Moje Przygody z Supermanem: Sezon 3 Odcinek 5 (Opinia)
Po 5 odcinku „Moje przygody z Supermanem” z zeszłego tygodnia… DZIEJE SIĘ!
I piszę to z ogromnym bananem uciechy na mordzie, bo nie spodziewałem się, że historia będzie aż tak mięsista! Walka z Henshawem TOP, wręcz kłania się tu szkoła Zacka Snydera, bo dawno nie widziałem takiej rozpierduchy w świecie superhero. I jest to rozpierducha w najlepszym wydaniu, w której rozmach idzie w parze z emocjami, przekazem więzi oraz zdolnościami postaci.
Nie brakuje cudownych zwrotów akcji rodem wyjętych z „Dragon Ball”. I choć fanem takich zwrotów akcji nie jestem, to plusik dla twórców za następstwa przypominających, że to jednak świat z przyczynowo-skutkowym istnieniem.
Historia Superboya chwyta za serducho. Ile w jego przeszłości/przyszłości jest wyciskaczy łez, to aż gęsto przez ekran. Momentalnie jest to jeden z najbardziej dramaturgicznych sezonów, najmroczniejszy na tle reszty, ale i skłaniający do dyskusji na logiką postępowania Jona – chłop mógł wymazać swoje istnienie
No i końcóweczka… TAK! To dobra szkoła „X-Men” i „Dragon Ball”, kiedy postacie wpadają w pętlę czasoprzestrzeni uświadamiając sobie, że igranie z czasem to nie takie „hop siup”. Łatwo przewidzieć jak dalej potoczy się historia, ale nie… na najbliższe parę tygodni wyłączam myślenie i będę delektował się obrotem akcji bo twórcy ewidentnie chcą poszaleć

