Ex machina tom 1 i 2

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Nie umilkły jeszcze echa wyborów samorządowych, a już politycy ostrzą kły na kolejne elekcje- parlamentarną i prezydencką. Większość kandydatów to postaci dość rozmyte, bez wyrazu. Niedopasowane do sylwetki garnitury, twarze niecechujące się szlachetnością i populistyczne obietnice to cechy naczelne naszej sceny politycznej. Na szczęście są jeszcze realia fikcyjne, gdzie politycy może i są podli, ale mają charakter. Główny bohater opowieści Briana K. Vaughana i Tonny’ego Harrisa pełni funkcję polityczną nieco z przypadku, podobnie, jak miało to miejsce z jego karierą superbohaterską, ale nie można mu odmówić indywidualizmu i w podejściu do wykonywanych profesji. No i czego nie można powiedzieć o większości prawdziwych polityków- cechuje go pewien kręgosłup moralny, przynajmniej w dwóch pierwszych tomach pięcioczęściowej serii.

Potężna Machina to alter ego niejakiego Mitchella Hundreda, inżyniera, który w wyniku wypadku nabył zdolność komunikacji z maszynami. Od skomplikowanej mechaniki do prostych urządzeń. Może nie jest to moc równa Supermanowi, ale dzięki niej dokonuje czynu, który może wzbudzić podziw nawet u Człowieka ze Stali. Hundredowi udaje się ocalić jedną z wież WTC. Od tej pory staje się on ulubieńcem Nowego Jorku, co sprawnie wykorzystuje. Wygrywa bowiem w wyborach na burmistrza tego miasta i wówczas dostrzega, że służba herosa była zabawą w porównaniu z piastowaniem funkcji ważnego polityka.

Brian K. Vaughan przyzwyczaił nad do poruszania tematów, które często pomijane są w debacie publicznej. Mowa tu o problemach gospodarczych, zagrożeniu terroryzmem i podziałach społecznych. Pamiętajmy też, że komiks liczy już sobie kilka lat i powstał przed kadencjami Obamy i Trumpa. Realia po 11 września były okresem, którego reperkusje odczuwamy do dziś. Wojna z terroryzmem przybrała nieco inny charakter. Inny charakter mają też Stany Zjednoczone, a te w świecie Vaughana to dość ciekawa alternatywa wobec niezgrabnego boju Republikanów i Demokratów. Gorąco polecam przed lekturą zrobić sobie szybką powtórkę z najnowszej historii USA, a przy okazji obejrzeć inną, mroczniejszą nieco fikcję polityczną- serial House of Cards. Frank Underwood to w wielu aspektach przeciwieństwo Hundreda i warto poznać tę bardziej podłą twarz polityki Waszyngtonu.

Autor Sagi oprócz politycznych kwestii sporo miejsca zostawia superbohaterzeniu Hundreda. Zwyczajowo herosi wpadając w bandę oprychów, solidnie ich obijają, wychodząc z siniakami jedynie z potyczek z równymi sobie. Potężna Machina ma nieco gorzej. Jego oponentami nie są kosmici, wampiry czy superludzie wszelkiej innej maści. Hundred trafia na rozmaitych dziwaków, którzy w tym pokręceniu są naprawdę niebezpieczni. Jego zdolności często się przydają, ale ze względu na ich specyfikę utrudniają mu bezpośrednią konfrontację z przeciwnikiem. W warunkach bitewnych musi więc częściej polegać na intelekcie i sprycie niż sile swego futurystycznego oręża. W oddali zaczynają już jednak majaczyć inni ludzie o specjalnych umiejętnościach, nieco nawet powiązanych z tymi Mitchella.

Nowy Jork jest pięknym miastem. Oczywiście w innym sensie niż Kraków czy Paryż, lecz nie można mu odmówić uroku. Jest też niebywale ikoniczny. Kto jak kto, ale Jankesi potrafią się promować na świecie a Chrysler Building, Empire State Building czy Statua Wolności to nie tylko obiekty architektoniczne, a symbole ukazujące siłę metropolii nad rzeką Hudson. Tonny Harris wie o tym doskonale. Na jego planszach częstokroć pojawiają się kultowe miejsca, częściej jednak ustępujące nowojorskim ulicom, tak bardzo zwyczajnym, ale jednocześnie magicznym. Wręcz popkulturowym. Ex machina prezentuje się znakomicie też pod względem barw. W obu tomach wydanych dotąd przez Egmont odpowiada za nie Tom Feister, którego styl określiłbym jako niezwykle industrialny i elektroniczny. Brak w nim wyrazistych czerni, całość wydaje się wręcz nieco prześwietlona i zapewne słysząc o tych cechach, nie czułbym się zachęcony do poznania prac Feistera. Przy pracach Harrisa i narracji Vaughana takie techniki sprawdzają się znakomicie, potęgując specyfikę zdolności protagonisty i budząc pewno napięcie, związane z zagrożeniami bardziej skomplikowanymi od łotra okradającego bank.

Obecnie rynek komiksowy jest na tyle rozwinięty, iż można przebierać w pozycjach godnych poznania do woli. Ex machinę polecam tym, którym nieobca jest scena polityczna (zwłaszcza USA) i preferują superbohaterów w nieco mniej oklepanym wydaniu. Potężna Machina swobodnie mógłby działać w uniwersum Marvela czy DC, wszak przebierający się za nietoperza bogacz jest gwiazdą, to czemu i nie mógłby nim być burmistrz NY? Realizm, solidne political fiction i hołd w stronę komiksowego świata- jakże mógłbym nie rekomendować czegoś tak cudownego?

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.