Absolute Green Arrow #2 (Opinia, opis)

Podtrzymuję opinię o „Absolute Green Arrow” po drugim zeszycie!

TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY

Czyli dalej jest to mocna historia z jajem, przesiąknięta mrokiem obiecywanym wraz ze startem Absolute Universe, w której rysownicy (Rafael Albuquerque i Marcelo Maiolo) jedzie po bandzie i dostarcza brutalne sceny mordu (nie dla małych dzieci!) – może poziom rysunków nie jest równy, ale w każdym z dwóch zeszytów była ta jedna strona, przy której kopara opada, zostaje w głowie i zapomina się o jakiś niedociągnięciach (patrz na grafikę z postu – NO JEST MEGA!).

Drugi zeszyt stoi pod znakiem odhaczenia kolejnego celu przez łucznikach z czachą na wierzchu, podkręcania nastrojów/paniki przez media trąbiących o tym wszędzie, głębszego wejścia w psychikę Kanarka mająca ostre jazdy, aż po zwiastun spisku, w który może celować łucznik.

Każdy element fabuły działa „ok”, ponieważ Pornsak Pichetshote ma wyczucie w gospodarowaniu czasu, przechodzenia między elementami, no i wie z jakim podejściem ugryźć konkretne części tego świata.

Mam nadzieję, że nie jest to przedwczesne otwarcie szampana, bo po dwóch zeszytach poziom wrażeń i historii jest zbliżony do początków „Absolute Batman”.