Batman Metal tom 1: Mroczny Świat

Start „Odrodzenia” był dość odważnym krokiem Egmontu. Niemal jednocześnie wystartowało wtedy wiele serii, część z nich opowiadająca przygody herosów mniej u nas widywanych. Na tegorocznym Pyrkonie dowiedzieliśmy się, że część z nich zapewne nie będzie niestety kontynuowana. Na otarcie łez mamy jednak zapowiedzi imprintu „DC Black Label” oraz ważniejsze świeże eventy jak „Metal”. Pierwszy jego tom, czyli Batman Metal: Mroczny Świat” właśnie się ukazał i od razu zrobił na mnie spore wrażenie.

Oprócz głównej serii „Metal” pojawiają się też pojedyncze zeszyty z udziałem między innymi Nightwinga i Green Arrowa. W ten sposób nie dostajemy jedynie surowej opowieści, ale widzimy szerszy kontekst wydarzeń. Scott Snyder i pozostali twórcy przedstawiają motywację Barbatosa i jego popleczników i ich działania, które spotykają się z twardym sprzeciwem herosów DC. Zanim to jednak następuje, Snyder buduje odpowiednią atmosferę, oscylującą na granicy grozy. Bo czy widząc Batmana, który się śmieje, nie odczuwacie lekkiego dreszczyku niepokoju?

Batman jest dość szczególną postacią w świecie DC. Swoim charakterem stworzył legendę, dzięki której wychodzi poza ramy swego wydawnictwa. Twierdzę nawet, że bez trudu mógłby istnieć bez Ligi Sprawiedliwości i całej superbohaterskiej braci. Dlatego też umieszczenie go w centralnej części osi fabularnej i rozwinięcie pozornie nieistotnych na dłuższą metę wątków z czasów jeszcze sprzed „Flashpointu” to celny strzał. Cenię Supermana i Wonder Woman, a i pozostali członkowie JL są postaciami zasługującymi na swój czas, ale żaden z nich nie jest na tyle elastyczny, by występować w crossoverach z postaciami z zupełnie innych uniwersów, także spoza DC. Batman to ikona. Może w powszechnej świadomości pelerynka i loczek Kal-ela są bardziej rozpoznawalne, ale wśród fanów komiksu i ludzi zainteresowanych popkulturą to Obrońca Gotham przewyższa kolegę z Kryptona.

„Metal” może wydawać się kolejnym eventem na miarę trylogii Kryzysów. Jest jednak czymś nieco innym i mniej pompatycznym. Skala wydarzeń wykracza tu poza główne uniwersum i sięga nawet do nieznanego wcześniej Mrocznego Uniwersum, lecz bez piętrowych wątków fabularnych, z których większość jest niezrozumiała. Przy tym wszystkim Snyder hojnie czerpie z dziedzictwa wielkich przełomów i wprowadza zupełnie nowych złoczyńców, z których najwidoczniejszy jest coraz popularniejszy Batman, który się śmieje.

Dziś śmiech powoduje tłumaczenie IX epizodu Sagi Lucasa, ale pamiętam, że na komiksowych forach do niedawna podobną kpinę budził polski przekład „Dark Nights Metal” na „Batman Metal”. Po lekturze samego pierwszego tomu można jednak zrozumieć taki ruch Egmontu. Po pierwsze postacią, wokół której obraca się fabuła jest właśnie Mroczny Rycerz. Po drugie jest on w Polsce marką gwarantującą sukces komercyjny i tak naprawdę mało istotna zmiana nie czyni większej różnicy w odbiorze treści komiksu.

Dwa zeszyty głównej historii ilustruje Greg Capullo. Jego prace od razu obudziły we mnie sentyment za „Batmanem” z „Nowego DC Comics!”. Z klimatycznymi kolorami FCO Plascencia budzi skojarzenia z „Trybunałem Sów” i „Śmiercią Rodziny”. W przypadku zeszytu z Arrowa dostajemy wspaniałe kadry Juana Ferreyry, choć i Stiepan Sejic w „Suicide Squad” utrzymuje poziom kolegów. No i same mroczne wersje Batmana, o których nieco więcej dowiemy się w kolejnym tomie. Największą radochą jest jednak dla mnie nie to, co w komiksie, a co okrywa jego zawartość. Mowa tu połyskującej metalicznie okładce. Niby drobnostka, ale takie smaczki cieszą. Zwłaszcza u nas, gdzie varianty są rzadkością.

„Odrodzenie” zostało przez Egmont nieco ograniczone i większość serii zapewne nie będzie kontynuowana. Jeśli jednak wydawnictwo nie pominie takich pozycji jak „Metal”, to może wyjść to polskiemu czytelnikowi jedynie na dobre. Rodzimy rynek ma bowiem granice dużo ciaśniejsze niż amerykański czy zachodnioeuropejski, że nie wspomnę o wieloletnich zaległościach z oferty niemal każdego wydawnictwa. Kolejne pozycje pojawiające się powinny być więc wyważone, zwłaszcza że oprócz głównego świata DC Comics istnieje imprint Vertigo i wiele innych serii, których brak na polskim rynku byłby niezwykle odczuwalny.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.