Lobo: Portret Bękarta

Lobo Portret Bękarta

Ostatnimi czasy cieszącymi się największa sławą postaciami komiksowymi są Deadpool i Harley Quinn. Postaci co prawda zgoła różne. a na dodatek z konkurencyjnych wydawnictw, ale mające wspólny pierwiastek. Są napisane pół żartem, pół serio. Zdarza się im przełamać czwartą ścianę, a ich zachowanie nie stawia ich ani po stronie herosów, ani po stronie ich adwersarzy. Nim jednak narzeczona Jokera i Wade Wilson zdobyli tak ogromną popularność istniał ktoś inny, kto również buciorem przełamywał barierę z czytelnikiem. Kto w swoich czasach był jeszcze bardziej niepoprawny.

Lobo jest ostatnim synem swej planety. Nie uległa ona jednak zagładzie, a on sam jest bardziej jej bękartem, niż chwalebnym spadkobiercą. No i on sam odpowiada za masową śmierć, niemal wszystkich swych rodaków. “Portret Bękarta” to trzy znakomite historie z nieco zapomnianym antybohaterem, który swego czasu był naprawdę kultowy. Stworzony jako przeciwwaga, a zarazem parodia Wolverine zdobył szturmem rynek komiksowy lat 90.

“Ostatni Czernianin” to wypełniona wartka akcją i charakterystycznym dla Ważniaka humorem opowieść biograficzna. Fabułę przeplatają artykuły mówiące o wyczynach Lobo, którym daleko do szlachetności. A nawet do zwyczajnej, ludzkiej przyzwoitości. Lobo otrzymuje zadanie eskortowania jedynej ocalałej rodaczki przez pół galaktyki. Jako największy madafaker, a zarazem ktoś kto naraził się niemal każdemu, staje się obiektem do odstrzału dla wielu zaprawionych wojowników. Ale czy mogą oni cokolwiek zdziałać przeciw Lobo ?

Śmierć w komiksie jest dziś już jedynie przerywnikiem w ciągłości fabularnej. Z całą pewnością można natomiast powiedzieć, że Lobo nie zginie nigdy. I to nie dlatego, że posiadł tajemny sekret nieśmiertelności. Nikt w zaświatach, i to zarówno na górze, jak i na dole, nie ma zamiaru przyjąć psychopatycznego killera, udowadniającego, że da się zabić już zabitego i zbawionego/ potępionego, jeśli ten stanie mu na drodze. W “Lobo powraca” główny bohater odbywa podróż między światem żywych i umarłych kilkakrotnie. Za każdym razem zostawiając za sobą trupy, mniej lub bardziej żywotne.

Świąteczne wydanie Lobo nie należy do tych, w których bohater nagle odmienia się na czas świąteczny i niczym Ebenezer Scrooge kupuje indyki dla swoich podwładnych. W “Paramilitarnym wydaniu świątecznym ” Ważniak dostaje zlecenie na św. Mikołaja, a raczej Krisa “Miazgę” Zabawkowego potentata i dość szemranego typa. A dostaje je nie od byle kogo, bo od samego Zajączka Wielkanocnego. Preferującego raczej likier jajeczny, niż pisanki. Kolęda w wykonaniu Lobo to coś co długo gra w pamięci. 🙂

Humor Lobo jest subtelny jak uderzenie obuchem w potylicę. Seksistowskie, wulgarne i brutalne gagi są nieodłącznym elementem historii z Ważniakiem. Przyznam, że dziś Lobo nie śmieszy już tak bardzo jak kiedyś. I nawet nie chodzi o “suchość” tego co ma być śmieszne, a o niezrozumienie kontekstu. Znakomicie oddaje to inna historia- “Lobo kontra Maska”. A ten kto oglądał film z Jimem Carrey’ em wie, kim mniej więcej jest przeciwnik Lobo i jaką do jakiej specyfiki żartu trzeba się przygotować.

Rysunki SImona Bisley’a nie są przykładem poprawnego warsztatu, ale w tym tkwi ich urok. Powykręcana anatomia, niezwykle malowniczo prezentujące się oderwane kończyny i bebechy na wierzchu. I wyszczerzona gęba Ważniaka, który ze swym sadystycznym śmiechem udowadnia, że to nie jakiś tam Człowiek Ze Stali czy inny Mroczny Rycerz, a on sam, wydaje się być największym chojrakiem uniwersum DC.

I na sam koniec. Nie jestem wielkim sceptykiem ‘New 52!’, jednak to co działo się z Lobo w tym czasie prosi się o krwawą zemstę. Bo cóż to za zmiana ? Zniewieściały typek zamiast kosmicznego barbarusa ?! Jeśli miałbym wskazać jedną z największych bolączek ‘Nowego DC Comics!’ wskazałbym między innymi totalne zdruzgotanie wizerunku Ostatniego Czernianina. Kurdebele !

Jeszcze większe kurdebele wobec faktu, iż ani widu, ani słychu o tej postaci w ‘Rebirth’. Co prawda jest nadzieja, że powróci stary, dobry i jedyny słuszny Lobo, ale w równym stopniu istnieje ryzyko, że postać zostanie zapomniana. Lub co gorsza- powtórnie zmieniona.