WKKDC #56 – JLA: Amerykańska Liga Sprawiedliwości – Pragnienie sprawiedliwości

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Całkiem niedawno Egmont wydał u nas Nieskończony Kryzys, a już zapowiedział kolejny istotny etap w uniwersum DC Final Crisis. Tymczasem w ramach WKKDC otrzymaliśmy historię, która co prawda zdarzyła się już po nim, lecz znacznie bliżej jej do mniej widowiskowego, lecz znacznie bardziej ambitnego Kryzysu tożsamości. Mowa tu o Pragnieniu sprawiedliwości. I niech nie zwiedzie was nieco zbyt podniosły tytuł- ta historia to coś więcej niż kolejny superbohaterska szamotanina z tuzinami bohaterów. James Robinson przedstawia historię, w której herosi przekraczają granice praworządności, a wewnętrzny żal pokonuje sumienie.

Działalność superbohaterów uzależniona jest od działania ich przeciwników. Bo czy Superman wlatuje do wieżowca Luthora, aby profilaktycznie go oklepać bądź czy Batman zagląda do Arkham i nie urządza w celi Jokera sparingu? Częściej zdarza się, że to ci źli wymuszają reakcję peleryniarzy. Po trzech wielkich kryzysach i wielu pomniejszych dotkliwych incydentach kilkoro herosów ma dość samowolki łotrów i nieco przestarzałego kodeksu Ligi Sprawiedliwości i sojuszników. Na ich czele stoją dwaj panowie w zieleni- Green Lantern i Green Arrow. Obaj planują profilaktycznie zapobiegać działaniom swych przeciwników, bez oczekiwania aż łaskawie wywołają kolejną tragedię. Czy jednak ich taktyka kontrataku będzie działać? I przede wszystkim- czy przy ich całej frustracji i żalu zdołają oni zachować hamulce moralne?

Postacią wyróżniającą się aktywnością jest Atom. Ray Palmer po wydarzeniach z Kryzysu tożsamości i śmierci ważnych dla niego osób zaczął gustować w dość skrajnych metodach stosowanych wobec przestępców. Nie on jedyny pragnie zrobić im najdelikatniej mówiąc, krzywdę. Pokaźnych rozmiarów Kongoryl i jeden ze Starman/ Mikaal Tomas również nie chcą zamknąć ich jedynie do celi i poddać resocjalizacji. Jednak to nie wszyscy przedstawiciele samozwańczych stróżów prawa, którzy chcieliby nieco mocniej dać się we znaki nieustannie powracającym kryminalistom. A przyda się każda para rąk, gdyż przeciwnik jest naprawdę wymagającym graczem.

Naczelnym antagonistą jest tu Prometeusz. Postać wówczas uważana za drugo- a nawet trzecioligowego badassa, co na nieszczęście herosów okazało się błędnym założeniem. Wyobraźcie bowiem sobie Batmana, który przeszedł na ciemną stronę. Z jego całym intelektem, gadżetami i znajomością słabości swoich kolegów i koleżanek po fachu. W takiej sytuacji wydaje się, że cała JL nie jest przeszkodą. Mimo więc fioletowego kostiumu stylizowanego na baśniowego rycerzyka Prometeusz to osobnik naprawdę niebezpieczny, o silnych motywacjach i starannie ułożonym planie działania.

Komiksy z superbohaterami często mają pecha trafić w ręce przeciętnych rysowników. Mauro Cascioli’ego jednak bym do nich nie zaliczył. Od początku buduje on napięcie, gdy Hal Jordan ogłasza swą dezaprobatę wobec miękkich i tymczasowych metod Ligi Sprawiedliwości. Dalej jest jeszcze lepiej. Nie zmieniając barwnych kostiumów i wyidealizowanych sylwetek herosów wprowadza sporo mroku, czasami wręcz szokując. Plusem jest też ogromna dynamika komiksu. W historiach w dużą ilością postaci ciężko niekiedy nad nimi zapanować tutaj zaś wszyscy zdają się idealnie na swoim miejscu, wkraczając na scenę w odpowiednich na to aktach.

Pięćdziesiąty szósty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics pokazuje, że seria wydawnicza od Eaglemoss ma ogromny potencjał i naprawdę ciesze się, że została ona przedłużona. Powyższy tytuł nie przewija się w rankingach największych portali komiksowych, ale zasługuje na uwagę i honory godne największych sztosów. Swoisty spadek po Kryzysie tożsamości w nieco bardziej kameralny sposób ukazuje prawdziwe bolączki herosów, bez przerysowanej dramaturgii i punktów przełomu definiujących na nowo całe uniwersum. Dowód na to, że nie trzeba Trójcy, aby opowieść z DC byłą znakomita.