Kaznodzieja tom 5

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Po burzliwym czwarty tomie wielebny Jesse Custer kontynuuje swą podróż w poszukiwaniu Boga. Po ostatnich wydarzeniach zostaje sam, bez swojej ukochanej i towarzysza, a okoliczności przeżycia przez niego upadku z ogromnej wysokości wprost na pustynię nie są do końca jasne. Czy bez wsparcia ukochanej Tulip i do pewnego momentu pomocnego, acz mocno kłopotliwego wampira Cassidy’ego tytułowy bohater będzie kontynuował swą podróż? A może na drodze pojawi się ktoś, kto sprawi, że jego misja odejdzie w cień?

Custer przybywa do prowincjonalnego miasteczka o wymownej nazwie Salvation, posiadającego wiele stereotypowych cech prowincjonalnych miejscowości USA. Nieco prości tubylcy, lekkie podejście do egzekwowania prawa przez lokalne władze i życie społeczne skupione wokół baru Prędko udaje mu się uzyskać znaczący status w lokalnej społeczności, co nie podoba się pewnemu wpływowemu biznesmenowi, o którym więcej za chwilę. Ameryka według Ennisa w pigułce, czego najlepszym podsumowaniem tego jest audycja radiowa, w której przedstawiciele lewej i prawej strony wykłócają się o swe racje, a w której trakcie Custer bierze na stopa różnorakie persony, którym daleko do normalności. Jej finał jest zaiste powalający i rozstrzygający dla obu stron.

Piąty tom stanowi też pojednanie z rodziną, pomijając rzecz jasna szczęśliwie martwych od pierwszego tomu demoniczną babkę i jej pomagierów. Garth Ennis przedstawia nam wojenną opowieść przyjaciela Custera seniora, który podczas wojny w Wietnamie okazał się prawdziwym herosem. Konflikt ten wielokrotnie przerabiany przez popkulturę tutaj przedstawiony jest w sposób mnie patetyczny, posiadający pewien etos żołnierza, lecz bez uczucia, że główny bohater bardziej przypomina Kapitana Ameryką czy Supermana niż realnego wojaka. To jednak niejedyna okazja do kontaktów z dawno niewidzianymi i teoretycznie nieżyjącymi bliskimi.

SPOILER ALERT: Działania Cassidy’ego wobec Tulip po rzekomej śmierci wielebnego Custera były podłe. I można by usprawiedliwić irlandzkiego wampira tym, że był pewien, iż Jesse nie żyje, lecz dalsze jego zachowanie wobec ukochanej swego przyjaciela go pogrąża. Krwiopijca o twarzy lekkoducha i pijaczka okazuje się personą toksyczną, okrutną i dominującą, skłonną do manipulacji i szykan. Nie sposób więc nie stracić do niego sympatii.

Fani serialowego Kaznodziei pewnie znają już Odina Quincannona. Osobnika o podłej fizjonomii i jeszcze podlejszej osobowości, właściciela lokalnej przetwórni mięsnej. Obrzydliwy i odpychający dyrektor nie stanowi zagrożenia na miarę Herr Starra czy Świętego Od Morderców, lecz nawet drobny łotrzyk przyparty do muru stanowi ogromne zagrożenie. Nie pozbawiony jest jednak pewnej namiętności, sprawiającej, że zacząłem rozumieć jaroszy. Główny bohater spotyka też kogoś niezwykłego, kto mógłby zatrzymać go na chwilę i przypomina sobie coś, co zadecyduje o dalszych krokach w dojściu do naczelnego celu rozliczenia samego Boga.

Piąty tom Kaznodziei to kwintesencja tego, co wspólnie stworzyli Ennis i Dillon. Obrazoburcze, groteskowe pomysły na granicy dobrego smaku, bezpośredni humor i cechy powieści drogi z nostalgicznym wręcz spojrzeniem na dziedzictwo południa Ameryki. Egmont oferuje coraz więcej tytułów imprintu Vertigo i bez cienia wątpliwości za jeden z najlepszych uznałbym Kaznodzieję. Fanów Ennisa zapewne ucieszy fakt, że wydawnictwo zamierza również wydać u nas run Hallblazera jego autorstwa, obok runu równie znakomitego Briana Azzarello.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.