Tytani. Świat Bestii. Tom 2 (Opinia)

Drugi tom „Świat Bestii”? Wydarzenie na poziomie, w którym nie brakuje „ale”.

Drugi tom Świata Bestii to kontynuacja historii skupionej na Beast Boyu, Tytanach i tajnych planach Amandy Waller, które właśnie tutaj osiągają swoją kulminację. Fabuła koncentruje się na wszystkich aktywnych bohaterach próbujących powstrzymać zagrożenie, ale sytuacja szybko wymyka się spod kontroli, bo kolejni herosi zostają zarażeni, a skala problemu rośnie z każdą stroną. Ostatecznie konflikt zostaje w pewien sposób zażegnany, ale jego następstwa odbiją się szerokim echem w głównym kontinuum DC, prowadząc do kolejnych zmian, takich jak nadchodzące Absolute Power.

Koncepcyjnie bardzo lubię to wydarzenie, bo zamiast typowej dla komiksów skali multiwersów stawia na bardziej kameralne, ale przez to lepiej wyczuwalne zagrożenie. Stawkę doskonale widać w kilku miejscach, gdy zwykli obywatele stają się ofiarami sytuacji, a nastoletni bohaterowie pędzą im na ratunek. Szczególnie uwielbiam sceny z Jonem Kentem, który staje na wysokości zadania, godząc ratowanie przechodniów z troską o przyjaciół, zwłaszcza Damiana. Doceniam, że twórcy nie podchodzą przewidywalnie do przemian bohaterów tylko kombinują, żeby czymś mnie zaskoczyć – najlepiej oddaje to przemiana Batmana, Nightwinga i… Power Girl!

Akcji w tym tomie jest naprawdę sporo i doceniam, że twórcy dobrze współpracowali przy zmianach perspektyw: od przedmieść Gotham po siedzibę Tytanów. Udało się wpleść w to także emocjonalną warstwę. Wraz z rozwojem wydarzeń okazuje się, że dla niektórych bohaterów stawka jest bardziej osobista, przez co pewne wątki wciągały mnie szczególnie mocno. Jak wspomniałem, kulminacja wydarzeń zaskoczyła mnie pozytywnie. Twórcy tak umiejętnie zwodzili moją uwagę wokół jednego z kluczowych elementów fabuły, że moment ujawnienia wszystkich kart naprawdę mnie zaskoczył. Stawka poszybowała wtedy mocno w górę, a skutki wydarzeń wydają się na tyle istotne, że nie zostaną szybko cofnięte, co tylko zwiększa ich wagę w świecie DC.

Niestety, jak to w przypadku komiksowych eventów bywa, ilość treści jest momentami przytłaczająca. W tomie jest mnóstwo walk pomiędzy zdrowymi bohaterami a tymi przemienionymi, ale część z nich jest tak pośpieszna i pobieżna, że szybko umyka uwadze. Zdarza się nawet, że potencjał niektórych konfrontacji zostaje zupełnie zmarnowany np. przemieniony Black Adam praktycznie nie stanowi zagrożenia, a przemieniona Power Girl, mimo zajebistego wyglądu, znika z historii równie szybko, jak się w niej pojawia.

Były też momenty, gdy bohaterowie znajdowali się w naprawdę trudnym położeniu, a mimo to problem rozwiązywano zaskakująco łatwo albo w ogóle pomijano jego rozwiązanie. Przeskakiwanie pomiędzy wątkami sprawiało, że czasem na kolejnych stronach widziałem postać w pełni zdrowia, choć komiks nie dawał odpowiedzi na podstawowe pytania: jak, kiedy i dlaczego udało się ją uratować. Nie jest to mój pierwszy event w głównym kontinuum DC, więc wiem, że to dość częsty problem, ale niestety mocno wpływa na jakość całej historii.

Zebrane w albumie zeszyty pochodzą z kilku serii, dlatego nad rysunkami pracowało wielu artystów. Na szczęście ich style są do siebie zbliżone, a całość prezentuje bardzo porządny poziom. Doceniam zachowanie anatomii postaci, szczegółowe kostiumy z bogatym cieniowaniem podkreślającym muskulaturę, czytelne emocje na twarzach bohaterów oraz szczegółowość otoczenia, które nadaje realizmu światu przedstawionemu. Sekwencje walk są dynamiczne i atrakcyjne dla oka, a cała warstwa graficzna utrzymuje spójny, dopracowany charakter, dzięki czemu tom czyta się z dużą przyjemnością, bo jest czym popieścić oczy.

Dziękuję Egmont za komiks. Egmont nie miał wpływu na opinię i tekst.