalałem Eaglemoss za dobranie do swej Wielkiej Kolekcji Komiksów DC takich pozycji jak Kolejny Gwóżdź czy Wonder Woman: Bogowie i śmiertelnicy. Teraz wydawnictwu należą się mały kubeł zimnej wody, znów bowiem pojawia się zdublowana pozycja i to z cyklu, który już zaliczył powtórkę. Mowa tu o Superman/ Batman: Supergirl. Pozycji dobrej, lecz nie cieszącej się statusem legendy. Przyjrzyjmy się jednak tej pozycji bliżej- a nuż okaże się, że dwa egzemplarze tej pozycji na półce są niezbędne?

Historia Supergirl w świecie DC po Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach jest dość skomplikowana. Wystarczy, że wspomnę, iż w tym tomie pojawia się ona na dnie gothamskiej zatoki i wzbudza dość duże zainteresowanie. Na szczęście nastolatka może liczyć na pomoc swego nad wyraz wyrośniętego młodszego kuzyna i jego popleczników. Swoją drogą… Coś sporo osób ląduje w tajemniczych okolicznościach w wodach wokół Gotham nieprawdaż?

Superman jest ucieleśnieniem wszelkich pozytywnych cech. Brak w nich przebiegłości, podejrzliwości i chłodnej kalkulacji, które charakterystyczne są dla Batmana. Gdy więc tylko pod jego opiekę trafia młodociana kuzynka, rozpościera nad nią ochronny woal, wbrew swej wieloletniej przyjaciółce Dianie i mimo sceptycyzmu Mrocznego Rycerza. Ta pierwsze zresztą wcale nie ustępuje Kalowi, zabierając dziewczę na Rajską Wyspę, aby pokazać jej żywot prawdziwie walecznych kobiet.

Michael Turner wyraźnie odmłodził tytułową bohaterkę. Kuzynka Supermana mogłaby bez trudu wtopić się w tłum rówieśników i jedynie uroda godna córy Kryptona wyróżniałaby ją ponad przeciętność tłumu. Właściwie styl, jakim operuje artysta, jest dosyć charakterystyczny i nie tylko ona wygląda w nim korzystnie. Nawet Darkseid prezentuje się mniej topornie, nieco mniej muskularny niż zazwyczaj. Również Batman ulega lekkiej metamorfozie, w swojej pelerynie wydając się bardziej smukły i płynny. Nawet w pełnym świetle nie jest tu człowiekiem odzianym w czerń, a jakby elementem cienia. Kreska McGuinnessa była bardzo dobra, ale nie musimy się martwić, że w drugim tomie jego miejsce zajął przypadkowy dyletant, Turner ma bowiem wiele do pokazania.

Supergirl to historia mniej skupiona wokół głównego duetu, co może wzbudzać pewien dysonans. Wrogowie publiczni to dzieło świetnie zbalansowane, podzielone na dwie wyraziste narracje. Tutaj rola panów się rozmywa, skradziona przez Karę i Wonder Woman i nieco przez siły Darkseida. Nie odrzucałbym jednak tej opowieści od razu. Mnie istotna rola naczelnych ikon DC pozwala rozwinąć skrzydła nieco zapomnianej w tym czasie Supergirl i dać jej szansę na dobry start. Jeph Loeb pokazuje tu swoją wszechstronność i jeśli ktoś nie posiada egzemplarza od Egmontu, koniecznie musi sięgnąć po tę pozycję.