Naruto: Rozdział 3 (Opinia spoilerowa)
Czy trzeci arc „Naruto” to moja ulubiona część tej historii? Z perspektywy trzech bloków fabularnych udostępnionych na Canal+, absolutnie tak! To, co wydarzyło się w tych odcinkach, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Dostaliśmy potężny ładunek emocjonalny, genialny rozwój bohaterów, a fabuła ruszyła z kopyta. No i same sceny walki… cóż, rozmach zawisł w kosmosie!
Wszystko zaczyna się od genialnie rozegranej ciszy przed burzą. Kiedy uczestnicy egzaminu trenują i regenerują siły przed nadchodzącymi starciami, twórcy nigdzie się nie spieszą. Dostajemy kapitalną okazję, by z ukrycia przyjrzeć się buzującym w bohaterach emocjom. Najlepszym tego przykładem jest Naruto, chłopak pod okiem Jiraiyi potężnie dojrzewa, ale w obliczu wyzwania targają nim też zupełnie ludzkie wątpliwości i strach. Ta psychologiczna dojrzałość robi ogromne wrażenie.
To jednak nic w porównaniu z Gaarą, który zaczyna siać absolutny terror. Sposób, w jaki eliminuje kolejnych przeciwników niczym natrętne muchy, budzi grozę. Kiedy dochodzi do jego pierwszej kolizji z Naruto, stałam w całkowitym osłupieniu. Gaara był w tym momencie tak przerażający, że autentycznie miałam gęsią skórkę.
Prawdziwa podwójna gra zaczyna się jednak podczas oficjalnych finałów egzaminu na chunina. Walk dostajemy zaledwie kilka, ale za to jakich! Największe wrażenie zrobiło na mnie starcie Naruto z Nejim. To był podręcznikowy pojedynek skazanego na porażkę underdoga z największym talentem wioski Konoha. Wcinałam chipsy w takim tempie, że sama się z siebie śmiałam – akcja po obu stronach była po prostu bezbłędna. Neji lśnił swoim genialnym arsenałem technik, a Naruto bez przerwy zaskakiwał nieszablonową kombinatoryką, wprawiając w osłupienie całą widownię.
Jednak prawdziwym „crème de la crème” okazała się tragiczna historia rodzinna Nejiego opowiedziana w retrospekcjach. To diametralnie zmieniło moje postrzeganie tej postaci. Nagle zrozumiałam jego chłód wobec Hinaty i reszty głównej gałęzi klanu Hyuga. Twórcy zaserwowali nam tutaj niesamowicie dojrzałe, brutalne rozgrywki polityczne, w których dobro relacji między wioskami i pakty realizuje się kosztem ludzkiego życia. Naprawdę łatwo tu uronić łezkę.
Reszta pojedynków: Shikamaru vs Temari oraz Sasuke vs Gaara, trzymała równie wysoki poziom. Wybitnie oglądało się starcie Shikamaru, który czystą bystrością umysłu i genialną strategią podszedł silniejszą rywalkę, by na koniec zaszokować wszystkich dojrzałą decyzją o rezygnacji. To kolejny dowód na to, jak mądra jest to opowieść.
Po turnieju twórcy rzucają nas w sam środek konkretnego mięsa. Wybucha wojna z prawdziwego zdarzenia! Orochimaru zrzuca maskę i atakuje Trzeciego Hokage, a wioski Dźwięku i Piasku ruszają do bezwzględnego szturmu. Starcie Orochimaru z Sarutobim operuje na tak potężnych, zaawansowanych technikach, że natychmiast czujemy gigantyczną przepaść dzielącą ich od młodych geninów. Śmiertelna stawka tego pojedynku przynosi niezwykle smutne, ale i piękne pod kątem symboliki zakończenie rozdziału o jedności wioski. W tle cały czas czuć pełen wymiar konfliktu – od dramatycznej ewakuacji cywilów widzianej oczami przerażonego Konohamaru, po zorganizowany kontratak ninja na gigantycznego, trzygłowego węża.
W tym całym zachwycie zgrzyta mi właściwie tylko jedno: potraktowanie po macoszemu Kakashiego i Maito Guya. Ograniczenie ich roli przez większość odcinków do bezwzględnego odklepywania zwykłych płotków na trybunach potężnie mnie zirytowało. Nie oszukujmy się – na tym etapie ich zdolności są tak ogromne, że powinni sprzątnąć tych kilkudziesięciu wrogich ninja w przeciągu 10 minut, zamiast bawić się z nimi przez kilka epizodów i marnować swój potencjał.
Finałowa walka czyli Gaara vs Naruto vs Sasuke to moja absolutna wisienka na torcie. Wątek traumatycznej przeszłości Gaary wycisnął ze mnie masę emocji. To genialne, głębokie i niesamowicie mroczne zwierciadło losu samego Naruto. Gaara pokazał nam, jak potoczyłyby się losy głównego bohatera, gdyby na swojej drodze nie spotkał bliskich z Drużyny 7. Kiedy chłopak w końcu rozkręca swoje niszczycielskie zdolności, a Naruto staje z nim do walki jak równy z równym, na ekranie pojawia się czysty efekt WOW (nawet Sasuke oniemiał z wrażenia).
To potężne, niezwykle satysfakcjonujące starcie idealnie zamyka ten etap opowieści. A pojawienie się w ostatnich sekundach Itachiego i Kisame sprawia, że mam gigantyczną chrapkę na kolejny sezon. Trzeci arc oceniam na ogromny plus. To anime w swojej szczytowej formie!
Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.
Tekst pochodzi z drugiego portalu Serialomaniak.com

