LEGO® Harry Potter. Zamek Hogwart: Ceremonia 76460 (Opinia)

Wpadł mi w ręce nowy, mały zestaw LEGO® Harry Potter. Zamek Hogwart: Ceremonia 76460 i muszę przyznać, że za te pieniądze to całkiem niezła zabawa!

Katalogowo wołają za ten zestaw z LEGO Harry Potter około 62 złote, ale w necie bez problemu wyrwiecie go za niewiele ponad pięć dychy. W tej cenie dostajemy rewelacyjny stosunek zawartości do ceny, bo zgarniamy aż 4 kluczowe minifigurki, co dla kolekcjonerów i jako szybki pomysł na drobny prezent jest po prostu genialną okazją. Co mi tu potężnie siadło od samego początku, to przede wszystkim całkowity brak bezdusznych naklejek. W pudełku nie ma ani jednej, a wszystkie elementy dekoracyjne, w tym cztery kafelki z herbami domów Hogwartu, to fabryczne, wysokiej jakości nadruki. Jarałem się tym detalem!

Sama konstrukcja ma też ukrytą, mega pomysłową funkcję zabawy. Mechanizm „koła przydziału”, czyli taki obrotowy spinner sprytnie wkomponowany w klocki, działa prosto i bez zarzutu. Pozwala fizycznie wylosować dom, więc dochodzi forma zabawy poprzez prostą interakcję – zestaw oferuje sobą coś więcej niż element dekoracji. Zestaw świetnie przemyślano też pod kątem modułowości, bo bez problemu można go wpiąć jako gotową sekwencję prosto do wnętrza tej ogromnej Wielkiej Sali, którą wydali wcześniej. Dzięki temu doskonale uzupełnia i ożywia większą dioramę zamku na półce. Sercem programu są tu oczywiście małe smaczki dla fanów. Ogromny plus leci za figurkę kota, czyli Patronusa profesor McGonagall, który należy do specjalnej, limitowanej serii kolekcjonerskiej na 25-lecie klockowej sagi. No i sam Draco Malfoy dostał zupełnie nowy, unikalny nadruk twarzy, co starsi fani na pewno docenią.

Potężnie razi w oczy bezwstydny recykling minifigurek. Poza nową twarzą Draco, dostajemy tu festiwal odgrzewanych kotletów: torsy uczniów znamy od 2021 roku, głowa Hermiony pamięta zamierzchły rok 2018, a Harry’ego to rzut z 2024. Dla stałych zbieraczy to pójście na łatwiznę, które aż boli. Sama profesor McGonagall też wyszła dość biednie, bo ta wersja jest strasznie uproszczona i mało szczegółowa. Duńczycy wydawali już w przeszłości znacznie ładniejsze i bardziej dopracowane figurki tej postaci. No i kompletnie nie leżało mi wykonanie tego kota Patronusa. Plastik, z którego go odlano, jest zbyt matowy i nieprzezroczysty, przez co traci cały swój „magiczny”, duchowy urok w porównaniu do genialnych, półprzezroczystych Patronusów z wcześniejszych lat.

Dziękuję Tantis za zestaw. Sklep nie miał wpływu na opinię i tekst.