Hana-Kimi – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)

Historia dziewczyny, która przebiera się za chłopaka – mówi Wam to coś? Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź „Hana-Kimi” dopadła mnie nostalgia. Nie dlatego, że znam mangę i czekałam na adaptację. Bardziej z powodu skojarzeń z filmem „Ona to on” z Channingiem Tatumem i Amandą Bynes w rolach głównych, ale przede wszystkim z „Ouran High School Host Club”, które uwielbiam do dziś. Oglądając pierwszy sezon „Hana-Kimi” miałam przed oczami inne historie, widziałam w tym ich zlepek, ale… właśnie to mnie kupiło!

Główna bohaterka to Mizuki Ashiya, która wraca z USA do Japonii tylko po to, by zbliżyć się do swojego idola – skoczka wzwyż Izumiego Sano. Jest tylko jeden problem: Sano uczęszcza do szkoły przeznaczonej wyłącznie dla chłopaków. Napisałam „problem”? Cóż, nie dla niej. Mizuki postanawia więc udawać chłopaka i zapisuje się do liceum Sakurazaki, by zmotywować idola do kontynuowania swojej pasji. Szybko okazuje się, że trafia z Sano do tej samej klasy i… pokoju w akademiku. Tylko jak obudzić w nim na nowo miłość do sportu i nie dać się przyłapać na oszustwie? To trudniejsze niż mogłoby się wydawać.

Serial bardzo szybko wykorzystuje potencjał tego pomysłu. Mizuki trafia w sam środek szkolnego życia pełnego rywalizacji, przyjaźni, zawodów sportowych, imprez i oczywiście romantycznych komplikacji. Ważnym elementem jest również relacja z Sano, który nie jest typowym szkolnym przystojniakiem bez problemów. Jego przeszłość i stosunek do sportu sprawiają, że Mizuki zaczyna dostrzegać w nim kogoś więcej niż tylko idola. Do tego jeszcze Nakatsu – energiczny, impulsywny i niezwykle emocjonalny chłopak, który szybko staje się jednym z najważniejszych elementów całej historii. No bo jak to tak – zacząć przejmować się facetem skoro jak dotąd interesowały go dziewczyny? Jego obecność jeszcze bardziej komplikuje relacje między bohaterami, ale przede wszystkim dostarcza serialowi ogromnej dawki humoru.

Kreska bardzo dobrze oddaje klimat shōjo. Bohaterowie są atrakcyjni (czasem zbyt do siebie podobni), a twórcy chętnie wykorzystują mimikę i przesadzone reakcje podczas scen komediowych. Szczególnie dobrze sprawdza się to przy Nakatsu, którego emocje niemal zawsze wypisane są na twarzy. Nie jest to jednak anime, które zachwyca spektakularną animacją. W spokojniejszych scenach oprawa bywa dość prosta, a niektóre ujęcia mogłyby wyglądać lepiej. Pasuje to jednak do lekkiego charakteru produkcji i nie przeszkadza w odbiorze. „Hana-Kimi” ma w sobie dużo młodzieńczej energii i ciepła. Oglądamy przecież grupę nastolatków, którzy spędzają razem czas, rywalizują, wygłupiają się, zakochują i próbują zrozumieć własne emocje. Podoba mi się szczególnie to, że serial nie próbuje być cały czas romantyczny. Dużo miejsca zajmuje zwykłe życie szkolne, przyjaźnie i różnego rodzaju absurdalne sytuacje. Dzięki temu relacje między bohaterami wydają się bardziej naturalne.

