Daredevil tom 4 (Opinia)

Finał „Daredevila” Zdarsky’ego? Godne pożegnanie jednej z najlepszych serii o Diabełku z Hell’s Kitchen!

Rozpływałem się nad poprzednimi tomami i z niekrytą satysfakcją mogę powiedzieć to samo o wielkim finale. Chip Zdarsky totalnie mnie zaskoczył, wyciągając Matta Murdocka z dusznych ulic Nowego Jorku i wrzucając go w sam środek epickiej wojny klanów ninja. Klan Pięści wreszcie rusza na otwartą wojnę z Klanem Dłoni, prowadzonym przez samego Punishera!

Wizja tego konfliktu to absolutny majstersztyk. Scenarzysta rozplanował wszystko od podszewki. Obserwujemy powolne zbieranie sił, wyczerpujące treningi i przygotowania do wojny. Co ważne, każda akcja wywołuje tu wiarygodną reakcję. Twórcy zadbali o kapitalne detale: tarcia wewnątrz grupy czy reakcje innych herosów Marvela na radykalne metody Diabełka. To wszystko złożyło się na wybitny finał. Czuć, że Zdarsky dopieścił każdą stronę komiksu. Emocje genialnie rezonują z akcją, która w kulminacyjnych momentach wywala skalę. Finałowa bitwa to jazda bez trzymanki, w której dostajemy dosłownie wszystko, łącznie z walką ze smokami!

Ten run dostarczył mi niesamowitych wrażeń i zapamiętam go na długo. Mam jednak do niego dwa „ale”. Po pierwsze kamyczek do ogródka polskiego wydawcy. Ogromnie ubolewam, że na naszym rynku pominięto solową serię o Punisherze, która toczyła się równolegle. Tamten komiks daje nam perspektywę drugiej strony barykady, co diametralnie zmienia odbiór całej historii. Tam transformacja Franka Castle’a ma głębokie, symboliczne znaczenie, podczas gdy na łamach „Daredevila” wypada on miejscami jak zwykłe narzędzie fabularne.

Po drugie to sam epilog. Totalnie nie kupiłem wydarzeń następujących po głównym finale, gdy Murdock trafia do… innej płaszczyzny egzystencji. To rozdział mocno wchodzący w buty twardego fantasy. Rozumiem, że koncepcyjnie ma to ogromną symbolikę i otwiera furtkę dla kolejnych scenarzystów, ale dla mnie był to zbyt brutalny zgrzyt. Złamało to cudowną, mroczną i przyziemną konwencję, za którą tak bardzo pokochałem tę serię na samym początku.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.