Toń

“Toń” jest trzecią pozycją Hill House Comics, imprintu DC pod wodzą Joe Hilla nastawione na horrory, który ukazał się na polskim rynku wydawniczym. Pierwsze dwie pozycje przyjąłem na tyle dobrze, że chętnie zerkam na kolejne komiksy spod tego szyldu. Czy “Toń” dorównał poprzednikom lub zawiesił poprzeczkę wyżej?

Tytuł dobrze opisuje główny problem będący źródłem wszystkiego, co straszne. Wszyscy sobie żyli dobrze i w spokoju, aż pewnego dnia, niekoniecznie pięknego, pojawił się sygnał SOS. Nie byłoby w tym nic przerażającego, gdyby nie fakt, że wydobywał się z zatopionego statku sprzed 40 lat. Statek znajduje się na terenie Rosji, więc amerykańce chcą załatwić sprawę po cichaczu, bez angażowania lokalnych służb. Wysyłają małą grupkę ochotników, żeby przyjrzeli się sprawie.

Początek jest bardzo intrygujący i tajemniczy. Joe Hill pierwszymi numerami buduje napięcie, stopniowo wprowadzając nas w tajemnicę sprawy. Jest klimatycznie, a w kadrowym powietrzu unosi się nutka niepokoju. Po paru numerach głębiej wchodzimy w sprawę, i o sobie dać znaje tajemnicze zło – tu zaobserwowałem inspirację serię “Alien” – pozaziemska forma życia żerująca na organizmach ludzkich, realizująca swoje cele. Po namyśle można ujrzeć schematy w wśród głównych bohaterów, a i w zwrotach akcji – szczególnie w jednym. Fani pierwszego filmu z serii “Alien” będą wiedzieli, co miałem na myśli.

Nie przeszkadzała mi inspiracja Alienem. Jak się już wzorować, to na najlepszych klasykach, co nie? Wyszła fajna zamknięta historia, od której nie mogłem się oderwać aż nie dowiedziałem się, o co we wszystkim chodzi. Urok padł w finałowym zeszycie. Spartolona sprawa po całej linii. Autor puścił wodze fantazji robiąc z zagrożenia Bóg wie czym, zabijając całą otoczkę powagi, sprowadzając finalne rozwiązanie z poziomu horroru do superhero. Do wora “no kurczę nie” rzucę kilka motywów wprowadzanych przez autora, które w sumie nie wiem jaką miały odegrać rolę, bo odegrały żadną np. matematyczne wzory czy rosyjscy przedstawiciele.

Nie łatwo sensownie przedstawić paczkę bohaterów w krótkich, zamkniętych seriach. Zdarza się, że autorzy za mocno skupiają się na kilku z nich, na czym cierpi reszta. Nie w tym przypadku, i nie na plus kogokolwiek. Bohaterowie są płytcy i nie poznajemy ich. Kompletnie nic o nich nie wiemy i ciężko się do nich przywiązać lub współczuć im, kiedy powinniśmy czy dzielić chwile radości, których i tak nie ma za wiele.

Rysunki Immonena są dobrze zrobione i fajnie pasowały do klimatu całości. Nie brakowało obrzydliwych scen, najlepiej zapamiętałem jednak te, gdzie akcja działa się w ciaśniejszych miejscach z dominującym kolorem np. wnętrze statku i sygnał alarmowy z dominacją czerwieni.

“Toń” Joe’go Hilla zostawił mnie z ogromnym niesmakiem. Mógłbym przymknąć oko na kilka zmarnowanych wątków oraz beznadziejnie napisanych bohaterów, niestety nie mogę, ponieważ finał przelał garnek goryczy. Nie oczekiwałem wiele, ale finał skopał dobrze prosperującą historię. Na tyle, że raczej do komiksu nie wrócę i zapomnę.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.