Mam wrażenie, że z wiekiem coraz rzadziej sięgam po anime dziejące się w szkole i to jeszcze z wyraźnie zarysowanym wątkiem miłosnym. Jakbym się obawiała, że nic mnie już nie zachwyci. Wiecie co? Lubię się mylić. Nie pamiętam kiedy jakiś tytuł wywołał u mnie piski i śmiech w trakcie oglądania. Myślę, że lata temu. Bez wahania stawiam je na równi właśnie z „Ouran High School Host Club”, „Kimi Ni Todoke”, „Maid-Sama” czy „Kiss Him Not Me” – nie tyle z powodu wielu podobieństw co ogromu frajdy przy seansie. Nie jestem fanką trójkątów miłosnych, ale… TEN TUTAJ to całkiem inna bajka. Mizuki jest zdecydowanie sercem anime. Spontaniczna, odważna i czasami podejmuje decyzje bez zastanowienia, ale trudno odmówić jej szczerości. Nie jest idealną bohaterką i właśnie to działa na jej korzyść. Potrafi być naiwna, popełnia błędy, wpada w kłopoty, ale jednocześnie naprawdę zależy jej na innych. Sano początkowo wydaje się bardzo chłodny i zdystansowany. Trudno odgadnąć, co właściwie dzieje się w jego głowie. W miarę rozwoju historii odkrywamy jednak kolejne warstwy jego charakteru. Jego relacja z Mizuki rozwija się powoli i właśnie ta ostrożność sprawia, że nie jest to wyłącznie typowy romans. Nakatsu to natomiast chodząca katastrofa – w najlepszym możliwym znaczeniu. Jest głośny, zabawny i niezwykle ekspresyjny. Jego reakcje często są kompletnie przesadzone, ale trudno się przy nich nie uśmiechać. Przez nagłe wybuchy kojarzył mi się mocno z Kyo z „Fruits Basket”. Jak zazwyczaj w przypadku trójkątów miłosnych nie miałam problemu z wybraniem którejś ze stron tak tutaj, nie potrafię. To naprawdę dobrze napisani główni bohaterowie.

Największym problemem pozostaje nierówne wykorzystanie całej reszty. Obsada jest naprawdę liczna, ale nie każdy dostaje wystarczająco dużo czasu, żeby widz mógł się z nim naprawdę zżyć. Tyle że… mnie obchodzi główne trio, więc cała reszta jest w moim odczuciu zbędna. Nie są irytujący – po prostu od razu widać, kto robi za tło. No dobra, jest też Hokuto Umeda, szkolny lekarz, którego sarkastyczne komentarze są świetnym kontrastem dla energicznej Mizuki. No i pies, nie mogłabym pominąć! Co mnie natomiast szczerze zaskoczyło to jak szybko sekret Mizuki wyszedł na jaw, ale to tylko podkręcało uczucie niepokoju – kto dowie się następny i na ile utrudni to realizację planu? Pewien niedosyt pozostawia również romans. Chemia między Mizuki i Sano jest zauważalna, ale ich relacja rozwija się bardzo ostrożnie. Czasami chciałoby się po prostu, żeby serial zatrzymał się na chwilę i pozwolił bohaterom spokojnie porozmawiać zamiast natychmiast wrzucać ich w kolejną komediową sytuację.

Podsumowując, „Hana-Kimi” to lekkie i pełne uroku anime. Ze względu na trójkąt miłosny może się wydawać przewidywalne, ale fakt że bohaterka musi ukrywać swoją tożsamość stanowi ciekawy twist. Całość ma przyjemny, młodzieżowy klimat, który łatwo polubić. To historia o młodych ludziach, którzy dopiero odkrywają, czego chcą, kogo potrzebują i jak ważne mogą stać się dla siebie nawzajem przypadkowo poznane osoby. Jeżeli lubicie „Ouran”, „Kimi ni Todoke”, Fruits Basket” (pomijając elementy fantastyczne) albo „Kiss Him, Not Me”, zdecydowanie warto dać „Hana-Kimi” szansę. To jeden z najciekawszych tytułów w swoim gatunku i mam nadzieję, że otrzymamy więcej tak dobrych historii, bo zdecydowanie mi ich brakuje. Na szczęście jest drugi sezon!

Dziękujemy Crunchyroll za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię.

Tekst oryginalnie dostępny na Serialomaniak.com