Charlie i fabryka czekolady (Opinia)

Wizyta w legendarnej fabryce Willy’ego Wonki to literacki odpowiednik wejścia na pokład najbardziej szalonego rollercoastera. Klasyczna powieść Roalda Dahla o Charliem, który dzięki złotemu biletowi zyskuje szansę na zwiedzenie najpilniej strzeżonego królestwa słodyczy, to historia wskroś abstrakcyjna, pełna fantastycznych przygód i czystej, dziecięcej magii. Ponowna lektura „Charlie i fabryka czekolady” udowadnia, że autor pisząc tę historię, musiał operować wyobraźnią, dla której słowo „niemożliwe” po prostu nie istnieje.

To, co w „Charliem…” niezmiennie zachwyca, to absolutnie genialne opisy słodyczy. Dahl zaserwował nam tutaj największy, najgłębszy sen każdego łakomczucha, łącząc kulinarne fantazje z najbardziej zwariowanymi pomysłami inżynierii cukierniczej. Ta plastyczność opisów błyskawicznie pobudza apetyt i sprawia, że podczas czytania sami czujemy się jak dzieci wrzucone w środek czekoladowego raju.

Ogromny plus wędruje do Michała Rusinka, który odpowiada za współczesne tłumaczenie książki dla dzieci. Język zmienia się dziś w zatrważającym tempie i starsze przekłady mogłyby już zwyczajnie trącić myszką dla współczesnego pokolenia. Rusinek wykonał tutaj kawał fenomenalnej roboty. Idealnie zachował specyficzny, zawadiacki klimat oryginalnej powieści, a jednocześnie ubrał go w słowa, które trafiają prosto do współczesnych dzieciaków. Dzięki temu tekst jest żywy, dynamiczny i ani na chwilę nie traci swojego tempa.

Gdzie w tym słodkim świecie pojawia się zgrzyt? Powieść została napisana w 1964 roku i ten upływ czasu momentami mocno daje o sobie znać. Starsza literatura dziecięca miała to do siebie, że uwielbiała uderzać w bardzo wyraźny, wręcz łopatologiczny ton moralizatorski. Dahl nie bierze tu jeńców. Wprost, bez żadnych subtelności pokazuje czytelnikowi, co według niego spotyka niegrzeczne, samolubne dzieci, stawiając kryształowego Charliego za wzór cnót wszelakich. Dzisiejsze podejście do wychowania i psychologii najmłodszych wygląda zupełnie inaczej, dlatego podczas lektury trzeba wziąć głęboki oddech i pamiętać, w jakich realiach ta historia powstawała. Dla części współczesnych odbiorców ta dydaktyczna surowość może okazać się zbyt przerysowana.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na samą oprawę wizualną, bo to wydanie to na półce absolutne małe dzieło sztuki. Obecna okładka zachwyca zmysłem estetycznym. Wydawca nie próbował wymyślać koła na nowo: dodano jedynie drobne, nowoczesne elementy, które genialnie odświeżyły klasyczne ilustracje i sprawiły, że książka błyskawicznie przyciąga wzrok. Wisienką na torcie jest twarda oprawa. Nie tylko prezentuje się wybitnie, ale przede wszystkim gwarantuje, że książka przetrwa wielokrotne czytanie i nie ulegnie tak łatwo zniszczeniu w rękach małych poszukiwaczy przygód.

Mimo tego specyficznego, głęboko zakorzenionego w latach 60. moralizatorstwa, powrót do fabryki czekolady oceniam na duży plus. To ponadczasowa klasyka, która dzięki nowemu tłumaczeniu i świetnej oprawie dostała drugie, w pełni zasłużone życie. Pozycja obowiązkowa dla małych i dużych marzycieli.

Dziękujemy Tantis za książkę. Sklep nie miał wpływu na opinię i tekst.