Green Lantern. Blackstars. Tom 3

Szukacie wytchnienia od spraw około Ligo Sprawiedliwych? Coś z Latarnikami dla urozmaicenia, ale niekoniecznie kolejne wojny korpusów? Skierujcie wzrok na “Green Lantern” Morrisona. Tak, tego gościa od zbzikowanego i dziwnego “Doom Patrol”, które nie da się pokochać czy nie docenić. Tylko uważajcie – nie będzie tu “normalnie”.

Hal Jordan nie kończy z Blackstar. O nie. Ponownie działa w ich szeregach, próbując raz na zawsze rozbić grupę. Nie będzie to proste zadanie, a główny bohater będzie musiał się nakombinować. Nie koniec zmartwień na jego głowie. Wzywają obowiązki typowe dla jego korpusu, koncentrujące się na ojczyznej planecie, do której nie pała miłością. Sporo na głowie jednej postaci. Czy sobie poradzi? No nie ma większego wyboru.

Nie jest to lektura dla każdego. Morrison ma specyficzny styl i mocno to czuć. Poprzednie tomy łatwiej mi wchodziły, ten lekko przytłoczył, ponieważ nie był prosty w czytaniu. Nie oznacza to, że kiepski. Pomysły Morrisona są ciekawe, pozytywnie skomplikowane. Akcja jest daleka od spraw kanonicznych, więc można złapać wytchnienia. Ba! Jordan mało posługuje się swoim pierścieniem, żeby naprostować różne sprawy. Korzysta z innych umiejętności, podkreślających, że obowiązki korpusu, to coś więcej niż świecenie zielonych pierścionkiem. Gliniarz musi mieć łeb na karku i nie bać się działać konkretnie. Przynajmniej Morrison o tym pamiętał. Chwała mu.

Sharp jest odpowiednim człowiekiem do ilustrowania pomysłów Morrisona. Nadaje tego czegoś kosmicznych bytom czy planetom, odczuwając, że jest się w kosmosie. Prawdziwa przejażdżka pełna najmniejszych drobiazgów, które Sharp próbuje uchwycić na każdym kadrze. Komiks tętni własnym życiem. W poprzednich tomach czasami narzekałem na zdobienie kadrów, co rozpraszało moją uwagę. Na podobny problem nie musiałem teraz narzekać. Nie było tego, i super.

“Blackstars” nie jest prostym komiksem w odbiorze. Można na nim się zmęczyć. Nie dałem rady wciągnąć go na raz, mimo że ilość kartek nie jest przytłaczająca. Narracja Morrisona nie jest prosta, ale oryginalna. Bawiłem się całkiem dobrze. Chętnie powtórzę komiks, kiedy ukaże się całość.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.