Liga Sprawiedliwości. Niekończąca się walka. Tom 4

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Nie jestem fanem tej serii. Pierwsze numery zraziły mnie na tyle, że odpuściłem sobie czytanie kolejnych. Nie byłem przekonany do sięgnięcia po ten komiks. Nakłoniły mnie do tego pozytywne opinie dotyczące pierwszej historii rozgrywającej się na łamach czwartego tomu. Czy faktycznie nastąpiła poprawa?

„Niekończąca się walka” obejmuje aż 5 niepowiązanych ze sobą historii. Po lekturze odniosłem wrażenie, że ich zaogólnionym celem było pokazanie jakimi kozakami to nie są Jessica i Simon. Na samym początku zobrazowane są wątpliwości dwójki latarników odnośnie ich przydatności w szeregach Ligi Sprawiedliwych. Kolejno rozgrywane wątki tylko udowadniały, że tak nie jest. Dla fanów dwójki latarników mogło mieć to ręce i nogi. Nie zabrakło tutaj sukcesów tej dwójki. Niestety dla mnie był to mocno naciągany zabieg, który z początku jeszcze był okej, ale za drugim i trzecim razem przejadł się.

Ciapatość latarników, którą próbował scenarzysta obalić w tym komiksie miała swoje zalety. Jaką? Jest to rola Wonder Woman i Batmana, którzy zostali tutaj ukazani jako swego rodzaju opiekunowie początkujących bohaterów w szeregach JL. Batman jako autorytet, który wzbudza lęk u każdego. Natomiast Wonder Woman jako doświadczona matka, która chce dobrze dla swoich przyjaciół, lecz nie podaje im gotowego rozwiązania na tacy. Podobało mi się to.

Tak jak wspomniałem w poprzednim akapicie, w tomie czwartym mamy aż 5 historii. Część z nich była kiepska. Szczególnie wątek, gdzie do bazy Ligi Sprawiedliwych wkradła się obca forma życia pod postacią bakterii. Bardziej bezsensownej historii dawno nie czytałem.

W komiksie pojawiły się również całkiem niezłe historie. Pierwszą z nich był wątek zapętlonego czasu, gdzie główne skrzypce odgrywał Flash. Historia na prawdę była całkiem niezła i z nieprzewidywalnym rozwiązaniem. Do tego pojawił się duet Batman-Flash, który pokochałem od czasu „Przypinka”, również wydanego przez Egmont. Bardzo podpasował mi również krótka historia, która była wstępem do aktualnie rozgrywających się wydarzeń na łamach serii „Aquaman”. Świetnie została tutaj rozpisana Mera. Scenarzysta udowodnił, że jest to silna kobieta z charakterem, która sama potrafi rozłożyć na łopatki każdego z członków JL.

Faktycznie, w 4 tomie Ligi Sprawiedliwych nastąpiła minimalna poprawa pod kątem jakości historii. Pojawiły się historie, które czytało się na prawdę dobrze i nie nudziły. Niestety nie zabrakło bezsensownych historii, które kolejny raz udowodniły, że „Liga Sprawiedliwych” nie należy do najmocniejszych pozycji ukazanych w DC Rebirth. Jeśli liczyliście na poprawę, nastąpiła ona. Jeśli natomiast liczyliście na swojego rodzaju cud, będziecie zawiedzeni.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.

Recenzje pozostałych komiksów wydanych w ramach DC Odrodzenie.