Old Lady Harley # 1

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Staruszek Logan był tytułem bodaj najbardziej oczekiwanych przeze mnie w całym ogromnie WKKM. Klimat postapokalipsty, w którym herosi zostali niemal co do sztuki wymieceni z powierzchni ziemi i krwawa łaźnia, której autorem mógł być tylko mutant z adamantowymi szponami. To wszystko czyniło ten komiks wyjątkowym. DC i Marvel przez lata dawali sobie liczne kuksańce- a to w świecie Supermana pojawiała się grupa dziwnie podobna do Avengers, a to z kolei herosi Domu Pomysłów walczyli z teamem przypominającym Ligę Sprawiedliwości, że nie wspomnę bliźniaczych postaciach i Amalgam Comics. Gdy pojawiły się zapowiedzi Old Lady Harley, nieco się jednak zbulwersowałem. Była narzeczona Jokera to postać zupełnie odmienna od Logana, tym bardziej w jego bodaj najbardziej ponurej wersji. Pozory jednak mylą i wszystko wskazuje na to, że Harley w wydaniu emerytalno- postapokaloptycznym ma do pokazania coś więcej niż ciągłe żarciki.

Old Lady Harley humorem przypomina regularną serię z jej przygodami. Pojawia się nawet postać Red Toola, a wszystkie gagi mają oparcie w tych samych punktach. Mamy więc sporo rzeźni, która nie zniesmacza, ale i nie jest subtelna czy wyszukana. Motyw z Pingwinem i Azraelem to ciekawe, wymagające jeszcze rozwinięcia motywy, które już pobudzają apetyt na dalsze zeszyty.

Widać również inspirację nie tylko dziełem Millara i McNiverna, a klasyką gatunku postapo- Mad Maxem. A nawet surrealistyczną Mechaniczną Pomarańczą. Autorzy wręcz zalewają nas nawiązaniami do popkultury, co miejscami nawet wydawać się mogą dla niektórych przesadne, choć po cichu przyznam, że takie odniesienia do kultury masowej zawsze mnie cieszą.

Jak prezentuje się staruszka Quinn? Wygląd Harley jest dość dieselpunkowy, o wiele bardziej ostry i brudny od nasyconego seksapilem, nieco cukierkowym klasycznym wyglądem. Mimo lat Harley jest jednak dość dziarską kobietą, z kolei Red Tool stał się jeszcze większym cudakiem niż przedtem. Realia przedstawione w komiksie są zabawą konwencjami, nawiązaniami do wspomnianych dzieł, ich szaloną mieszanką. Zakończenie będzie ogromną radością dla Batmana, lecz nie Batmana/ Wayne’a…

Pierwszy zeszyt Old Lady Harley jest czymś dużo lepszym, niż się spodziewałem. Oczekiwałem bowiem ciągłym kpin ze Staruszka Logana, błazenady z tego mrocznego i brutalnego dzieła. Frank Tieri postawił na inny czynnik napędowy, który może uczynić z tego tytułu naprawdę ciekawą pozycję, rozwijającą znacznie postać Harley.