DMZ Strefa zdemilitaryzowana tom 1

Zapewne wielu akolitów DC Comics w ostatnim czasie nie wie co myśleć o zwolnieniu Dan DiDio i delikatnie mówiąc ogólnym bałaganie w uniwersum superbohaterów. Jedyne co nam pozostaje to czekać na rozwój wydarzeń. Na szczęście są jeszcze historie, które są ponadto. Do takich zaliczają się te wydane w ramach DC Vertigo/DC Black Label. Szczególnie warte uwagi są te wydane kilka lat temu jak „DMZ Strefa zdemilitaryzowana”. Wówczas DC oferowała znacznie więcej autorskich projektów, nieopartych wyłącznie na superbohaterskim gruncie. I nie ma wątpliwości, że komiks Briana Wooda to esencja tego imprintu.

Manhattan kojarzony jest ze światowym centrum biznesu i kultury. Drapaczami chmur, wielokulturowością i nieustannym miejskim zgiełkiem. W komiksie Briana Wooda „DMZ Strefa Zdemilitaryzowana tom 1” na szczególnie ludna wyspa to teren sporny dwóch zwalczających się stron wojny domowej, jaka wybuchła w USA. Po jednej stronie mamy rząd w Waszyngtonie, a po drugiej zbuntowanych obywateli, niezadowolonych z decyzji władz, kryjących się pod nazwą Wolnych Stanów. Kraj jest podzielony, a najbardziej gorącą strefą jest właśnie Manhattan. W sam środek wydarzeń trafia początkujący fotoreporter Matty Roth, który zrządzeniem losu zostaje jedynym dziennikarzem z ekipy. Brak doświadczenia od teraz jest jego najmniejszym problemem. Od teraz jest jedynym oknem na świat mieszkanców DMZ, dzięki któremu świat ma szansę poznać prawdę nieocenzurowana przez którąkolwiek stronę.

Od czasu powstania „DMZ Stefa Zdemilitaryzowana” minęło kilka lat, a wraz z nimi nastąpiło kilka zmian na płaszczyźnie publicznego przekazu. W pierwszym tomie nie zarejestrowałem drastycznych różnic choćby w kwestii streamingu czy mediów społecznościowych. Wood skupił się tu na społecznych i politycznych aspektach życia, przez co ewentualnie różnice technologiczne nie są widoczne. Poza tym pewne niedociągnięcia można zrzucić na karb działań wojennych i kryzysu z nimi związanego.

Nowojorczycy to twarda społeczność. Żyjąc w izolowanej, lecz i tak dobrze wyposażonej technicznie dzielnicy Nowego Jorku co prawda zdarza im się zejść na złą drogę, ale i organizować życie artystyczne czy aktywne lokale gastronomiczne. Nie spodziewajcie się jednak wielkomiejskiego klimatu. Niepewność i ciągłe zagrożenie sprawiają, że dawny blichtr odszedł w niepamięć. Wśród wielu złamanych i skorumpowanych jednostek są takie klejnoty jak Zee, która swoją działalnością wznosi się daleko nad zwyczajny wolontariat. Ona i pozostali mieszkańcy wyspy Manhattan to ofiary USA i Wolnych Stanów. Oba stronnictwa sięgają po brudne zagrywki jak snajperzy czy rozmaite wojenki podjazdowe, zbierające śmiertelne żniwo wśród cywili.

Przyznam, że nie śledzę wszystkiego, co wydawane jest u nas z głównego nurtu DC. Za to w kwestii DC Vertigo bądź jak widnieje na okładce DC Black Label, jestem na bieżąco. „DMZ Strefa zdemilitaryzowana” to z pewnością pozycja, która na stałe zagości w moim kalendarzu zakupów. Rebeliancki klimat, prawdziwa reporterska robota i przede wszystkim pomysł, który nie jest nadmiernie przedobrzony i trzyma się ram zdrowego rozsądku. Premiera kolejnego tomu zapowiedziana została na koniec kwietnia.