Latarnie: Odcinek 3, sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
Trzeci odcinek „Latarnie” jest dobry!
Wręcz uważam, że to mój ulubiony z trzech do tej pory! Fakt, fabuły nie posuwa ani o milimetr, ale wprowadza bardzo ważne treści, które delikatnie mieszają temat.
Z jednej strony mamy solidnie opowiedzianą przeszłość Stewarta w kilku czasach, co nie tylko mocno rysuje jego charakter, ale i tragizm postaci. Całe jego życie jest pisane pod jedną rolę, a to powoduje, że wychowuje się w dość patologicznym środowisku: zero przyjaciół, rodziny, kontrowersyjne metody wychowawcze zagrażające jego życiu w zamian za… obiecanki cacanki? Jest to mocno przerysowany przykład niedoścignionych ambicji rodziców, ale punkt wyjściowy jest niepodważalny – kto nie byłby tak pogrążony w traumie na miejscu ojca Johna, jeżeli na własne życzenie przeszła mu okazja życia?
Z drugiej strony więcej dowiadujemy się o systemie Strażników i tu mocno mi coś nie gra… Niby dostajemy sensowne uzasadnienie nowego podejścia strażników (Sinestro zamordował jednego z nich), ale nadal nie tłumaczy to nagłe zainteresowania ziemskim sektorem, kiedy sam Jordan stwierdza w 1. odcinku, że mieli go głęboko gdzieś (na długo przez „buntem Sinestro”). No i druga sprawa to moment przemiany… jest jeszcze kilka przykładów, które poruszę za kilka dni, że coś tu nie gra na linii Manhunter-Strażnicy.

