Star Wars. Bitwa o Jakku (Opinia)
Bitwa o Jakku? Dowód na to, że śmierć Imperatora to dopiero początek prawdziwej wojny!
Zastanawialiście się kiedyś, co działo się w galaktyce tuż po upadku Palpatine’a i Vadera? „Bitwa o Jakku” bierze ten temat na warsztat i udowadnia, że uniwersum Star Wars potrzebuje więcej takich opowieści. Jeśli myśleliście, że po Endorze nastał spokój, to byliście w grubym błędzie. Wojna dopiero nabrała rumieńców! Komiks jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów SW!
Wojna to nie tylko blastery, to walka o rządy dusz. Komiks genialnie pokazuje, jak imperialna idea żyje własnym życiem dzięki nowym liderom. Zbuntowany oficer o ambicjach Vadera to postać, którą kupuje się od razu: ma charakter z betonu i zasady, które trzymają fabułę w ryzach i wpływają na gęstą sieć intryg. Zapomnijcie o czarno-białym świecie. Tu sojusze pękają jak bańki mydlane, a intrygi gonią intrygi. W tym chaosie bryluje liderka Mrocznych Akolitów (prawdziwy „czarny koń”), który po mistrzowsku gra na obie strony. Akcja rozlewa się na wiele światów, a rebelianci co chwilę wpadają na nowe przeszkody. Nawet sam Luke Skywalker trafia na wyzwania, które sprawiają, że musi wycisnąć z siebie siódme poty.
Jedyny minus? Niestety, sami Mroczni Akolici (poza swoją szefową) zostali potraktowani trochę jak Inkwizycja w innych produkcjach, czyli dużo groźnych zapowiedzi, a w praktyce wypadają słabiej niż szturmowcy. Wielka szkoda, bo ich potencjał był gigantyczny. Mimo to, „Bitwa o Jakku” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zobaczyć, jak naprawdę upadało Imperium!
Dziękuję Egmont za komiks. Egmont nie miało wpływu na opinię i tekst.
Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Serialomaniak.com

