100 naboi – kryminał, teoria spiskowa i tajemnicze walizki

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Wydawnictwo Egmont jest obecnie największym wydawcą komiksów w Polsce. Można pogubić się w ich poszczególnych liniach wydawniczych, nie mówiąc już o poszczególnych seriach. Sporo tytułów to rzecz jasna superbohaterowie z obu biegunów, ale też i pomniejszych wydawnictw. Najciekawsze są jednak te, w których brak ludzi w kostiumach. Jednym z nich jest 100 naboi Briana Azzarello i Eduardo Risso. Mroczny kryminał poruszający zarówno problematykę kryminalnych nizin, jak i ludzi kontrolujących politykę i biznes.

Walizka, pistolet i sto naboi…

O 100 nabojach usłyszałem na długo przed wydaniem ich przez Egmont. Już wtedy koncepcja Briana Azzarello mnie zaciekawiła. Oto niepewien niemłody już dżentelmen w garniturze odwiedza częstokroć życiowych wykolejeńców, ofiarowując im walizki z niezwykłą zawartością. Mianowicie z absolutnie niewykrywalnym pistoletem, setką pocisków do niego i aktami, pozwalającymi dokonać zemsty na tych, którzy doprowadzili nieszczęśnika do jego podłego stanu. Idea samosądu w pigułce, być może nawet marzenie tysięcy osób na świecie. Jednak pomiędzy kolejnymi wykolejeńcami pojawiają się ludzie, którzy tylko z pozoru wydają się nieudacznikami. Z kolejnymi historiami Azzarello odsłania prawdziwe motywacje agenta Gravesa, wokół którego krąży niemniej tajemniczy Shepherd. Jakie są motywy Gravesa? I kim on tak naprawdę jest?

Rodzinne wartości

Teorie spiskowe, szczególnie te polityczne, to zawsze coś ciekawego. USA mają swoje domniemania na temat śmierci JFK i 9/11. U nas są wypływające teczki UB i niejasne okoliczności katastrofy Smoleńskiej. Brian Azzarello sięga po koncepcję intrygi, mówiącą iż USA, a nawet światem rządzi wąska grupa. Konkretniej trzynaście rodów, których geneanologia sięga jeszcze Starego Kontnentu. Trzynaście familii dysponuje niesłychaną potęgą, lecz nad równowagą sił czuwają Minutmani. Pewnego dnia jednak Trust, bo tak zwie się ów rodzinny kombinat władzy, pojął przez pewne wydarzenia, że Minutmeni stanowią dla nich zagrożenie. Próba pozbycia się niewygodnych, nader indywidualistycznych cyngli skończyła się jedynie zamiecieniem sprawy pod dywan. Swoistym zaprószeniem pożaru, który rozpalił się na nowo po kilku latach .

Twardzi mężczyźn…

Czytaliście Jokera lub Luthora? Jeśli tak, to z pewnością zauważyliście, że Azzarello ma talent do tworzenia postaci. Nawet jeśli posiadają ogromny bagaż historyczny. Bohaterowie 100 naboi to autorskie koncepcje scenarzysty, uszyte i skrojone idealnie na kryminalną modłę. Pierwsze skrzypce gra tu agent Graves, czyli wspomniany wyżej walizkowy filantrop. Szybko jednak przekonujemy się, że jest on ledwie ułamkiem czegoś większego. Graves to lider zespołu nazywanego Minutmenami. Ludzi, będących od wieków cynglami Trustu, posiadających szerokie umiejętności. Nie tylko te związanie z subtelnymi egzekucjami. Jednym z nich jest Lono. Hawajczyk o budowie zapaśnika i psychice zabójcy. Dziki, brutalny, będący zagrożeniem zarówno dla swoich przeciwników, jak i sojuszników. Kolejnym wartym wymienienia jest Cole Burns. Skrajnie różny od Lono, czarujący, elegancki, charyzmatyczny. Przy tym równie zabójczy i mniej nieprzewidywalny. Nieco mniej wyróżniający się Willie z kolei również stanowi asa w talii Gravesa. Tajemnicze wydarzenia w Atlantic City zamieszały w szeregach Minutmanów. A motyw z ich uśpieniem żywo przypomina te w powieści szpiegowskich. Szarą eminencją jest Shepherd. Silnie powiązany z obiema stronami konfliktu, sprawiający wrażenia jakby stał ponad całą grą między Gravesem i jego ludźmi a Trustem. I na sam koniec, aby zachować pewną równowagę- Augusto Medici. Człowiek z wizją. Wizją władzy i samego siebie. Dumnie brzmiące imię nie jest nadane mu bez powodu. Dostrzega pęknięcia w strukturze Trustu i pragnie, aby zachował spójność. A czyż nie najlepszym gwarantem tego jest silny i zdecydowany przywódca, niekalający sobie rąk demokracją w nieco wręcz arystokratycznym wydaniu?

… piękne kobiety

100 naboi to nie tylko twardziele ze spluwami. Gdyby nie Megan Dietrich czy Dizzy seria wiele by straciła. Pierwsza z nich. Famme fatale o blond włosach, dziedziczka jednej z rodzin Trustu, epatująca seksapilem i wodząca za nos mężczyzn. Antagonistka miejscami groźniejsza od głównego „złego” Augustusa Mediciego Postać naprawdę godna własnej serii. Dizzy Cordova to córka latynoskich slumsów. Realia, w jakich się wychowała znalazły by odzwierciedlenie i w naszych warunkach. Bo czyż czarne getta z USA są tak bardzo różne od co bardziej niebezpiecznych blokowisk w polskich miastach? Zamiast poddać się nurtom losu dziewczyna podąża za Gravesem i Shepherdem. Wyrwanie się z mało perspektywicznego środowiska to jednak dopiero początek jej przygody w wojnie między Trustem i ich niegdysiejszym zbrojnym ramieniem. I na sam koniec Echo Memoria. Dziewczę o intrygującym imieniu, zdecydowanie jednak ustępujące poprzedniczkom. O niej jednak polecam poczytać w serii na własną rękę.

Cienie

Eduardo Risso to wyjątkowy, rozpoznawalny twórca, doskonale czujący się w kryminałach noir. Jednak 100 naboi takim typowym noir nie jest. Są charakterystyczne cienie, ujęcia postaci i motywy gatunkowe, lecz obok nich pojawiają się uliczne wręcz obrazy. Latynoskie czy czarne gangi to nieco inny świat, daleki od salonów rodzin Trustu, lecz współgrający z nimi doskonale. Seria ta jest skierowana dla dorosłych nie tylko ze względu na sporą dawkę przemocy, ale i wysmakowaną erotykę. Wszystko spowite jest w stosowny mrok, jednak wymowne kadry, jakimi raczy nas od czasu do czasu Risso, mówią więcej, niż rozkładówki z pism dla panów.

100 naboi z historii o tajemniczym starszym panu, rozdającym równie tajemnicze walizki przeradza się w sensacyjną historię z gigantyczną organizacją i teoriami spiskowymi w tle. Niebawem finał serii i jeśli jeszcze nie sięgnęliście po tę serię, to radzę nadrobić zaległości. Pewne rzeczy nie ulegają upływowi czasu. Pewne rzeczy są niezmienne, a komiks jak ten Briana Azzarello i Eduardo Risso są wręcz nieśmiertelne.