Klara: Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
Wpadł mi na warsztat serial „Klara” i muszę Wam powiedzieć, że polskie produkcje obyczajowe potrafią jeszcze pozytywnie zaskoczyć!
O co w ogóle biega w tej historii? Lądujemy w samym środku Warszawy i dostajemy bezkompromisowy, słodko-gorzki obraz kryzysu wieku średniego widziany oczami singielki po czterdziestce. Twórcy bez owijania w bawełnę pokazują samotność, lęki, zgorzknienie i tę desperacką potrzebę bliskości, z którą zmaga się główna bohaterka. Co najlepsze, serial nie zostawia nas z samą depresją – choć losy bohaterów bywają ciężkie to ddostajemy tu całą masę trafnych komentarzy i życiowych drogowskazów, jak w tym całym bagnie walczyć o samą siebie i ugrać coś dla własnego świętego spokoju, przy tym w humorystycznej formie, na którą ciężko być odpornym!
ktorstwo w tym serialu to jest absolutny kosmos i bezapelacyjnie najmocniejszy punkt całego programu. Izabela Kuna w roli Klary jest niesamowicie autentyczna, ale prawdziwy popis dają gwiazdy drugiego planu. Iwona Bielska jako toksyczna, skrajnie egocentryczna matka oraz Katarzyna Warnke w roli zwariowanej i zdesperowanej przyjaciółki Wronki po prostu rozwalają system i kradną każdą scenę. Do tego Piotr Adamczyk i Adam Woronowicz idealnie dopełniają to genialne portfolio. Chemia między całą tą ekipą na ekranie jest tak namacalna, że aż miło się patrzy, jak skaczą między różnymi emocjonalnymi tonami i wyczyniają ze swoimi postaciami cuda. Nawet kiedy sama fabuła zaczynała lekko nudzić, oni wjeżdżali z taką energią i tak idealnie potrafili przerysować swoje zachowania w odpowiednich momentach, że zrywałem boki ze śmiechu np. wspomniana już Izabela Kuna to klasa sama w sobie (ale kogo to dziwi?!) – jej postać przechodzi tu emocjonalny rollercoaster, a aktorka z pełną naturalnością odnajduje się nawet w najbardziej odklejonych, czysto konwencjonalnych scenach, jak chociażby genialne pogawędki z kotem.
Kolejny gigantyczny plus leci za cyniczny, słodko-gorzki humor i ostre, ironiczne dialogi. Zapomnijcie o polukrowanych, rzygających tęczą tradycyjnych polskich komediach romantycznych. Tutaj nikt, za przeproszeniem, nie pierdoli się w tańcu. wórcy bez strachu wjeżdżają w tematy tabu, lecą ostrym językiem, serwują odważne sceny zbliżeń i sypią czarnym humorem jak z rękawa, w którym aktorzy czują się jak ryby w wodzie i potrafią sprzedać każdę scenę z odpowiednią energią. Trafne anegdoty wycelowane w stereotypowe podejście do związków to czyste złoto. Ten humor nie zawsze ma za zadanie tylko rozbawić, czasem ma autentycznie zgorszyć lub wywołać kontrowersyjne reakcje, i na tej płaszczyźnie obsada wie idealnie, na jakich strunach grać. Doskonale pokazuje to Adam Woronowicz. Jego postać to wielowarstwowy, moralnie wątpliwy kombinator, który za swoje akcje powinien z miejsca dostać czerwoną kartkę, a jednak chłop ma taki urok, że kupuje się jego żarty z pocałowaniem ręki i chce się go oglądać więcej i więcej.
Sama fabuła kompletnie mnie nie zaangażowała. Dostajemy tu bardzo prostą, przewidywalną do bólu historię miłosną, którą w najróżniejszych mediach powielano już tysiące razy. Zero jakichkolwiek zaskoczeń czy świeżego pomysłu na poprowadzenie osi czasu. Co gorsza, tempo akcji momentami tak strasznie zwalniało, że miałem wrażenie celowego przeciągania scen tylko po to, żeby upchnąć kolejny gag czy obyczajową anegdotę. Przez to ucierpiały naprawdę fajne, głębsze motywy, które ucinano zbyt szybko, zamiast pozwolić im sensownie wybrzmieć na ekranie. Największą ofiarą takiego pisania scenariusza stali się jednak sami bohaterowie i ich zachowanie. Życie chłoszcze ich ze wszystkich stron, dostają bolesne lekcje od losu, a oni… absolutnie niczego się nie uczą. W kółko popełniają te same błędy, tkwią w tym samym martwym punkcie i ślepo brną w zapętlenie swoich toksycznych zachowań bez żadnego wyraźnego powodu, co na dłuższą metę potrafiło już lekko męczyć.
Dziękujemy HBO MAX za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.
Tekst pochodzi z drugiego portalu Serialomaniak.com

