Amazing Spider-Man. Tom 1

Dobre komiksy trzeba nagłaśniać, niezależnie od wydawnictwa, prawda? Idąc w myśl tej zasady, nie mogłem przejść obojętnie koło pierwszego tomu „Amazing Spider-Man” Straczynski’ego, o którym głośno na polskiej ziemi. Czy komiks rzeczywiście jest tak dobry? I to jeszcze jak!

Początek komiksu może być znajomy czytelnikom, którzy kolekcjonowali WKKM. Początek pokrywa się z zawartością pierwszego tomu, czyli nasz Spider-Man musi unikać Morluna biegającego za totemami. Pająk nie jest skazany na samotną ucieczkę, ponieważ wsparcia udziela mu Ezekiel, postać mocno związana z mocami Pajęczaka. Finał historii będzie punktem wyjściowym dalszym przygód, w które zaangażowane będą m.in. ciocia May czy MJ.

Bardzo podobało mi się, że Straczynski zna świat głównego bohatera i potrafi płynnie przechodzić z jednego klimatu (superbohaterski) w drugi (prywatne życie Spidera). Są to dwie strony jednego medalu, które mają wzajemny wpływ na siebie. Scenarzysta znalazł bardzo proste rozwiązanie, żeby związać oba życia – było nim wysłanie Petera Parkera do pracy! Nowe środowisko funkcjonowało jako sprawdzian doświadczenia i kompetencji Petera, w którym wypadł sumiennie. Peter nie tylko przekonująco wypadł jako osoba przekazująca wiedzę, ale przede wszystkim jako przyjaciel dla nowego pokolenia. Obserwując go aż zamarzyłem, żeby za moim czasów byli nauczyciele tak interesujący się życiem i dobrem uczniów. Właśnie ta troska umożliwiła Spider-Manowi poznanie pewnych problemów, w których mógł zaangażować się w pełni. Dodatkowo kariera nauczycielka była punktem rozwojowym postaci, co oceniam pozytywnie. Lubię, kiedy bohaterowie przechodzą zmiany, dojrzewają i można ich zobaczyć od innej strony. Coś, co powinno być oczywiste, a niestety obecnie scenarzyści pomijają.

Podobało mi się, że Straczynski nie boi się wprowadzać zmian. Sięga po podstawowe, wręcz kultowe pomysły, żeby je odświeżyć nowymi elementami lub postaciami np. pierwsza, otwierająca historia sięga do genezy mocy Spider-Mana rozszerzając ją o nowe fakty i zaangażowane w nią postacie jak wspomniany już Morlun czy Ezekiel. Rozbudowanie pomysłów dało wrażenie stale rozwijającego się świata, które po dziś dzień ma wpływ na losy bohaterów np. najpopularniejsze zagrożenie Spiderverse.

Pozytywnie oceniam udział drugoplanowych postaci w historiach oraz klimatyczne zróżnicowanie wątków. Scenarzysta miał pomysł na każdą postać, jej znaczenie w historii, a pokazywanie różnych zagrożeń pokazało bohatera odnajdującego się w każdej sytuacji np. Peter wykorzystujący otoczenie w starciu z agresorem na szkolnych korytarzach. Wspomniane relacje przechodzą na nowy poziom, który oddziałuje na bohatera i decyzji przez niego pojmowanych. Szczególnie zauważalne jest to na płaszczyźnie Peter-May, kiedy dochodzi do dawna wyczekiwanego momentu. W całym komiksie są dwie chwile, obie związane z najważniejszymi kobietami dla Petera, które wyciskały emocje i skłoniły mnie do przemyśleń. Komiks nie tylko takimi tonami stoi. Nie brakuje luźnych, humorystycznych sytuacji, które ściągają całe napięcie niczym balonik wypuszczający powietrze np. Peter odwiedzający przypadkowego mieszkańca, który podzielił się z nim popcornem.

Osobna uwaga należy się historii poświęconej tragedii z 11 września… Przytłaczający zeszyt ukazujący skalę tragedii. Mnóstwo mocnych obrazów, które wprowadziły mnie w smutek. Niemniej jest to zeszyt dający nadzieję, pocieszenie w tej trudnej sytuacji, nawołujący do zjednoczenia się i wzajemnego wsparcia. Niesamowite doświadczenie, za które jestem wdzięczny twórcom.

Wielkie obawy miałem wobec rysownika. Znam twórczość Johna Romity Jr. z obecnie wychodzącego tytułu o Pająku. Nie lubię jego sześciennych szkiców, które w wielu miejscach gubią proporcje i potrafią być karykaturalne np. do dziś z obrzydzeniem wspominam poobijaną twarz Petera. Na szczęście recenzowany komiks pochodzi z okresu, kiedy Romita dobrze rysował i nie mam do czego się przyczepić, no może z wyjątkiem kilku creepy twarz np. niezręczny uśmiech MJ jest tak przerażający, że będzie śnił mi się po nocach. Szczególnie lubię prace Romity, kiedy mógł rysować Spider-Mana na sieci. Zwierzęce pozy Spidera prezentowały się niesamowicie przy doborze ciemniejszych tonów kolorów np. znaczna część kostiumu Spidera wtapia się w tło, podczas jego rozmowy, co podkreśla powagę sytuacji i robi efekt „wow” wyróżnionymi, czerwonymi elementami kostiumu.

Zdecydowanie „Amazing Spider-Man” Straczynski’ego to ten komiks, po który powinni sięgnąć fani Pająka. Jest tu dosłownie wszystko, co najlepiej opisuje tę postać, jego świat. Scenarzysta ma masę ciekawych pomysłów, potrafi pisać postacie, a rysunki tylko dopełniają ten piękny obraz. Już się nie mogę doczekać drugiego tomu!

Dziękuję taniaksiazka.pl za przekazanie komiksu do recenzji. Sklep nie miał wpływu na moją recenzję i opinię.