WKKDC #58 – Green Arrow/ Green Lantern: Włóczęga bohaterów

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Restart znany pod nazwą New 52! miał wielu przeciwników od początku swego istnienia. Koronnym argumentem przeciw niemu było porzucenie pewnych stałych, które przez lata nadawały charakter uniwersum. Jedną z nich były relacje między bohaterami, w tym solidne i ugruntowane przyjaźnie. Superman i Batman. Hawkman i Atom. I wreszcie Green Arrow i Green Lantern. Panów zdaje się łączyć tylko zielony kolor a dzielić wiele, choćby skala zdolności. Przed nie do końca przemyślanym restartem była jednak inaczej. Oliver Queen i Hal Jordan byli niemal jak bracia. Swoiste bromance. Jedną z najlepszych historii ukazujących ich przyjaźń jest Green Arrow/ Green Lantern: Włóczęga bohaterów.

Gdy mówimy o wizerunku współczesnego komiksu, za kamienie milowe dla niego podaje się Strażników, Powrót Mrocznego Rycerza i inne pozycje, które zrywały z wizerunkiem egzaltowanego herosa, pełnego cnót i doskonałości. Nie tylko jednak Alan Moore i Frank Miller przyczynili się do rozwoju wizerunku superbohatera. Nie tak dawno w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics dostaliśmy Kontrakt Judasza. Teraz Dennis O”Neill w swoim komiksie prowadząc odzianych w zieleń herosów przez USA, wyraźnie pokazuje czytelnikowi problemy trapiące świat wówczas i niestety trwające do dziś. Przestępczość, rasizm, narkotyki to sprawy, które zdają się być zbyt przyziemne dla członków JL, którym na głowie często spoczywa równowaga całego uniwersum. Istotny też jest wątek Black Canary, która choć ustępuje miejsca swemu ukochanemu i jego przyjacielowi to ma wiele do przekazania swoim występem.

Rysunki sprzed dekad nie są łatwe w odbiorze. Sam osobiście nie jestem wielkim fanem kultowego Jacka Kirby’ego, choć cenię jego wkład w rozwój przemysłu komiksowego. Inna sprawa jest jednak z Nealem Adamsem. Człowiek ten wyprzedzał swe czasy o dobrych kilka dekad, a i jego bardziej współczesne prace mogą zawstydzić dużo młodszych kolegów po fachu. Adams nie boi się eksperymentować z kadrami, dowodem tego może być kolaż prezentujący związek Arrowa i Canary. Również cienie, jakie nakłada, są dalekie od tego co modne było w roku 1970.

Eaglemoss straciło nieco w moich oczach ilością sporą ilością dubli, które choć nielicznie pojawią się nawet w przedłużeniu kolekcji. Nie można jednak odmówić wydawnictwu, iż tytuły pojawiające się w ramach Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics są pozycjami niegodnymi poznania. Green Arrow/ Green Lantern: Włóczęga bohaterów doczekała się nawet swoistego przypomnienia po latach w ramach Odrodzenia, co jasno pokazuje jakiej rangi to historia. Może jestem lekkim ignorantem, ale w komiksy z lat 70 nie cieszą się moją estymą tak, jak te bardziej współczesne. Pięćdziesiąty ósmy tom WKKDC stanowi naprawdę chwalebny wyjątek i żałuję, że obaj panowie tak rzadko pojawiają się u nas. Powieść drogi, dramat społeczny, fabularny przekładaniem z dwoma nieco odmiennymi osobowościami- to wszystko znajdziecie tutaj. Końcówka pierwszej części kolekcji Eaglemoss to naprawdę zbiór rarytasów.