Komiksy ze Starego Pudła #2: Superman – Time and Time Again!

Czytanie komiksów z Supermanem z przełomu lat 80. i 90. to naprawdę ciekawe doświadczenie. Przy tytułach o Człowieku ze Stali pracowali twórcy solidni, a może nawet genialni. Za dość będzie wymienić Johna Byrne’a i autorów dziś omawianej historii: Dana Jurgensa, Jerry’ego Ordway’a czy Rogera Sterna. Konsternacja pojawia się, gdy ktoś postanawia zebrać jakąś historię niezebraną w (i tak trudnym do znalezienia) wydaniu zbiorczym. Przez całe lata 90. Poszczególne historie ukazywały się w częściach na łamach trzech, a później czterech miesięczników, przez co na ciąg dalszy trzeba było czekać tylko tydzień, ale trzeba było śledzić wszystkie tytuły o Clarku Kencie.

            Dla przykładu części „Time and Time Again!” ukazały się w trzech numerach „The Adventures of Superman” i po dwóch z „Supermana” i „Action Comics”. Do tego każdy tytuł miał inny zespół kreatywny. Generuje to pewne problemy. Co ciekawe nie jest to ciągłość graficzna, tylko drobne nieścisłości fabularne.

            Scenariusz tej historii jest udany i raczej nieskomplikowany. Clark wplątuje się w walkę między Boosterem Goldem a strażnikiem czasu Linear Manem. Tajemnicza podróbka Cable’a z Marvela chce ściągnąć Boostera do jego epoki, aby uchronić strumień czasu przed zniszczeniem. Niestety w czasie walki Superman i Linear Man zostają wciągnięci do portalu czasoprzestrzennego, a ten pierwszy przez resztę opowieści błąka się po linii czasu odwiedzając między innymi Ziemię w XXXI wieku czy okupowaną przez Hitlerowców Warszawę.

            Fabuła jest poprowadzona bardzo dobrze. Brak tu dłużyzn czy niedopowiedzeń. Mój jedyny zarzut to pewna nieścisłość dotycząca głównego bohatera. Clark spędza kilka miesięcy w roku 1943 nim uświadamia sobie, ze może poprosić o pomoc Justice Society of America. Kilka numerów później ma on perfekcyjną wiedzę historyczną i potrafi co do stulecia określić swoje „położenie” analizując faunę i florę prehistorycznej Ziemi. Może Superman woli dinozaury od czołgów, ale dziwi mnie, że zapomniał o swoich kolegach po fachu z JSA. Nie bardzo działa według mnie Linear Man. To zwykła podróbka Cable’a. Jest cyborgiem, przybywa z przyszłości i ma ze sobą wielki karabin, a do tego jest antybohaterem. Okładka pierwszego zeszytu kreuje go na potężne zagrożenie, tymczasem pojawia się tylko w kilku momentach w całej historii. Może to i dobrze, bo sam w sobie nie jest zbyt ciekawy. Za to zmagania Supermana są świetną lekturą. W każdym zeszycie trafia do innej epoki, zamartwia się o dom i najbliższych, oraz próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

            Jak wspominałem, graficznie cała historia wypada spójnie. Grafiki cieszą oko, mimo, że po raz kolejny recenzuję zeszyty i kiepska jakość druku daje o sobie znać. Muszę tu pochwalić Jerry’ego Ordway’a, scenarzystę i rysownika moich ulubionych zeszytów z tej historii: „The Warsaw Ghetto” i „Camelot”. Fabularnie nie ma się tu do czego przyczepić, ale graficznie jego prace wypadają według mnie najlepiej w porównaniu z Jurgensem i Bobem McLeodem. Pochwalę tu przede wszystkim mimikę postaci i dobrze wyglądające sceny walk i zabawę światłocieniem. W zeszycie o Camelocie zdołał on nawet umieścić dwustronicową grafikę przedstawiających rycerzy walczących z demonami. Od okładek po ostatnie kadry jego zeszyty wyglądają zdumiewająco.

            Jeśli kogoś zainteresował koncept rodem z „Doctor Who”, ale z Supermanem, polecam sprawdzić stare pudła z komiksami TM-Semic. „Time and Time Again” ukazało się nad Wisłą w roku 1993 na łamach czterech numerów „Supermana”. Nie jest to raczej komiks wspominany przez czytelników tak jak wydane wcześniej „Człowiek ze Stali” i „Kryzys Szkarłatnego Kryptonitu”. Nie jestem jednak przekonany, że są one lepsze od omówionej tu historii. Wręcz przeciwnie; „Time and Time Again” to solidny komiks, który zawsze będę stawiał na równi z najlepszymi tytułami z Supermanem.