Suicide Squad – Oddział Samobójców – Płonąca baza. Tom 3

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Suicide Squad zawsze urzekał mnie niebanalnymi i krwawymi historiami oraz przepełnieniem każdej historii czarnym humorem. Znużenie odczułem przy starcie Odrodzenia. Kolejne historię coraz bardziej mnie nużyły i zmuszały do zwyczajnego stronicowania bez zagłębiania się w treść. Poprzednia historia, która przywróciła do uniwersum Zoda oderwała mnie od tego zwyczaju. Czy tak też było teraz?

Historia zaczyna się na prawdę nieźle. Powraca Rustam ze złożonym planem zamordowania Waller. W międzyczasie tytułowa drużyna zostaje przejęta przez nową naczelnik, Waller otrzymuje śmiertelny postrzał z rąk nieznajomego oprawcy, a w szeregach SS kryje się szpieg. To wszystko na samym początku historii! Prawda, że dużo? Tym razem Rob Williams nie oszczędzał czytelnika.

Błyskawiczne tempo akcji przypomniało mi ostatnio oglądany film – „Narodziny Gwiazdy”. Produkcja podobnie na samym początku otrzymała zaskakująco szybki rozwój akcji, co okazało się ogromnym błędem w wyniku którego dalszą część filmu ciągnęła się nudno i niemiłosiernie. Podobne obawy miałem wobec 3 tomu Suicide Squad. Na całe szczęście niepotrzebnie. Williams bardzo dobrze kieruje akcją, celowo zmylając czytelnika pewnymi podpowiedziami, aby na sam koniec doszło do zaskakującego finału.

Przez historię przewinęło się kilkunastu bohaterów, ale szczególna uwaga należy się Rustamowi. Po raz pierwszy, od bardzo dawna, mogli zobaczyć go podczas eventu „Justice League vs Suicide Squad”. Tamtejsza kreacja przedstawiła go jako niewyróżniającego kryminalistę z urazą do Waller. Tamtejszy występ możemy potraktować jako wstęp, ponieważ w tej historii jest go znacznie więcej, a scenarzysta pozwala nam go ujrzeć od strony poważnego dowódcy idącego po trupach do celu.

Prócz głównego dania otrzymujemy jeszcze deser w postaci jednoczęściowej historii, w której tytułowi kryminaliści muszą odbić polityka. Misja komplikuje się, bowiem ów człek chroniony jest przez inną drużynę. Historia niestety nie jest niczym specjalnym, a wspomniana wroga drużyna jest typowym zapychaczem na jeden raz. Jedyną zaletą historii jest gościnny występ pewnej postaci mocno związanej z Green Arrowem.

Za rysunki głównej historii odpowiada dwóch artystów: John Romita Jr. oraz Eddy Barrows. Ich prace wzajemnie się uzupełniają, a style odróżnicie gołym okiem. Nie jestem fanem talentu Romity. Co prawda jego rysunki oddają ekspresje, lecz postacie są dla mnie zbyt kanciaste. Zdecydowanie wolę dzieła Barrowsa, którego rysunki są ucztą dla oczu.

„Suicide Squad: Płonąca Baza” jest zdecydowanie pozycją wartą polecenia. Akcji jest bardzo dużo od pierwszych stron i nie brakuje jej do samego końca. Historia niejednokrotnie okazała się zaskakująca, a jej finał wywróci do góry nogami Wasze przewidywania. Na nowo odzyskałem zainteresowanie historiami Suicide Squad. Mam ogromną nadzieję, że utrzyma się to przy kolejnych numerach.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.

Recenzje pozostałych komiksów wydanych w ramach DC Odrodzenie.