Dark Knights of Steel 2 #1 (Opis, opinia)
Coś tak cicho o powrocie jednego z fajniejszych elseworldów… Tak, „Dark Knights of Steel” wróciło z drugą częścią! I zaczęło się mocnymi akcentami!
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
Z jednej strony jest lekkie wprowadzenie, które niekoniecznie przypomina co się do tej pory wydarzyło, a po prostu pokazuje dalsze losy świata: kształt relacji królestw, losy postaci, wprowadzenie nowych nacji i bohaterów z dość ważnymi rolami. Dobrze zostało to rozpisane, podzielone, kierunki są sensowne, jako całość dało wrażenie żyjącego świata idącego na przód. No i dochodzi piękna klamra w postaci ślubu Kary z Dianą, tak aby puścić zasłonę przed następnym uderzeniem…
Z drugiej strony dostajemy mocną akcję przypominającą, że to uniwersum ala „Gra o Tron”, gdzie będzie dochodziło ostrej wymiany miecza, spisków, ale i ofiar. Właśnie tak zaczęło się wprowadzenie Altantydy, kiedy Kraken narozrabiał, Aquaman próbował go ogarnąć z całą resztą, a cała walka ze stworzeniem skończyła się… spiskiem i ofiarą pozostawiającym punkt wyjściowy do następnych numerów w postaci pytań: kto zdradził? dlaczego to zrobił?, co w takich historiach jest samograjem, żeby w odpowiednich rękach zrobić z tego epicką historię.
Po #1 widać, że Taylor nadal czuje klimaty, ma łeb na karku i chce opowiedzieć coś jeszcze większego w porównaniu do pierwszej części. Trzymam kciuki, bo jedynka była solidna, a dwójka ma spory potencjał!

