Transformers: Tom 4 (Opinia)

Za nami czwarta odsłona przygód Transformersów i szczerze? Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko dalej piać z zachwytu. I jest to o tyle ciekawe, że fabularnie to wciąż stary, dobry konflikt Decepticonów z Autobotami, napędzany przez ich liderów. Zatem, co tu tak zachwyca? Mam co najmniej dwa (a właściwie to trzy!) mocne argumenty.

Ludzka twarz wielkich maszyn. Twórcy stawiają na osobistą stronę robotów. To nie są tylko stalowe puszki stworzone do efektownego mordobicia (choć w tym też są świetne!). Mają emocje, co widać już na pierwszych stronach, gdy jeden z nich odkrywa w sobie… fascynację jazzem. Prosty zabieg, ale w rękach świetnego scenarzysty ma ogromny ładunek emocjonalny. Całość podbijają retrospekcje, które świetnie nakreślają nastroje w szeregach maszyn – ich reakcje potrafią nieźle zaskoczyć i szczerze rozbawić.

Geneza zła, czyli „rok pierwszy” Megatrona. Dostajemy rewelacyjne spojrzenie w przeszłość lidera Decepticonów. Teoretycznie nie potrzebowałem tej genezy, ale kiedy już ją dostałem, mój szacunek do tej postaci drastycznie wzrósł. Widać, jaka drzemie w nim potęga. Jego motywacje są jasne: to istota pragnąca władzy absolutnej, a twórcy nie idą na łatwiznę, serwując nam tanie historyjki o zawiści.

Ciężar każdego ciosu. Finałowy powód to oczywiście widowiskowe starcia. Może nie wymyślają koła na nowo, ale rysownik dba o to, by najzwyklejsza wymiana ciosów miała potężną siłę uderzenia. Każdy ruch odpowiednio tu wybrzmiewa, a zgnieciony metal i urywane kończyny to po prostu smarowa wisienka na tym wspaniałym torcie.

Na koniec brawa dla Daniela Warrena Johnsona. Gość ponownie udowadnia, że jego styl to strzał w dziesiątkę dla tego uniwersum. Kreska znana z „Wonder Woman: Martwa Ziemia” kipi od energii, ekspresji i dynamiki, windując walki na fenomenalny poziom. Johnson po mistrzowsku miesza epicki rozmach z surową brutalnością. Świetnie łapie w kadrach piękno krajobrazów, emocje wymalowane na metalowych twarzach i sam chaos bitwy, sprawiając, że każda strona dosłownie tętni życiem.

Dziękuję Nagle Comics za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.