Aquaman vol. 4: Death of a King (The New 52)

Aquaman 4 Death of a King

Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć i nie inaczej jest z „Aquamanem” od Geoffa Johnsa. Choć seria poświęcona (już) Królowi Atlantydy była kontynuowana dalej, to jej czwarty tom stanowi zwieńczenie pewnego etapu historii Arthura. Tym samym Johns kończy swoją czteroletnią przygodę z Aquamanem i Merą, która to trwała już od „Blackest Night”. O czym traktuje „Death of a King”? Nareszcie dowiemy się tego, kto zatopił Atlantydę?

Aquaman nareszcie objął tron Atlantydy, jednak nie było czasu na celebrację zwycięstwa, gdyż od razu musi borykać się z konsekwencjami wojny, która wydarzyła się w „Aquaman: Throne of Atlantis”. Nie dość, że opinia publiczna na powierzchni uważa mieszkańców Atlantydy za potwory zdolne jedynie do brutalnych czynów, to część jego poddanych uważa, że to podejście Ocean Mastera było tym w jaki sposób powinno się „rozmawiać” z powierzchnią, niezadowolenie zostaje przekute na plan zamachu stanu. Na domiar złego nieodpowiedni ludzie zaczęli zbierać broń i technologię po która pozostała na brzegu i płytkich wodach, z największą organizacją dowodzoną przez niejakiego Scavengera, który ma wobec Atlantydy pewien nieznany jeszcze plan. Mimo wszystko największym problemem dla Aquamana jest fakt, że na Atlantydzie nie może towarzyszyć mu jego ukochana – Mera. Wynika to z faktu iż nie pochodzi ona z Atlantydy, lecz z Xebel, a pomiędzy oboma królestwami trwa stan zimnej wojny. Czy coś jeszcze może pójść nie tak? Arthur po przyjęciu obowiązków króla wysłał do wszystkich wodnych stworzeń telepatyczny sygnał zapewniający ich o tym, że nowy król siedmiu mórz chce bronić także ich. Sygnał ten dociera do kogoś kto o wielu setek lat spał i bardzo nie podoba mu się „uzurpowane” przez Aquamana miano.

Powiedzieć, że w „Death of a King” bardzo dużo się dzieje to jak nic nie powiedzieć. Jest to pierwszy tom, w którym jest nam dane zobaczyć Atlantydę od środka, a samo królestwo jest obok Aquamana i Mery trzecim głównym bohaterem tej opowieści. Dowiadujemy się sporo na temat struktury panowania i tego jakie instytucje działaj wewnątrz królestwa, a także poznajemy… gigantyczną inteligentną ośmiornicę stanowiącą jedną z linii obrony krainy. Ale przede wszystkim poznajemy historię Atlantydy. Co prawda, nie jest ona niezwykle rozbudowana (chodzi raptem o tylko dwa fragmenty), jednak jest niezwykle ważna dla losów zatopionej nacji. No i nareszcie doczekaliśmy się zapowiadanej odpowiedzi na pytanie o to w jaki sposób Atlantyda zatonęła.

Aquaman jako nowa osoba na dworze czuje się obco mimo władzy którą posiada. Jego doradca jest równocześnie zdrajcą którym sam gardzi, kobieta którą kocha nie może być u jego boku, a możliwe, że niedługo padnie ofiarą przewrotu. Johns świetnie pokazuje te wszystkie rozterki podwodnego dworu i jego zależności i robi to w bardzo wyrafinowany sposób – nie poprzez wielkie dymki z tekstem, a raczej milczenie głównego bohatera w chwilach w których powinien zabrać głos, a także emocji, które kierują nim inaczej niż podpowiadała by to logika

Kim jednak byłby bohater bez łotra z którym musi się zmierzyć. W pierwszym tomie Arthur mierzył się z hordą potwornych Głębinowców (tłumaczenie własne z braku oficjalnego J ), w drugim z Black Mantą, a w trzecim z Ocean Masterem, tak „Death of a King” ma aż trzech antagonistów: wspomnianego już wcześniej poszukiwacza pochodzącej z Atlantydy technologii – bezwzględnego Scavengera, rządzącego Xebel, z którego pochodzi Mera, króla Nereusa, który ma wspólną historię z wybranką króla Atlantydy, oraz przebudzonego Martwego Króla, który postrzega aktualnego monarchę za okupanta. Dlaczego tak jest musicie przekonać się sami podczas lektury, bo mam wrażenie że już powiedziałem za dużo. Jednakże z racji tego, że czwarty tom jest ostatnim, który napisał Geoff Johns, to pojawiają się też inni złoczyńcy z jego runu. Na wyciągnięciu Ocean Mastera z więzienia Belle Reve w którym przebywa koncentruje się jeden z pobocznych wątków historii (a także jeden inny istotny moment), pojawiają się artefakty na które polował Ocean Master a Głębinowce pojawiają się w bardzo nieoczekiwanej roli.

„Aquaman: Death of a King” to godne pożegnanie Geoffa Johnsa z postacią króla Atlandydy, jednak chciałoby się, żeby ta przygoda trwała jeszcze dłużej. I według pierwotnych planów to nie miał być koniec, gdyż zakończnie czwartego tomu zapowiada wydarzenia, które miały odbyć się w evencie „Rise of the Seven Seas”. Według informacji, które zaprezentowało nam DC miał być to crossover między seriami „Aquaman” oraz „Justice League” (tak jak „Aquaman: Throne of Atlantis”), który przedstawiłby nam to co stało się z innymi niż trzy (przeczytajcie tom – wszystko się wyjaśni) znane nam podwodne królestwa. Niestety wydarzenie to nigdy nie doszło do skutku, a niektóre elementy zaplanowanej historii zostały wplecione do filmu „Aquaman” w reżyserii James’a Wama i z Jasonem Momoa jako Aquaman i Amber Heard jako Mera, do którego to scenariusz napisał Geroff Johns. Bardzo chciałbym zobaczyć realizację tego pomysłu nawet w ramach obecnie trwających serii, jednak obawiam się, że postacie takie jak Ocean Master przeszły taką metamorfozę, że ciężko byłoby ponownie wepchnąć go w buty złoczyńcy, który pragnie jedynie potęgi.

Jeżeli przeczytaliście pierwsze trzy tomy „Aquamana” z The New 52 to obowiązkowo przeczytajcie również ten. Nie dość że domyka wiele wątków z poprzednich części to nareszcie daje nam spojrzenia na Aquamana – króla. I tak jak Arthur robi wszystko by nie zawieźć swojgo ludu, tak ten tom daje czytelnikom wszystko to, co przesądza o dobrej lekturze oraz byciu dobrym wydatkiem w celu uzupełnienia domowej biblioteczki.