Opowieści o Korpusie Zielonych Latarni
Brakuje Wam komiksów z Zielonymi Latarniami w polskiej wersji językowej? Mi też! Dlatego powinniście zainteresować się kolejnym albumem kolekcji DC od Hachette!
„Opowieści o Korpusie Zielonych Latarni” zaczynają się trzyczęściową, najdłuższą historią, gdzie tytułowy Korpus staje do walki z Kroną i jego mistrzem. Podobało mi się widowiskowe starcie, gdzie wynik nie był z góry oczywisty. Nie brakowało emocji, a rosnąca liczba ofiar podbijała stawkę. Wśród bohaterów pojawił się Hal Jordan. Jego obecność została dobrze wykorzystana, ponieważ autor przytoczył podstawowe informacje o korpusie odświeżając genezę Latarnika – dowiedzieliśmy się o procesie rekrutacji, podstawowych zadaniach, sposobie ładowania baterii itd. Był to też moment, gdzie przekonująco pokazano rolę Korpusu w większych wydarzeniach świata DC oraz powody uznania Hala przez Strażników i resztę Zielonych.
Następnie jest masa krótkich historyjek. Z reguły poświęcano na nie około 6 stron. Jestem zwolennikiem dłuższych historii, dlatego zmęczyłem się tą formą opowiadań. Lubię dłuższe historie ze względu na podbudowę, rozwinięcie, zakończenie i rozwój bohatera z wyraźnym zaznaczeniem jego osobowości. Tutaj wymienione przeze mnie elementy są spłycone, co powodowało, że większość historii przeleciała mi przez głowę. Szybko zapominałem o czym były.
Co nie znaczy, że źle bawiłem się w trakcie czytania. Historie były różnorodne i dostarczały masę rozrywki. Każda historia skupiała się na innym członku Korpusu. Część z nich możecie kojarzyć np. Mogo, część była zupełnie nowa. Historie skupiały się na podstawowej pracy Korpusu czyli pilnowaniu pokoju w galaktyce. Podobało mi się, że Latarnie mierzyły się z przyziemnymi sprawami dla danego sektora, a różnice kulturowe wpływały na ich metody rozwiązywania problemów np. kozioł zielona latarnia uważał, że jego czas dobiega końca, dlatego szkolił potomka, który miał go zastąpić. Innym razem Strażnicy dali lekcję pokory samozwańczemu kandydatowi, który wymusił na nich decyzję przyznania mu pierścienia. Każda historia miała mi coś do przekazania, a prawdziwą przyjemność czerpałem czytając między wierszami. W ten sposób poznałem nowe kultury, rasy, obyczaje, co jest cenne dla osób złaknionych nowymi informacjami o świecie DC.
Przyjemnie czytało mi się komiks, mimo iż byłem ogólnie zmęczony tą formą opowieści. Uważam, że „Opowieści o Korpusie Zielonych Latarni” to komiks, który może zainteresować każdego. Fani Zielonych Latarni poszerzą swoje horyzonty wiedzy, a ci, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o tym uniwersum, znajdą w nim historię, która przybliży im podstawy, nie angażując się w wielkie wydarzenia. Nawet fani DC nie powinni omijać tego komiksu, ponieważ stanowi on jedną z nielicznych okazji do odkrycia nowych horyzontów.

